Uliczny Bieg Myślenicki 2019

Bieg Myślenicki

Bieg Myślenicki był pierwszym biegiem na 10 km w tym sezonie. Nie muszę już pisać, że się specjalnie do niego nie przygotowałem, bo tak naprawdę ja się do żadnego biegu nie przygotowuję 🙂 Żart oczywiście. Bieg Myślenicki był zaplanowany, ale na pewno nie jako główny bieg w sezonie. To miało być przetarcie przed półmaratonem Marzanny i przed Cracovia Maraton. W Myślenicach chciałem się po prostu sprawdzić, a że przy okazji mogłem wziąć udział w tej imprezie na bardzo korzystnych warunkach, to nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności.

Na Bieg Myślenicki wyruszyłem z sąsiadami: Marcinem i Justyną. Marcin jako kierowca, fotoreporter i kibic, a Justyna jako uczestnik. Wyjechaliśmy w niedzielny poranek o 8:15 i już po niespełna 20 minutach zameldowaliśmy się w Myślenicach.

Z parkingu udaliśmy się po odbiór pakietów startowych. Na hali sportowej będącej w tym dniu biurem zawodów było mnóstwo ludzi. Przeszło 1000 osób było zarejestrowanych na Bieg Myślenicki. Mimo to odbiór pakietów był szybki i sprawny. Ja nawet bez dokumentu tożsamości odebrałem swój bez najmniejszych problemów. Owszem, powołałem się na na Kacpra Piecha, w razie, gdyby wolontariusze chcieli sprawdzić czy ja to ja. Jednak nikt nie robił z faktu nieposiadania przeze mnie dokumentów żadnej afery.

Bieg Myślenicki_biuro

Bieg Myślenicki_baloons

W pakiecie startowym skromnie, ale elegancko. Oprócz materiałów reklamowych przepiękny kubek z nadrukowanym moim imieniem i numerem startowym. Piękna pamiątka.

Bieg Myślenicki_kubek

W biurze zawodów spotkałem Łukasza, znajomego z Instagramaz którym uciąłem sobie kilkuminutową pogawędkę po czym pobiegłem do auta przebierać się.

Bieg Myślenicki_Lukasz

Nie trwało to długo, bo na Bieg Myślenicki przyjechałem już ubrany w strój startowy. Wystarczyło przypiąć numer startowy na koszulkę i jazda na rozgrzewkę.

Rozgrzewka nie trwała długo, myślę, że niewiele ponad 15 minut. Strasznie mi się nie chciało za mocno poruszać. No ale nie można sobie ot tak wejść na linię startu i pobiec. Znaczy można, ale raczej niczego dobrego by to nie wróżyło i tylko zwiększyłoby ryzyko kontuzji.

Na 15 minut przed startem zameldowałem się już w strefie startowej, której… jeszcze nie było. Ruch samochodów odbywał się w najlepsze i był właśnie wstrzymywany na 15 minut przed startem. Wtedy to pojawiła się ekipa z balonem startowym i sprzętem do pomiaru czasu. Po kilku minutach wszystko było gotowe. Nie obyło się bez drobnej wpadki organizatorów, którzy źle ustawili sprzęt nagłaśniający i nie było ich w ogóle słychać. Dobrze, że odliczanie do startu ludzie usłyszeli i wystrzał startera 🙂

Bieg Myślenicki_trasa

I właśnie po sygnale startera prawie 1000 biegaczy i biegaczek ruszyło i tym samym rozpoczął się Bieg Myślenicki na 10 km. Trasa mi znana, więc nie skupiałem się na jej odkrywaniu, tylko na biegu. A ten zaczął się optymistycznie głównie dlatego, że pierwsze 3 km były z wiatrem, który tego dnia był dość silny i dokuczliwy. I tak sobie biegłem w tempie 4:03, 4:09, 4:15 aż do nawrotki. I tutaj czar prysł. Wiatr na pewno spowolnił moje tempo, ale jakoś dziwnie opadłem z sił. Nie zakwasiłem mięśni, nie biegłem na wariata, a mimo to czułem straszny brak mocy.

Oczywiście, żeby było jeszcze gorzej, to złapała mnie kolka. W sumie była mi obojętna, tak jak wynik końcowy w tym momencie. Starałem się utrzymać tempo, ale niemoc wzrastała. Za cel obrałem sobie punkt z wodą. Pomyślałem, że jak tam dobiegnę, to może uda mi się odzyskać siły w magiczny sposób.

Bieg Myślenicki_6km

Bieg Myślenicki_6km_2

No i dobiegłem do wodopoju, złapałem kubek z wodą, wziąłem dwa łyki i ruszyłem dalej. Strasznie ciężko przychodziło mi się ponownie rozpędzić po tym, jak przemaszerowałem kilkanaście sekund w strefie z wodą. Biegłem, ale to była dla mnie męczarnia. Najgorsze w tym wszystkim było to, że w nogach był zapas sił, tylko nie mogłem znaleźć sposobu aby go wykrzesać. Biegłem tak, jakbym miał zaciągnięty hamulec ręczny…

W okolicach 7 kilometra dogonił mnie Łukasz, klepnął po plecach i po męsku zmotywował do większego wysiłku. “Nie dzisiaj” – tyle wymamrotałam pod nosem i potruchtałem dalej, oglądając plecy oddalającego się kolegi.

