Tarnowska Dyszka 2018 – Tour de Małopolska

Tarnowska Dyszka – ostatni bieg z cyklu Tour de Małopolska. To profesjonalny bieg ulicami Tarnowa na dystansie 10 kilometrów.  4 listopada plac przed Gemini Parkiem Tarnów zamieni się w tętniące życiem miasteczko biegowe, gdzie rozgrzewać jesień będzie kilkuset zawodników wraz z przyjaciółmi i rodzinami.

Nie był to dla mnie bieg kończący sezon, ale był na pewno bardzo ważny z kilku powodów. Jednym z nich była rywalizacja w całym cyklu Tour de Małopolska, gdzie po trzech rozegranych w tym roku biegach zajmowałem 28 miejsce w klasyfikacji generalnej. Innym z powodów, dlaczego ten bieg był ważny była zwyżka formy pod koniec sezonu okraszona rekordem życiowym w 5. PZU Cracovia Półmaratonie Królewskim. No i finalnie, w końcu może uda mi się ukończyć cały cykl biegów, czyli zrealizować to, co nie udało mi się rok wcześniej kiedy startowałem w cyklu biegów organizowanych przez ITMBW.

Ponieważ końcówka sezonu biegowego naszpikowana była w moim przypadku startami w różnych zawodach, to tak na prawdę nie było czasu na jakieś „rozczulanie się” nad przygotowaniami. Do Tarnowa chciałem wybrać się w jakimś towarzystwie no i udało się zabrać ze swoim sąsiadem, który jechał na zawody w roli „pacemakera” dla swojego kolegi z pracy.

Dzień wcześniej, późnym wieczorem tradycyjnie spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i rozpocząłem analizę taktyczną biegu. Trasa ulicami Tarnowa była raczej płaska. Trochę mnie przerażał ostatni jej 2-kilometrowy odcinek, który wiódł pod górkę i na zdjęciu trasy wyglądał na sporą górę. Początek za to dość dynamiczny, wręcz szybki bo z górki. Poczytałem jeszcze trochę o sprawach organizacyjnych i poszedłem wyspać się kilka godzin wiedząc, że o 7:00 rano wyruszamy z Wieliczki.

Tarnowska Dyszka 2018

Rano wstałem oczywiście przed budzikiem 🙂 Zjadłem śniadanie, spakowałem do końca plecak i poszedłem pod dom sąsiada, który akurat wychodził z mieszkania. Po kilku minutach podjechał pod nasze osiedle jego znajomy i ruszyliśmy do Tarnowa. Dojechaliśmy tam po około godzinie mając spory zapas na dotarcie do biura zawodów, odbiór pakietów, poranną kawę i rozgrzewkę.

Wszystko tego dnia przebiegało w pozytywny sposób. Nie było negatywnych emocji, był luz, spokój i wesołe nastawienie. Najbardziej ucieszył mnie chyba fakt, że pojawiła się mżawka a temperatura nie przekracza 14 stopni Celsjusza. To przypominało mi mój start w 16. PZU Cracovia Maraton w zeszłym roku, kiedy pobiegłem jak szalony po fantastyczną życiówkę w maratonie.

Tour de Małopolska! Tarnowska Dyszka

Na pół godziny przed startem udaliśmy się wspólnie na rozgrzewkę. Akurat w okolicach strefy startowej była bieżnia i oczywiście z niej skorzystaliśmy 🙂 Nogi były dokładnie rozgrzane i przygotowane do biegu i nie obciążone dreptaniem po asfalcie. Po kilkunastu minutach rozgrzewki udaliśmy się do strefy startowej. Ja i kolega sąsiada planowaliśmy pobiec w okolicach 43 minut i zaproponowałem, że będę się ich trzymał, żeby pobiec w równym tempie. Na sygnał startera rozpoczynającego bieg czekaliśmy w strefie nie dłużej niż 5 minut i ruszyliśmy, gdy tylko usłyszeliśmy tradycyjne:

3…. 2…. 1….

