Podsumowanie biegowe roku 2018

Podsumowanie 2018

Kończy się rok, więc czas go jakoś podsumować. Szkoda by było nie poświęcić chwili na pochylenie się jeszcze raz nad wszystkimi wydarzeniami biegowymi (i nie tylko) i ponowne zanurzenie się w emocjach towarzyszącym tamtym chwilom. Przy okazji będę miał możliwość skonfrontowania swoich osiągnięć i wrażeń z rokiem 2017, w którym to roku bardzo przeżywałam każdy swój najdrobniejszy sukces, ale i najmniejszą porażkę.

Rok 2018 rozpoczął się od planowania imprez biegowych na kolejne miesiące. Nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że zdecydowałem się na rozpoczęcie współpracy z trenerem biegania, Kacprem Piechem. Do czego mi potrzebny był trener? Przecież jest tyle planów treningowych w Internecie, tyle blogów, stron o bieganiu! Rzeczywiście, jest tego cała masa i na początku sobie pomyślałem, że mogę do kolejnego sezonu przygotować się na wzór poprzedniego. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i sięgnąłem po plan przygotowań do maratonu – ten sam co już raz realizowałem.

Ponieważ mój poziom wytrenowania uznałem za nieco wyższy od tego, jaki miałem rozpoczynając treningi rok wcześniej, to naniosłem modyfikacje do planu. Jednak już po 2 tygodniach okazało się, że nie da się dwa razy wchodzić do tej samej rzeki. „Zainwestuj w siebie” – pomyślałem. Po kilku dniach i przy pomocy biegających sąsiadów nawiązałem kontakt, a następnie współpracę ze wspomnianym trenerem biegania Kacprem Piechem. W kręgu moich zainteresowań była również współpraca z Wojciechem Kopciem, ale niestety, rachunek ekonomiczny jak również niestabilny stan mojego zdrowia sprawił, że wolałem wybrać Kacpra Piecha.

Od stycznia rozpocząłem przygotowania do sezonu biegowego zaopatrzony w miesięczny plan treningowy ze szczegółowymi wytycznymi trenera. Byłem zadowolony ze swojej decyzji bo zdjąłem z siebie odpowiedzialność za planowanie treningu, ale również zawierzyłem swoją kondycję biegową osobie, która w subiektywny sposób potrafi ocenić stan przygotowań i tak zaplanować treningi, aby forma przyszła na zaplanowane zawody. I waśnie już po niespełna półtorej miesiąca od rozpoczęcia współpracy miała nadarzyć się okazja na weryfikację użyteczności planów treningowych podczas 3.Biegu Walentynkowego, który się odbył 11-02-2018.

3. Bieg Walentynkowy meta

Trochę na fali hurraoptymizmu buńczucznie zapowiadałem bicie życiówki na 5 km pokrzepiając się myślą, że przecież trenuję z trenerem biegania co jest równoznaczne z wręcz koniecznością bicia życiówek na każdych kolejnych zawodach.

Bieg Walentynkowy był pierwszą lekcją pokory, ponieważ nie dość, że nie udało mi się pobić rekordu życiowego, to jeszcze mój czas był gorszy o 1 sekundę od życiówki! Można się wkurzyć i to strasznie. Po biegu miałem pretensje do siebie i do całego świata, że nie potrafiłem gdzieś urwać 2 sekund na trasie. Jeszcze długo analizowałem co się wydarzyło, że nie zrealizowałem planów, aż w końcu doszedłem do wniosku, że na bicie rekordów chyba musi nadejść odpowiedni czas.

Kolejnym sprawdzianem mojej formy biegowej był Myślenicki Bieg Uliczny 2018 rozegrany 11.03.2018 roku. Przed tymi zawodami zamarzyło mi się złamać 43:00 minuty na 10 km i szczerze powiedziawszy moja dyspozycja na treningach wskazywała, że nie jest to cel niemożliwy do zrealizowania. Skończyło się na 00:42:54 netto! Sukces? Na pewno TAK! Sukcesem było niewątpliwie powalenie na łopatki mojej życiówki na 5 km podczas tego biegu z 21:13 na 20:54!! Zejście poniżej magicznej granicy 21 minut było nie lada wydarzeniem. Drugie 5 km Myślenickiego Biegu Ulicznego było istną walką o przetrwanie. Pomógł mi niewątpliwie Kacper Piech, który na półmetku bardzo sugestywnie zmotywował mnie do podjęcia walki o jak najlepszy rezultat. Jego pomoc była tego dnia nieoceniona!

