The Last Race With ITMBW

4 Bieg Walentynkowy 2019 medale

Ktoś mnie kiedyś poinformował, że za złamanie Regulaminu nie zostanę więcej dopuszczony na żaden bieg ITMBW. Ktoś mi kiedyś zagroził, że skontaktuje się też z innymi organizatorami, by zrobili tak samo, czyli nie dopuścili mnie do zawodów biegowych…

Tak zakończyła się moja przygoda z cyklem biegów #itmbw, bezpowrotnie. A jak do tego doszło? Zapraszam do lektury.

Dnia 10 lutego ukończyłem swój trzeci z rzędu Bieg Walentynkowy. W pierwszej edycji wypadłem całkiem nieźle i bardzo miło wspominam tamto mroźne, niedzielne bieganie w Parku Jordana. Zająłem dość wysoką lokatę z niezłym jak na owe czasy wynikiem.

Impreza tak na tyle mi się spodobała, że postanowiłem startować w niej cyklicznie. Dlatego też stanąłem na starcie swojego drugiego biegu walentynkowego, rozegranego w lutym 2018 roku. Sam bieg dostarczył mi sporo emocji. Do życiówki zabrakło mi 1 sekundy! Jednak tamte zawody zapamiętałem szczególnie nie tylko w aspekcie sportowym.

Po zakończeniu zawodów, na uczestników czekał poczęstunek w postaci ciastka W-Ztki od jednego ze sponsorów. Widząc, jak osoby postronne, w cywilnych strojach, na 100% nie biorące udziału w zawodach są częstowani ciastkami przeznaczonymi dla uczestników zawodów, zapytałem kulturalnie, czy nie mógłbym otrzymać jednego ciastka dla swojego syna, czekającego na mnie w aucie? Otrzymałem kategoryczną odmowę oraz lapidarne stwierdzenie, że każdemu uczestnikowi przysługuje tylko jedno ciastko. Żałuje, że nie miałem wtedy aparatu, bo na pewno bym uwiecznił tych “zawodników w kufajkach” objadających się łakociami.

Niesmak (choć ciastko samo w sobie było przepyszne) pozostał na długo.

Do 3 edycji przystąpiłem we wspaniałym humorze, ponieważ zawody, bez względu na wynik, miałem kończyć w asyście swojego 5-cio letniego synka. Na jego wsparcie zawsze mogę liczyć, dlatego większą wagę przywiązywałem do tego, żeby on miał pełną satysfakcję ze swojego skromnego udziału, niż ja z wyniku.

Niestety, moja żona spóźniła się i bieg ukończyłem sam. Po przekroczeniu mety otrzymałem pamiątkowy medal od wolontariusza i poszedłem do miejsca, gdzie umówiłem się, że będzie na mnie czekał syn. Na szczęście już tam dotarł więc nie namyślając się zbyt długo, postanowiłem przebiec z nim końcowe 60 metrów do mety. Syn był z tego faktu niezmiernie zadowolony.

Po przebiegnięciu mety podszedłem do wolontariuszy i zapytałem, czy mój syn może otrzymać pamiątkowy medal. Otrzymałem odpowiedź: “chyba tak” i wolontariusz wręczył mojemu synowi medal. Uśmiech zagościł na buzi dziecka, a i ja byłem zadowolony, że udało się zrealizować założenia, choć w dość nietypowy sposób.

I na tym wydawać by się mogło zakończyły się emocje związane z moim udziałem w 4 biegu walentynkowym. Niestety, myliłem się.

Kilka dni po zakończeniu zawodów dodałem wpis na swoim blogu, szczegółowo relacjonując wszelkie wydarzenia związane z moim uczestnictwem w 4 Biegu Walentynkowym. W międzyczasie na Facebooku pojawiły się komentarze, że nie dla wszystkich wystarczyło medali na mecie. Trochę dziwne, bo patrząc na tabelę z wynikami wiadome było, że co najmniej 20 osób z 700 zgłoszonych nie wzięło udziału w zawodach. Co więcej, nawet przez myśl mi nie przeszło, że organizator nie ma kilku procent medali zamówionych ponad limit uczestników na wypadek różnych okoliczności. Myślałem wtedy, że ten problem mnie nie dotyczy, a jednak…

Dnia 19 lutego otrzymałem na Facebooku pytanie od osoby z #itbmw, czy WZIĄŁEM dwa medale po ukończeniu biegu Walentynkowego? Odpowiedziałem, że NIE WZIĄŁEM, tylko OTRZYMAŁEM od wolontariuszy na mecie. Dowiedziałem się również, że osoby związane z #itmbw czytają mojego bloga 🙂

Na tym uprzejmości się skończyły. Zarzucono mnie pytaniami, a raczej oskarżeniami, że wziąłem od wolontariuszy drugi medal. Zapytano mnie, ile medali organizator powinien zamówić, jakbym się czuł, gdybym medalu na mecie nie otrzymał etc.?