START !!!

Już po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów zorientowałem się, że nie będzie mi dane skorzystać z pomocy „pacemakera” w osobie mojego sąsiada, a to dlatego, że moje tempo na początku biegu zeszło poniżej 4 minut na kilometr. Sąsiad zakładał spokojny start w okolicach 4:30 – 4:35, a ja niestety nie dostosowałem się do jego założeń. Postanowiłem jednak zdać się na swoje siły i sprawdzić formę tego dnia.

Pierwszy kilometr właśnie się kończył, a na stoperze czas 4:04.7 !!! Przez głowę automatycznie przeszła mi myśl, że za szybko, że się spalę, zakwaszę, że spiepszę bieg. Jednak ku mojemu zaskoczeniu fizycznie czułem się mocny. Oddech miałem bardzo regularny, nogi wręcz fruwały po asfalcie a samopoczucie było rewelacyjne. Ponieważ trasa na pierwszych kilku kilometrach biegła trochę z górki, postanowiłem to maksymalnie wykorzystać i biec najefektywniej jak potrafię. Drugi kilometr w tempie 4:02.7, trzeci 3:58.6. Dużo mi na tym etapie biegu pomogła obecność pacemakera z balonikami na 40 minut, bo cały czas trzymałem jego tempo.

Czwarty kilometr jeszcze porządnie powalczyłem uzyskując czas 4:07.4 i wtedy też pacemaker z balonikami zaczął mi odjeżdżać. W głowie kołatała mi jedna myśl – „leć na życiówkę na 5 km, a potem walcz, walcz o jak najlepszy rezultat. To są zawody, można lecieć na odcięcie„.

Piąty kilometr przebiegłem w tempie 4:16.6 co dało mi nową życiówkę na 5 km, która wyniosła 20:29 !!! „Jaki wspaniały dzień !!!” – pomyślałem i na mojej twarzy wymalował się najszczerszy od dawna uśmiech. W serduchu zagościło szczęście i radość, bo poprzedni rekord na tym dystansie był o około 20 sekund gorszy.

Na tym etapie zawodów odnosiłem dziwne wrażenie, że trasa cały czas biegnie z górki. Nie wiem, czy wydawało mi się tak, ponieważ biegłem w szybkim tempie, czy po prostu tak podpowiadała mi psychika. W każdym razie biegłem bardzo swobodnie, a trasa mi nie utrudniała biegania, wręcz przeciwnie – pomagała. Nogi niosły, ale zacząłem się zastanawiać, jak sytuacja będzie się dalej rozwijać i czy wystarczy sił na dokończenie biegu z przyzwoitym rezultatem. Szósty kilometr już mi odpowiedział częściowo na zadane sobie wcześniej pytanie, bo tempo spadło do 4:21. Na tym odcinku jednak kilkaset metrów biegło się pod wiatr i to miało również wpływ na wolniejsze tempo niż dotychczas.

Na siódmym kilometrze stanąłem przed nie lada wyzwaniem. Tego nie było na planie trasy biegu… a może nie dopatrzyłem. Otóż w około połowie siódmego kilometra „wyrosła” góra, podbieg około 300 metrowy, dość stromy i wyczerpujący. Trochę się podłamałem. We mnie, gdzieś w środku pojawiło się zakłopotanie, smutek i odrobina rezygnacji. Nie tak miało być… Skąd się wziął ten cholerny podbieg na trasie? Przez ten podbieg stracę sporo czasu, energii, ochoty na bieganie i szans na dobry rezultat… Jeszcze przed rozpoczęciem podbiegu jakaś moja cząstka postawiła mnie na straconej pozycji. Co gorsza, gdzieś zakodowałem sobie wtedy w głowie, że przez ten podbieg utracę szansę na dobry rezultat pomimo fantastycznego początku.