Do mety pozostały niespełna 3 kilometry, a mi zrobiło się słabo i przykro: słabo, bo opadałem z resztek sił i nic na to nie mogłem poradzić; przykro, bo cały czas ktoś mnie wyprzedzał, a na twarzach mijających mnie biegaczy widziałem wymalowany grymas satysfakcji. Nie mam oczywiście do nikogo pretensji, ale było mi po prostu przykro.

Na 2 km przed metą zebrałem się w sobie po raz ostatni. Nie było co kalkulować, bo Bieg Myślenicki już dawno się dla mnie zakończył niepowodzeniem. Podgoniłem do tempa 4:20 i odliczałem w myślach dystans do mety. Kiedy zaś zegarek wskazał 1 km do mety byłem w siódmym niebie. Jeszcze tylko 5 minut i koniec męczarni.

Końcówki mi się nawet już i nie chciało biec szybciej i nie miałem na to ani ochoty, ani motywacji. Ostatnie 200 metrów pobiegłem nieco żwawiej, ale tylko dlatego, żeby się nie dać wyprzedzić na mecie biegnącym za mną zawodnikom.

META!!! Po jej przebiegnięciu szybko namierzyłem wolontariusza z medalem, który zawiesi mi pamiątkę na szyi, po czym ekspresowo ruszyłem w jakieś mniej zaludnione miejsce w strefie mety. Zbierało mnie na wymioty, dopadły mnie dreszcze i nie mogłem złapać regularnego oddechu. Padłem na tartan boiska do koszykówki i leżałem twarzą do ziemi przez kilkanaście sekund, po czym odwróciłem się na plecy i dołożyłem kolejne kilkanaście sekund na “umieranie”. Byłem zły, zmęczony i przygnębiony.

Bieg Myślenicki_medal

Poszedłem szybko po wodę i ustawiłem się w kolejce po ciastko. Po jego otrzymaniu usiadłem na ławce i spokojnie delektowałem się łakociem. Po zakończeniu konsumpcji poszedłem szukać Marcina i Justyny, co mi się udało niemal błyskawicznie. Wspólnie nie zabawiliśmy zbyt długo po zawodach, ponieważ wszyscy byliśmy trochę zmarznięci i tak de facto nie było na co czekać. Po zrobieniu pamiątkowej fotki ruszyliśmy na parking, wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy w kierunku Wieliczki. Do domu dotarliśmy po około pół godziny, boi nam się aż tak strasznie nie spieszyło.

Bieg Myślenicki_foto1

Nawet za bardzo nie interesowałem się wynikiem, ale jak już zauważyłem, że już są na stronie to mimochodem zajrzałem: Bieg Myślenicki, 299 miejsce z czasem 44:11 netto. Boże…

Jedynym jakimś wytłumaczeniem mojej dzisiejszej dyspozycji i wyniku może być przeziębienie ciągnące się od prawie tygodnia i niewyleczone. No ale nie szukam wymówek, po prostu nie ma powodów do radości.

W czasie biegu, kiedy przyszedł największy kryzys, zacząłem sobie po raz kolejny zadawać TE pytania: czy warto? dlaczego warto? po co? jak długo jeszcze? Wszystkie te pytania oczywiście odnosiły się do biegania. Nie pojawiły się też znikąd. Już podczas maratonu we Wrocławiu, kiedy odpuściłem ściganie na 30 kilometrze zadawałem sobie nieśmiało TE właśnie pytania. Nawet podczas niespełna dwu kilometrowego biegu Tropem Wilczym w Wieliczce też pojawiły się w mojej głowie i to już bardziej wyraźnie…

Prawda jest niestety okrutna: lata uciekają a wraz z nimi marzenia i coraz trudniej mi będzie te marzenia zrealizować. Coraz trudniej będzie mi nawiązywać rywalizację i osiągać satysfakcjonujące rezultaty. Ambicja mi nie pozwala na li tylko uczestnictwo w zawodach. Nie ma to dla mnie żadnego sensu. Z drugiej strony, co jeśli nie bieganie? Jakoś nie wiem jakiemu hobby mógłbym się poświęcić tak jak bieganiu i się zaangażować na tyle, żeby przyniosło mi satysfakcję i wymierne efekty.

Na dzień dzisiejszy uciekam odpoczywać, naprawić psychikę i dalej trenować. Przede mną kilka fajnych wyzwań i grzechem by było odpuścić sobie przygotowania za względu na jedno niepowodzenie. Co w tym wszystkim jest symptomatyczne, to fakt, że ja niczego od siebie nie oczekiwałem przed zawodami w Myślenicach, a jednak kończąc je, czułem się rozczarowany. Za dwa tygodnie półmaraton Marzanny. Plan jest taki jak rok temu: posadzić ułańską fantazję na ławce rezerwowych i skupić się na skrupulatnym realizowaniu taktyki, nawet kosztem rezultatu czy dobrego samopoczucia. Rok temu udało się pobiec dobrze taktycznie, to w tym roku powinno być jeszcze lepiej. I tej wersji się trzymajmy!

Pozdrawiam.

Może zajrzysz też tutaj