Nie wiedziałem o co konkretnie chodzi mojemu adwersarzowi, więc zapytałem, czy prowadzi ankietę po biegu, czy rzuca pod moim adresem poważne oskarżenia? Napisałem również, że oskarżanie mnie nie bardzo mi się podoba po czym jeszcze raz, jak chłop krowie na miedzy opisałem całą sytuację z medalem dla mojego syna.

Do tego dorzuciłem pytanie odnośnie zaksięgowania wpłaty dokonanej 29.01.2019 na poczet kolejnego biegu organizowanego przez #ITMBW, ponieważ od dnia wpłaty upłynęło prawie 3 tygodnie. W odpowiedzi zarzucono mi, że złamałem regulamin, że WZIĄŁEM 2 medale. Do tego sugerowano mi, że powinienem się kajać się w pokorze za czyny, których się nie dopuściłem!.

Grande finale był taki, iż obwieszczono mi, że nie zostanę dopuszczony do udziału nie tylko w kolejnym biegu organizowanego przez itmbw, ale w żadnym organizowanym przez to stowarzyszenie. Na koniec zagrożono mi, że skontaktują się z innymi organizatorami biegów, aby zrobili to samo, czyli nie dopuścili mnie do udziału w zawodach biegowych.

Z ręką na sercu, przez pierwsze 10 minut nie wiedziałem jak się do takiej wypowiedzi ustosunkować i czy w ogóle jakikolwiek komentarz ma tutaj sens?. Kiedy już pozbierałem myśli, mój adwersarz mnie zablokował na Facebooku, co uniemożliwiło mi prowadzenie dalszej konwersacji. Zresztą, nawet dobrze się stało, bo człowiek w emocjach różne rzeczy może napisać, często takie, których potem żałuje.

Po 2 godzinach, jakie upłynęły od zakończenia rozmowy postanowiłem dowiedzieć się dlaczego nie ma mnie na liście startowej kolejnego biegu i wysłałem maila o następującej treści:

Dokonałem w styczniu opłaty wpisowego ale nie ma mnie na liście.
Załączam potwierdzenie przelewu i proszę o wyjaśnienie.

Na zadane przeze mnie pytanie nie otrzymałem bezpośredniej odpowiedzi, ale otrzymałem zwrot opłaty rejestracyjnej na konto w pełnej wysokości.

Odnośnie konwersacji na Facebooku, jadąc tramwajem do domu postanowiłem napisać maila do mojego adwersarza, nie mając możliwości zrobić tego przez Facebook.

Cześć,

Odnośnie naszej konwersacji na Facebooku, szkoda, że na samym początku nie sprecyzowałeś swoich oczekiwań.
Mleko się wylało, czasu nie cofniemy. Krótko i na temat: przepraszam, jeśli ktoś nie otrzymał medalu po zawodach. Odeślę Ci go pod wskazany adres.
Co do pozostałych kwestii, piłka jest po Twojej stronie.

Wtedy tak sobie pomyślałem, że może rzeczywiście zrobiłem coś źle? Zasiane zostało we mnie ziarenko poczucia winy. Ale z drugiej strony, przecież ja nikomu nic nie ukradłem, a wyzywa się mnie od złodziei… Zrobiło mi się naprawdę przykro, również z uwagi na fakt, iż do tej pory postrzegałem ludzi z itmbw jako sympatycznych społeczników i osoby dążące do kompromisu a nie szukających zwady. Pomyliłem się.

Kiedy emocje już opadły, postanowiłem zgłębić swoją wiedzę na temat zapisów regulaminu, które ponoć złamałem. Szukałem, szukałem i nie mogłem niczego znaleźć. Nie mogłem dopatrzyć się, jaki konkretnie przepis naruszyłem. Dlatego wyszukałem na stronie stowarzyszenia adres do kontaktu i wysłałem wiadomość z pytaniami o wskazanie jaki konkretnie punkt regulaminu imprez stowarzyszenia został przeze mnie złamany?

W odpowiedzi uzyskałem informacje, że moje wbiegnięcie z dzieckiem na metę zagrażało zdrowiu i bezpieczeństwu nie tylko dziecka, ale również innych uczestników, gdyż biegacze przekraczają metę z dużymi prędkościami i na zmęczeniu. Ponadto, zwrócono uwagę na liczbę pojedynczą medali, jakie uczestnicy otrzymywali jako świadczenie organizatora po biegu. Na koniec powołano się na zapis w regulaminie: „w sprawach nieuregulowanych regulaminem rozstrzyga organizator„.