Rozpoczął się podbieg, a ja… wbrew wcześniejszym negatywnym emocjom ruszyłem do walki z górą! Coś mi podpowiadało nieustannie, że jakaś góreczka nie może stanąć mi na przeszkodzie w osiągnięciu sukcesu. Po dobiegnięciu na szczyt wzniesienia do mety pozostanie już tylko dystans 2 kilometrów więc nie mogę zniweczyć swojego wysiłku bo się przestraszyłem jakiejś górki. Mało to górek w Wieliczce pokonałem w tempie 4:20 – 4:30? Odwagi! Pobiegłem ten 7 kilometr w tempie 4:35 na podbiegu pozostawiając masę zdrowia ale jednocześnie podbudowałem swoje morale na pozostałą część dystansu.

Górka się skończyła, a ja przekroczyłem znacznik 8 kilometra. „2 kilometry to pętelka w parku na rozgrzewce” – szybko zobrazowałem sobie dystans, jaki mnie dzielił od mety. Ostatnie 2 kilometry biegłem już spokojnie, choć byłem dość zmęczony. Nogi mi się już lekko chwiały, ale na twarzy zagościł mi uśmiech. Biegacze wokół mnie podążali praktycznie tym samym tempem co dodatkowo dawało mi wiarę, że jednak uda mi się jakiś dobry wynik z Tarnowa wywieźć.

4:29 – takie tempo miałem na 9 kilometrze. Ten odcinek wiódł już cały czas lekko pod górkę jednak jakoś nie odczuwałem większego zmęczenia z tego powodu. Starałem się utrzymywać równe tempo i zostawić sobie trochę sił na ostatni kilometr.

Tour de Małopolska! Tarnowska Dyszka

Gdy tylko minąłem znacznik oznaczający koniec 9 km, wiedziałem, że za niespełna 5 minut będę na mecie. Szybko zdiagnozowałem stan psychofizyczny swojego organizmu i doszedłem do wniosku, że nie ma co kalkulować tylko trzeba zaatakować! Na początku przyspieszyłem dość ostro wchodząc na tempo 4:02 – 4:05 i ciągnąłem tak jak najdłużej się dało. A dało się tak pobiec przez 500 metrów. Na ostanie 500 metrów niestety już nie starczyło turbo mocy i biegłem w tempi 4:20 – 4:25. Szarpnąłem jeszcze na ostatnich 100 metrach i wpadłem na metę!

Tour de Małopolska! Tarnowska Dyszka

Po przekroczeniu linii mety wyłączyłem stoper nie patrząc na rezultat i powędrowałem na wiotkich jak kije leszczyny nogach do barierek, żeby tam chwilę „poumierać„. „Umieranie” zajęło mi ze dwie minuty 🙂 ale niespodziewanie dość szybko doszedłem do siebie. Sympatyczni wolontariusze wręczyli mi medal i coś do picia. Przypomniałem sobie o stoperze i zajrzałem z ciekawością na rezultat a tam… niespodzianka!!! Czas jaki wskazywał stoper to 42:52 !!! Udało mi się zejść poniżej 43 minut, ale wiedziałem, że to jest czas ze stopera, który zwyczajowo włączam zanim przekroczę linię startu. Zapowiadał się bardzo dobry rezultat. Żeby jednak się przekonać jaki uzyskałem czas netto, musiałem odczytać wiadomość sms wysyłaną przez organizatora, a że telefon zostawiłem w samochodzie, to postanowiłem nie zaprzątać sobie tym głowy.

Czekałem teraz na sąsiada i jego kolegę, których mijałem na nawrotce na siódmym kilometrze. Wiedziałem, że przybiegną kilka minut po mnie no i rzeczywiście pojawili się około 4 minut po tym, jak ukończyłem bieg. Ponieważ w strefie mety zaczęło robić się tłoczno, udaliśmy się do centrum handlowego, gdzie wydawane były posiłki i tam najedliśmy się, napili i relacjonowaliśmy na gorąco nasze zawody. Ja korzystając z okazji odebrałem w międzyczasie puchar – drewniany wieszak na medale będący nagrodą za ukończenie cyklu biegów Tour de Małopolska 2018.

