Podsumowanie 2017 roku.

Podsumowanie 2017

Rok 2017 dobiegł końca i przyszedł czas na jego podsumowanie.

Bezdyskusyjnie najważniejszym wydarzeniem biegowym było ukończenie 16. PZU Cracovia Maraton. Był to jednocześnie pierwszy i jedyny maraton, w którym wziąłem udział w całym moim życiu. Entuzjazm towarzyszący mi po pokonaniu królewskiego dystansu niósł mnie ku uczestnictwu w kolejnych imprezach tego kalibru. Moje plany startu w 35. PKO Wrocław Maraton pokrzyżowała sierpniowa operacja przegrody nosowej. Do ostatniej chwili wahałem się czy zaryzykować uczestnictwo w kolejnym maratonie jednak zdrowy rozsądek zwyciężył i odpuściłem.

16. PZU Cracovia Maraton mógłbym pisać bez końca bo emocje towarzyszące temu wydarzeniu nawet dzisiaj są żywe i nawet teraz, kiedy piszę ten tekst łzy szczęścia napływają mi do oczu, a na ciele pojawia się gęsia skórka. Do końca życia będę pamiętał ten najważniejszy w życiu moment, gdy motywowany miłością do synka przezwyciężyłem swoje wszystkie słabości towarzyszące mi podczas biegu i triumfalnie przekroczyłem linię mety niosąc go na rękach. Dziś jeśli miałbym zdefiniować „szczęście” to bez wahania wskazałbym właśnie na ten moment – chwilę gdy ziszczają się najwspanialsze marzenia!

Jak się jednak zaczął ten rok i dlaczego był biegowo wyjątkowy?

Rok 2017 zaczął się od podjęcia decyzji o bieganiu na wyższym poziomie. Zresztą rok 2017 sam w sobie był wyjątkowy. Przede wszystkim był to rok moich 40-tych urodzin. Celebra rozpoczynała się od pierwszego dnia i trwałą do dnia rocznicy mojego narodzenia. W tym właśnie roku, w styczniu, dowiedziałem się, że zostanę ojcem po raz drugi! To było coś cudownego, coś pięknego otrzymać od losu najwspanialszy prezent urodzinowy w postaci nowo narodzonego dziecka! Od strony sportowej zaś postawiłem na ambitne wyzwania i zmierzenie się z własnymi słabościami podczas treningów i startów w zawodach biegowych.

Starty z 2016 roku czyli 4F Półmaraton Wielicki oraz Krakowski Bieg Niepodległości były dobrym gruntem, podstawą pod wyzwania, które miały mnie czekać w 2017 roku. Półmaraton Wielicki był moim pierwszym w życiu startem w zawodach biegowych! Bieg Niepodległości w Krakowie to próba odpowiedzi samemu sobie na pytanie, czy bieganie jest dla mnie, czy to jest droga, którą chcę podążać. Po ukończeniu krakowskich zawodów wcale nie byłem przekonany do tego, żeby bieganiem wypełnić swoje życie. Wtedy nawet byłem bliżej zaniechania tej aktywności, ale dałem sobie właśnie w tamtym momencie czas na analizę i wyznaczenie ewentualnych celów do realizacji.

Punktem zwrotnym była dla mnie Wigilia 2016 roku, którego to dnia w buty biegowe wskoczyłem dwa razy w ciągu dnia. Od tego momentu w sumie poczułem co to znaczy zaspokajać „głódbiegowy i ten „głód” po raz pierwszy poczułem. Trzy ostatnie dni 2016 dobitnie utwierdziły mnie w przekonaniu, że bieganie jest tą dyscypliną, którą chcę uprawiać i dzięki której chcę się realizować.

Decyzja o wyborze biegania jako aktywności niemal codziennej wiązała się dodatkowo z dwoma aspektami związanymi z moim życiem prywatnym, ale o tym w dalszej części podsumowania.

Decyzja zapadła, a w ślad za nią zaczęły się kolejne etapy związane z bieganiem. Najważniejszym wyzwaniem było postawienie sobie jakiegoś ambitnego celu niemalże niemożliwego do realizacji. Przez myśl mi przeszło uczestnictwo w… maratonie! To było super ambitne wyzwanie. Ktoś mógłby pomyśleć:

„co to jest przebiec 42 kilometry i ukończyć maraton w byle jakim czasie – żadna sztuka”.

Cel dla osoby średnio sprawnej fizycznie pozornie łatwy do zrealizowania, jednak samo ukończenie maratonu mnie absolutnie nie interesowało. Moim celem na 2017 rok było przebiec maraton w czasie… i tu bym skłamał, ale tego nie zrobię. 3:40:00 taką sobie wyznaczyłem granicę, jednak w głębi duszy liczyłem na złamanie 3:30:00. Kosmos! Dwa półmaratony po 1:45:00 gdzie ledwo jeden półmaraton przebiegłem w totalnych konwulsjach w 1:44:01. Cały czas brałem jednak poprawkę na to, że jak do tej pory nie przygotowywałem się do żadnych startów w zawodach według planu treningowego tylko brałem w nich udział „z marszu„, bez odpowiedniego przygotowania.