Regulamin w żadnym punkcie nie zabraniał czy ograniczał kwestii uczestnictwa dzieci wbiegających z rodzicami na metę. Nie byłem na pewno jedynym, który ukończył bieg ze swoją pociechą, a która nie była uczestnikiem biegu. Ta kwestia została uwzględniona w regulaminie 36. PKO Wrocław Maraton. I nawet mimo zapisu w regulaminie, udało mi się przebiec metę we Wrocławiu wraz z synem. Czy zostałem za to ukarany? NIE, wręcz przeciwnie, organizator po biegu, choć stanowczo to bardzo uprzejmie poinformował mnie, że nie powinienem wbiegać z dzieckiem na metę. Do tego pani od strony organizatora wręczyła mojemu synkowi osobiście medal!

PKO Maraton Wrocław

Ile było takich biegów, gdzie wspólnie z synem przekroczyłem metę? Całkiem sporo, począwszy od 16 PZU Cracovia Maraton w 2017 roku, kiedy mój morderczy wysiłek ukończenia maratonu poniżej 3:30:00 w debiucie został zwieńczony finiszem w glorii i chwale z dzieckiem na rękach

Tych biegów było na prawdę sporo:

 

 

5. Bieg Swoszowicki meta
5. Bieg Swoszowicki źródło: strona organizatora zawodów

4F Półmaraton Wielicki meta z Hubusiem
4F Półmaraton Wielicki 2017
źródło: EventTime

 

V Ogólnopolski Bieg Wokół Twierdzy Zamość
V Ogólnopolski Bieg Wokół Twierdzy Zamość

aż po wspomniany Bieg Walentynkowy.

4 Bieg Walentynkowy 2019
Bieg Walentynkowy 2019 Fot. Ewelina Kempa – zrodlo – strona zawodow 4 bieg walentynkowy

Możecie być pewni, że nie zaniecham finiszowania z pociechami, ponieważ bieganie, czy każdy inny sport ma być przede wszystkim zabawą. Dla mnie uczestnictwo w zawodach to nie walka o medalem premie, trofea ale uczestnictwo i radość z dzielenia się pasją z innymi – w tym głównie z moimi najbliższymi.

Drugi aspekt to medal – tu będzie krótko – poprosiłem o medal i został mi od dobrowolnie wydany przez wolontariusza, bez żadnej presji z mojej strony. Nie ukradłem nikomu niczego – o co zostałem posądzony. Organizator mógł zabezpieczyć się na taką okoliczność, że ktoś poprosi o dwa medale przekazując wolontariuszom informację, aby odmawiali. Nie zostało to zrobione. Zdarzyły mi się biegi, że nie otrzymałem dodatkowego medalu dla dziecka, np w Zamościu i nie robiłem z tego żadnej afery. Przeszedłem z tym faktem do porządku dziennego.

Zapis w regulaminie, że “w sprawach nieobjętych regulaminem rozstrzyga organizator” widocznie traktowany jest uniwersalnie w zależności od potrzeb. Jakoś w biegu organizowanym przez itmbw w Swoszowicach nie było problemu z wbieganiem z dzieckiem na metę… Finalnie, zostało mi odebrane prawo startu w zupełnie innych zawodach, niż pozorne naruszenie regulaminu w innych. Gdzie sens? Gdzie logika?

Przez kolejne kilka dni czułem się źle do tego stopnia, że zacząłem powątpiewać w sens biegania, czy uczestniczenia w zawodach. Moja wiara w bieganie jako aktywność sportową łączącą ludzi umierała we mnie każdego dnia. Straciłem ochotę na treningi mając z tyłu głowy myśli o tym, że przez jakiegoś (…) moje wysiłki spełzną na niczym, że ktoś będzie leczył swoje kompleksy i niedociągnięcia organizacyjne moim kosztem.

I tak brnąłem w poszukiwaniu prawdy, aż pewnego dnia otrząsnąłem się, gdy usłyszałem po raz n-ty utwór zespołu U2 – “Acrobat” i bardzo wymowny fragment tej piosenki:

So don’t let the bastards grind you down”.

Podniosłem głowę, spojrzałem w niebo i w myślach wykrzyczałem:

“They may take our lives, but they’ll never take our freedom!”.

W ten oto sposób U2 i Braveheart podnieśli moje morale ku niebu 🙂

Refleksja płynąca z powyższego zdarzenia sprowadza się do jedynej rozsądnej decyzji – pomimo sentymentu do tych biegów “po krzakach” nie będę już startował w imprezach organizowanych przez to stowarzyszenie. Myślę, że każdy rozsądny człowiek, którego bezpodstawnie oskarżono by o zrobienie rzeczy, których absolutnie nie zrobił, uczyniłby tak samo jak ja.

Fakt, że po jakimś czasie zostałem „odbanowany” przez mojego adwersarza na Facebooku nie ma dla mnie już żadnego znaczenia.

Tyle z mojej strony, szkoda nerwów. Pozdrawiam.

Może zajrzysz też tutaj