Myślenicki Bieg Uliczny meta 2

Moje serce rosło z każdym przebiegniętym kilometrem na treningu. Dostrzegłem celowość wylewania siódmych potów na wielickich chodnikach, alejkach czy na bieżni Małopolskiej Areny Lekkoatletycznej. Szlifowałem swoją formę na kolejne zawody – 15. Półmaraton Marzanny.

18 marca było strasznie zimno. Nie dość, że temperatura spadła do minus 4 stopni to jeszcze wiał bardzo silny wiatr i prószył ostry jak igiełki śnieżek. Ten start był poświęcony wyłącznie celom treningowym i miał mnie nauczyć biegania z narastającym tempem. Plan biegu miałem z detalami dopracowany i pomimo pokus, zamierzałem się go ściśle trzymać.

15. Krakowski Półmaraton Marzanny

W mrozie i w zimnym wietrze człapałem w tempie około 5 minut na kilometr przez pierwszą część półmaratonu. Pamiętam jak dziś, jak mruczałem złowieszczo pod nosem: „wytrzymaj jeszcze kilka kilometrów w tym żółwim tempie”. I wytrzymałem! Nogi rozpędzały się z kilometra na kilometr, a kolejni rywale znikali za moimi plecami połykani jeden po drugim. Ostatnie 3 km biegłem praktycznie na maksimum swojej dyspozycji tamtego dnia. Co przyniosły te treningowe zawody? Wynik tylko o niecałe 30 sekund gorszy od życiówki!!! Byłem z jednej strony bardzo pozytywnie zaskoczony, a z drugiej czułem spory niedosyt, że nie pobiegłem na życiówkę. Podsumowując ten start, jestem dumny z siebie, że nie dałem się podkusić i zrealizowałem założenia treningowe w 110%. Zapamiętam również do końca życia odmrożone dłonie, twarz i stopy oraz ból jaki mi towarzyszył podczas rozmrażania zlodowaciałych części ciała.

Zaledwie trzy tygodnie później, 8 kwietnia, startowałem w Półmaratonie Lisieckim. Miał to być bieg po najlepszy wynik w półmaratonie! Według własnego mniemania byłem gotowy na bieganie na wyższym poziomie. Przegrałem z pogodą, bo nikt nie mógł przewidzieć, że podczas zawodów słońce dopiecze do prawie 25 stopni! Jak na tą porę roku to bardzo gorąco. Na pogodę nie ma co przerzucać jednak winy za moje niepowodzenie. W sumie czas przeze mnie osiągnięty to tylko kilka sekund gorzej od życiówki. No właśnie – kilka sekund. Po raz kolejny te „kilka sekund”. Trochę się podłamałem psychicznie, że moje treningi nie przynoszą takiej progresji, jaką bym sobie zamarzył. Dopadł mnie dołek.

Półmaraton Lisiecki meta21

Do największych niespodzianek w 2018 roku mogę zaliczyć niewątpliwie swój udział w 17. PZU Cracovia Maraton, który się odbył 22.04.2018. Udział był absolutnie nieplanowany, a moje uczestnictwo w tym maratonie stało się faktem tylko i wyłącznie dlatego, iż wygrałem pakiet startowy w konkursie. Z uśmiechem na ustach stanąłem na starcie tego wspaniałego maratonu. Ileż emocji towarzyszyło mi przed, podczas i po przebiegnięciu mojego debiutanckiego maratonu rok wcześniej w tym samym miejscu! Te wszystkie emocje wróciły, ale równocześnie tworzyły się nowe. Bieg z założenia był traktowany przeze mnie jako „atrakcja”, „wyrwa” w planach biegowych i niczego sobie po tym starcie nie obiecywałem, no może, żeby przebiec poniżej 4 godzin. W palącym słońcu, na potwornym wycieńczeniu doczłapałem do mety w czasie lekko ponad 3:46:00. Byłem zadowolony z udziału w maratonie i choć to nie było to samo co rok wcześniej, to jednak w głowie pozostało wiele wspomnień, chociażby spotkanie na mecie z Bartkiem Garlickim – znajomym z Instagrama.

17. PZU Cracovia Maraton

Majówkę rozpocząłem od szybkiego biegania. Podczas pobytu w Zamościu wziąłem udział w V Ogólnopolskim Biegu wokół Twierdzy Zamość. Zanim jednak pobiegłem w zawodach, udał mi się spotkać po latach z Olą Jakubczak – wspaniałą pasjonatką biegania i niegdyś moją bardzo dobrą koleżanką. Sam bieg był szybki… do 3 kilometra. Potem półtora kilometra walki z samym sobą i przyzwoity finisz. Wbiegnięcie na płytę Rynku Wielkiego w moim rodzinnym mieście w asyście mojego ukochanego synka zostało uwiecznione przez lokalne media i sprawiło mi naprawdę wiele satysfakcji.