Tour de Małopolska! Tarnowska Dyszka

Do zakończenia zawodów pozostało trochę czasu, a my wszyscy trzej braliśmy udział w losowaniu nagród w postaci bonu na wycieczkę od biura podróży ITAKA. W międzyczasie postanowiliśmy się przebrać, a następnie wróciliśmy do strefy mety zawodów. Tam też zobaczyłem swój wynik brutto, na wynik netto musiałem jeszcze poczekać, bo smsa jeszcze nie otrzymałem.

Tour de Małopolska! Tarnowska Dyszka

Korzystając z okazji wskoczyłem też na „pudło” – a co tam 🙂 Pamiątka musi być! 🙂

Tour de Małopolska! Tarnowska Dyszka

Wyniki losowania niestety nie były dla nas korzystne 🙂 no ale na około 500 losów szanse na nagrodę były dość iluzoryczne. I tak się w sumie skończyła moja przygoda z dzisiejszymi zawodami i z całym cyklem Tour de Małopolska 2018. W drodze powrotnej do domu nie doczekawszy się wiadomości sms z czasem sprawdziłem swój wynik na stronie biegu:

Tour de Małopolska! Tarnowska Dyszka

42:44 !!! – NOWA ŻYCIÓWKA !!!

Ależ się ucieszyłem !!! Serducho mi zabiło mocniej i aż łezka zakręciła się w oku ze szczęścia. Wspaniały czas uzyskany we wspaniałym biegu a do tego wspaniałe samopoczucie!!! Choć na chwilę mogłem oderwać się myślami od trosk dnia codziennego, a tych trosk było niemało i zz każdym dniem ich przybywało…

Po godzinie jazdy dojechaliśmy do Wieliczki. Już chyba tradycją stało się, że jak wracam z zawodów zastaję pusty dom. Emocje związane ze startem wtedy gasną z każdą minutą samotności, aż stają się mało elektryzujące i powszednieją.

Tour de Małopolska! Tarnowska DyszkaTour de Małopolska! Tarnowska Dyszka

Tarnowską Dyszkę zapamiętam niewątpliwie na długo głównie ze względu na poprawienie dwóch rekordów życiowych: na 5 km i na 10 km. Ponadto, bieg w Tarnowie był wspaniałą odskocznią dla mnie od brutalnej rzeczywistości. Dzięki temu biegowi i osiągnięciom z nim związanym uwierzyłem, że ciężka praca, wiara w sukces i pozytywne nastawienia sprawiają, że człowiek jest w stanie osiągnąć swój cel bez względu na okoliczności. W Tarnowie wyrwałem się na chwilę ze szponów życia codziennego, zatopiłem się w sporcie, w bieganiu, w wysiłku fizycznym i tam na te czterdzieści parę minut znalazłem swoje upragnione szczęście 🙂

Podsumowanie cyklu Tour de Małopolska 2018

Tour de Małopolska 2018

Wraz z Tarnowską Dyszką zakończył się cykl biegów Tour de Małopolska. Udało mi się go ukończyć a z finalnego rezultatu jestem bardzo zadowolony!

Tour de Małopolska

Szczególnie cieszy 8 miejsce w kategorii wiekowej. Rozpoczynając cykl nie śnił mi się nawet taki rezultat.

Czy w przyszłym roku ponownie wezmę udział w Tour de Małopolska? Zapewne tak, ale to będzie w głównej mierze zależało od ogólnej sytuacji życiowej. Na dzień dzisiejszy są tylko chęci… czas pokarze.

Pozdrawiam!

Może zajrzysz też tutaj