Styczniowe Wyzwanie GPK – 5.01.2020

Środek zimy to dobry moment by szlifować formę na lato. Podejmuję Styczniowe Wyzwanie i wystartuję na Grand Prix Krakowa w Biegach Górskich na trasie Ambitnej Jedenastki! To będzie mój trzeci bieg tegorocznego cyklu. Po ostatnim, Biegu Mikołajkowym GPK (1.12) apetyt na dobry wynik rośnie!

Trzecia edycja cyklu w mojej głowie jawiła się w kolorowych barwach. Uzyskanie rezultatu poniżej godziny na dystansie Ambitnej Jedenastki i to już w drugim biegu było 200% wyrobieniem planu! Ten wspaniały rezultat napawał optymizmem na jeszcze lepszy wynik. I choć okres świąteczny nie sprzyjał utrzymaniu formy, a co dopiero mówić na jej poprawie, to przygotowania były ukierunkowane właśnie pod ten styczniowy bieg.

Przełom roku był dla mnie dość trudnym okresem w strefie mentalnej. Krótko mówiąc byłem rozbity na wielu frontach. To nie pomagało w przygotowaniach do udziału w zawodach. Bieganie w owym czasie było głównie ucieczką przed codziennością. Jednak i ta ucieczka straciła swój sens i cel, kiedy dostrzegłem, że nawet moje dotychczasowe plany treningowe działają przeciwko mnie.

Styczniowy bieg miał być pierwszym, gdzie będę szukał odpowiedzi na temat celów biegowych na dalszą część sezonu. 

Poranek był mroźny co zapowiadało doskonałe warunki do biegania w Lasku Wolskim. Co prawda temperatura z każdą godziną rosła, ale nie dość szybko żeby trasę biegową zamienić w błotnistą przeprawę. Pogoda mi więc nie przeszkadzała i tak de facto, nic mi nie przeszkadzało tego dnia – wręcz przeciwnie, tryskałem energią i dobrym humorem.

Rozgrzewka nie trwała jakoś przesadnie długo. Po około kilometrze truchtania i machania kończynami przyszedł czas na rozciąganie. Na 15 minut przed startem byłem gotowy. Znaczy rozgrzany i gotowy do układania strategii na bieg. Plan był zdawać by się mogło prosty: pobiec co najmniej tak szybko pierwsze 2-3 kilometry jak przed miesiącem i jeżeli będzie moc, to atakować systematycznie, a jeśli nie, to próbować się zbliżyć do rezultatu z grudnia.

Plan na bieg już był nakreślony, głowa pełna międzyczasów co kilometr. Poziom adrenaliny rósł z każdą sekundą przybliżającą do rozpoczęcia zawodów. Po 12:00 wystartował bieg – Styczniowe Wyzwanie GPK!

Styczniowe Wyzwanie GPK (5.01.2020) – gazetakrakowska.pl – Oskar Nowak

Początek był obiecujący, a nawet bym powiedział bardzo obiecujący. Bez większego wysiłku pierwszy kilometr podbiegu zaliczyłem w tempie 5:13 – o prawie 10 sekund szybciej w stosunku do grudnia! Drugi kilometr pobiegłem jeszcze mocniej, w pewnym momencie na podbiegu schodząc poniżej 4:50 i… pod koniec 2 km serce zabiło mi bardzo mocno, zwolniło rytm wyrzucając jednocześnie duże porcje krwi. Poczułem kłucie w sercu, bardzo mocne. Krew była pompowana haustami, dużymi porcjami ale serce nie biło szybko – biło bardzo, bardzo mocno i bardzo wolno. Jeszcze na 2 km udało mi się wycisnąć średnie tempo  5:04 ale w tym momencie zawody się dla mnie właściwie zakończyły….

Trzeci kilometr rozpocząłem od marszu łapiąc głębokie oddechy i masując mięsień sercowy w nadziei na uspokojenie niespodziewanej anomalii. Niestety, stało się coś, czego nie mogłem przewidzieć i nie byłem przygotowany, aby odpowiednio zareagować. Moje mięśnie zakwasiły się całkowicie. Czułem z każdą sekundą, jak mięśnie wiotczeją po czym stają się twarde i przestają podejmować pracę. Reakcja obronna organizmu na ekstremalne wycieńczenie? Coś w tym stylu, ale nie jestem ekspertem. Czułem się… zdruzgotany.

Od trzeciego kilometra zaczęła się walka o przetrwanie, walka o ukończenie zawodów i dotarcie do mety. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że mój opór (głupi zresztą) może doprowadzić do tragedii. W tamtej chwili pragnąłem tylko jednego – niech przestanie boleć, niech ten koszmar minie, niech się skończy i niech będzie tak jak przed startem…

Nadzieje gasły z każdym przebiegniętym metrem. Mój bieg polegał na tym, aby utrzymać się na trasie i tam gdzie było z górki próbować truchtać, a pod górkę spacerować. Kilometry wcale nie uciekały i wydawało mi się, że ten bieg będzie trwał bez końca. Serce tymczasem zaczęło walić jak szalone i nie przesadzę, jak podam, że tętno było ponad 200 uderzeń na minutę. Kłucie w klatce piersiowej powodowało dodatkowe komplikacje z oddychaniem… Po prostu dramat.

Z tego biegu zapamiętam najbardziej słowa małego chłopca, który spacerował z rodzicami po Lasku Wolskim wzdłuż trasy biegu:

  • synku, zejdź na bok bo tu panowie i panie biegają i walczą o zwycięstwo
  • ale mamo, popatrz ten pan chyba nie walczy!wskazał paluszkiem malec w moim kierunku…

Żebyś ty chłopcze wiedział jaką ja w tamtej chwili toczyłem walkę…. To nie była walka o wynik, o medal; to była walka o honor, o samego siebie. Żeby nie było zbyt patetycznie, tak, to była głupota!

Styczniowe Wyzwanie GPK (5.01.2020) – Krzysztof Jamrozik

Ostatnie dwa duże podbiegi do mety to istna Golgota dla mojego organizmu. Brakowało mi tylko krzyża na plecy… Żart może mało smaczny, ale odzwierciedlający moje męki. 

Ostatnia prosta do mety to jak wyjazd z ciemnego tunelu w kierunku światła! Zwycięstwo…. ? O nie, nie, nie!!! Nie nazwę tej desperackiej próby zrobienia sobie krzywdy a innym kłopotu zwycięstwem. Choć jest jedna rzecz, którą wtedy zrobiłem tak jak powinienem – na mecie poprosiłem kolegów i koleżanki z #AdamCzerwińskiTeam o pomoc w dotarciu do… karetki.

Jestem im bardzo wdzięczny za to, że widząc, jak „umieram” na mecie, podeszli do mnie, zapytali, czy wszystko ok, a kiedy powiedziałem, że nie i że potrzebuję pomocy medycznej, bez chwili zastanowienia pomogli mi dotrzeć do ambulansu.

W karetcie spędziłem z 15 minut, zrobili mi podstawowe badania i EKG. Medyk zalecił mi niezwłoczne udanie się do lekarza oraz zrobienie badań kardiologicznych. 

Mój czas na mecie – to tylko z kronikarskiego obowiązku – 1:19:3.12. Miejsce 314 open, M40 – 83

Ten bieg nie tylko nie pomógł mi sprecyzować cele na nadchodzący rok, ale wszystko przewrócił do góry nogami… Trochę mi się mój mały świat biegowy zawalił… nie ma co.

Może zajrzysz też tutaj