V Ogólnopolski Bieg Wokół Twierdzy Zamość

W maju już więcej nie startowałem. Skupiłem się na odpoczynku i przygotowaniach do czerwcowych zawodów na 10 km Summer RUN – Bieg nad Jeziorem Rożnowskim. W tych zawodach wystartowałem po raz drugi. Tym razem przebieg trasy był odwrotny do tego z roku poprzedniego. Pogoda była w sam raz na bieganie. Niestety, zatkało mnie w najmniej oczekiwanym momencie i wtedy straciłem szanse na dobry wynik. Cóż, podjąłem ryzyko i się nie udało. Powalczyłem jeszcze w końcówce, ale wyniku sprzed roku już nie poprawiłem. Doczekałem się za to wakacji od zawodów ponieważ kolejnym zaplanowanym startem był wrześniowy 36. PKO Wrocław Maraton.

Dokładnie 8 września wraz z całą rodziną dotarliśmy do Wrocławia. Popołudnie mieliśmy zarezerwowane na zwiedzanie miasta. Następnego dnia rano, o 9:00 już stałem w strefie startowej gotowy do przebiegnięcia mojego trzeciego maratonu w życiu. Po 25 kilometrach dopadło mnie zmęczenie, ale bardziej psychiczne niż fizyczne. Zdołowany przez niestabilną sytuację osobistą zacząłem powątpiewać w sensowność ganiania po asfalcie. Ważnym wydarzeniem tego dnia było poznanie dwóch panów: Łukasza Malaczewski i jego ś.p. podopiecznego Jasia. Łzy lały mi się po policzkach widząc jak ten dzielny, młody człowiek, Jaś z uśmiechem na twarzy podążał w asyście Łukasza ku mecie. Zamieniłem z nimi dwa słowa, ale głos mi się łamał ze wzruszenia. Na zawsze scena rozmowy z tymi fantastycznymi ludźmi pozostanie w mojej pamięci! Sam maraton ukończyłem powyżej 3:45:00 i cieszę się, że miałem dość sił, żeby podjąć to wyzwanie w owym czasie. Podziękowania za wsparcie należą się niewątpliwie mojej małżonce Dorocie, właścicielce Agencji ślubnej WINSA Wedding Planners, która wraz z naszymi wspaniałymi dzieciakami gorąco mnie dopingowała. Dzięki niej mogłem po raz kolejny ukończyć zawody w asyście mojego ukochanego synka, Huberta!

PKO Maraton Wrocław

Przede mną pozostały w tym roku jeszcze 4 imprezy. Wśród nich jako pierwszy odbył się dnia 30 września 12. PZU Bieg Trzech Kopców. I tym razem stroszyłem piórka przed startem i nakręcałem się myślami o zejściu poniżej 1 godziny w tym jedynym w swoim rodzaju miejskim biegu górskim. Do 7 kilometra plan się realizował, no ale przyszedł kryzys, kolka, skurcz mięśni brzucha i czar prysł. Pozostała walka o dobry wynik. I nawet całkiem nieźle wyszło, bo poprawiłem się rok do roku o niemal jedną minutę! 12. PZU Bieg Trzech Kopców to wspaniała impreza, bardzo urozmaicona trasa i niepowtarzalna atmosfera.

Po dość udanym występie podczas 12. PZU Bieg Trzech Kopców przyszedł czas na rozliczenie się z półmaratonem. Dnia 14.10 stanąłem, a właściwie wbiegłem na start 5. PZU Cracovia Półmaratonu Królewskiego. Ten bieg był całkowitym zaprzeczeniem dyscypliny organizacyjnej z mojej strony! Czym to się skończyło? A skończyło się wspaniałym biegiem i złamaniem magicznej dla mnie granicy 1:37:00! To było 21 kilometrów czystej satysfakcji z biegania i chociaż dwa ostatnie kilometry dostarczyły mi sporo cierpienia, to efekt końcowy przewyższył moje oczekiwania! 5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski był jednocześnie ostatnim z cyklu biegów wchodzących w skład Królewskiej Triady Biegowej, którą zdobyłem po raz drugi z rzędu.

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

To jednak nie był koniec zmagań w 2018 roku! Przede mną dwa krótsze biegi: Tarnowska Dyszka z cyklu Tour de Małopolska oraz Krakowski Bieg Niepodległości 2018. Tarnowska Dyszka była fajnym wyzwaniem ponieważ wiedziałem, że z formą trafiłem idealnie na końcówkę sezonu, ale z drugiej nie wiedziałem, czy ta forma była tylko na półmaraton czy też na szybsze bieganie. Wspomnienia z biegu są bardzo świeże i bardzo pozytywne. Nie dość, że zasuwałem bardzo dynamicznym tempem, to jeszcze ustrzeliłem rekord życiowy w fantastycznym stylu. Co prawda do złamania 40 minut mi daleko ale 42:44 było wisienką na torcie.

Tour de Małopolska! Tarnowska Dyszka

Krakowski Bieg Niepodległości natomiast miał być hucznym zakończeniem sezonu. Rok wcześniej przez problemy z sercem poległem na 8 kilometrze, w tym roku… no właśnie. Do 6 kilometra pędziłem jak szalony w tempie porównywalnym do tego z biegu w Tarnowie. Potem już było “odcinanie kuponów” i dreptanie do mety. Serce nie sługa i to serce nie wytrzymało szaleńczego tempa. Po raz kolejny poległem i z nosem na kwintę opuszczałem krakowskie Błonia. Żeby nie było tak negatywnie, to jestem dumny z faktu, że tego dnia, mój syn brał udział w biegu na 100 metrów i całkiem fajnie mu poszło.

Krakowski Bieg Niepodległości bieg dzieci do lat 6

Podsumowanie biegowe ma już właściwie swój kres. Nie mogę jednak przejść obojętnie obok faktów z życia codziennego, które wywarły ogromne piętno na mojej postawie sportowej. W maju postanowiłam “wziąć rozwód” z dotychczas wykonywaną pracą. Był to, a w sumie nadal jest, bardzo toksyczny związek. Rozstanie przysporzyło mi masę bólu czy nawet upokorzenia. Ja jednak nie mogłem już dłużej znosić degradacji emocjonalnej i postanowiłem wbrew jakiejkolwiek logice odciąć gałąź, na której siedziałem. Po dziś dzień wióry lecą mi na głowę, ale będąc absolutnie szczerym, mam to, kolokwialnie mówiąc, głęboko w dupie. Sport w owym czasie mnie uratował przed katastrofą, bo w sporcie, a konkretnie w bieganiu odnalazłem motywację do przeżywania kolejnych dni i zbierania sił na stawianie czoła kolejnym wyzwaniom losu. Biegając nie uciekałem od problemów życia codziennego, ale do nich dobiegłem i potrafiłem stawić im czoło.

Przez te zmiany zawodowe na pewno ucierpiała moja rodzina, a przede wszystkim dzieci. Jednak gdybym kontynuował tą gehennę, to nie wykluczone, że dzisiaj nie byłbym tu gdzie jestem, a rodzinę… ehh aż mi się nie chce myśleć na ten temat.

Obciążenie psychiczne na pewno zaważyło na osiągniętych przeze mnie rezultatach. Z drugiej jednak strony, uciekałem do biegania, żeby odizolować się od degradacji psychicznej dnia codziennego. “Czy ja tak naprawdę potrzebuję bicia rekordów przy okazji każdych kolejnych zawodów?” – To pytanie pojawiło się po raz pierwszy podczas 36. PKO Wrocław Maraton. To pytanie kołatało mi w głowie w najtrudniejszych momentach 12. PZU Biegu Trzech Kopców. Jasnej odpowiedzi nie potrafię udzielić. Z roku na rok jednak się starzeję, a co za tym idzie, oddala się ode mnie możliwość przełamania magicznych barier czasowych na większości dystansów. Niemniej jednak chyba czas najwyższy zacząć wrzucać na luz i biegać dla przyjemności, dla pasji samej w sobie. Nigdy nie będę biegał na dużo wyższym poziomie i nie jest mi to potrzebne do szczęścia. Szczęśliwy będę na pewno mogąc biegać szybciej i dłużej niż 90% osób w moim wieku.

W 2019 mam do zrealizowania plany bardzo ambitne, wymagające dużego nakładu pracy na treningach i poświęcenia. Realizacja założeń da mi możliwość potraktowania biegania w zupełnie inny sposób niż dotychczas, a niewykluczone, że oprócz biegania pojawi się coś jeszcze…

Rok 2018 pod względem biegowym uważam za bardzo udany i oby 2019 nie był gorszy tylko jeszcze lepszy!!! Tego i Wam życzę !!!     

Może zajrzysz też tutaj