W tamtej chwili żywiłem głęboką nadzieję, że jak „ścisnę pośladki” i będę twardo realizował założenia planu treningowego (którego jeszcze nie miałem) to jest to cel – marzenie do realizacji i „Mount Everest” moich możliwości do zdobycia.

Cel został ustanowiony. Środki do realizacji celu to: sprzęt i plan. Sprzęt kupiłem już na początku stycznia i buty NIKE Pegasus 33 towarzyszą mi do dnia dzisiejszego. Ubiór nie robił mi różnicy i tutaj nie szalałem.

Plan treningowy zapożyczyłem z internetowych opracowań pana Piotra Książkiewicza. Spośród wielu wariantów wybrałem „oczywiście” wariant na maraton w 3:30:00! I tak mniej więcej od połowy stycznia 2017 zaczęła się „orka” przygotowawcza do najważniejszej mojej imprezy biegowej w życiu.

Pierwszym startem w oficjalnych zawodach biegowych w 2017 był 2. Bieg Walentynkowy,który się odbył 12 lutego. Tam po raz pierwszy zastosowałem „chemię biegową” czyli suplementy wspomagające. Nie były to oczywiście żadne niedozwolone środki tylko środki, które są ogólnodostępne. Na dystansie 5 kilometrów chciałem się przekonać na jakim etapie wytrenowania jestem i czy środki, które zażyłem mogą mi pomóc, zaszkodzić czy są neutralne.

Bieg ukończyłem z najlepszym dotychczas rezultatem na tym dystansie jednak mam trochę wątpliwości do dziś, czy aby na pewno trasa miała dokładnie 5 kilometrów… Niemniej jednak byłem bardzo zadowolony i z wyniku i z czasu uzyskanych na tych zawodach. Dodatkowo ciastko z gorącą herbatą w ten zimny lutowy dzień smakowało wspaniale!

Na dzień 19 marca 2017 roku wyznaczono 14. Krakowski Półmaraton Marzanny. Z tym biegiem wiązałem wielkie nadzieje co do czasu, tempa i w ogóle. Chciałem się „pokazać” swoim sąsiadom, również biegaczom, którzy brali udział w tej imprezie. No cóż, po 3 kilometrach czar prysł i dotruchtałem do mety głównie dzięki ISOSTARowi w czasie tak kiepskim, że tego dnia byłem gotów skończyć z bieganiem. Byłem zły, zawiedziony i rozczarowany.

Do Rzeszowa 9 kwietnia na 10 PKO Półmaraton Rzeszowski jechałem zmazać plamę po fatalnym występie podczas 14. Krakowski Półmaraton Marzanny. Ten bieg był całkowitą abstrakcją w moim kalendarzu, ale wybrałem go bo był po płaskim terenie. Umówiłem się tam na wspólne bieganie z Jackiem Kardaszem z Zamościa i mój pomysł na ten bieg był taki, żeby utrzymać równe tempo przez pierwsze 10 kilometrów i przyśpieszyć w końcówce. Plan szlag trafił już po 3 kilometrach, kiedy nogi dyktowały wręcz szaleńcze tempo. Około 13 kilometra poczułem, że są warunki na to, żeby pobiec coś fajnego. Udało się! W tym trochę zbagatelizowanym biegu ustrzeliłem fajną życiówkę i byłem bardzo zadowolony ze swojej postawy w zawodach.

23 kwietnia przyszedł czas na Biegiem na Bagry 3!. Było to już ostatnie przetarcie przed 16. PZU Cracovia Maraton. Tydzień przed maratonem, a ja chory biorę udział w zawodach… Bez wiary w jakikolwiek dobry wynik jechałem na zawody. Moim celem było przebiec 10 kilometrów i dobiec do mety. STOP!!! Ambicja! Tak, tak… obserwowałem pierwszą turę biegaczy i pomyślałem sobie, że skoro tu już jestem, to może zrobić jakiś ciekawy wynik? Czemu nie! Pobiegłem pierwsze 5-6 kilometrów w równym, szybkim tempie ale około 7 kilometra odpuściłem. Złapała mnie kolka i postanowiłem nie szarżować tylko spokojnie potruchtać i biec dalej. Po chwili odpoczynku złapałem „wiatr w żagle” i śmigałem po trasie. W końcówce odpuściłem ostry finisz obawiając się kontuzji.

Nadszedł WIELKI DZIEŃ. 30 kwietnia 2017 roku dokonałem niemożliwego! Przebiegłem maraton w wyśnionym, wymarzonym czasie poniżej 3 godzin i 30 minut!!! Łzy szczęścia do dziś płyną mi po policzkach na każde wspomnienie tamtych chwil. Ryczałem jak bóbr przekraczając linię mety z ukochanym synkiem na rękach. Płakałem z radości bo ból, cierpienie, wycieńczenie dawno przestały mieć jakiekolwiek znaczenie w obliczu nieprawdopodobnego sukcesu życiowego!!!

Przez 40 lat szukałem szczęścia w życiu i tego dnia poznałem jego definicję!!!

16. PZU Cracovia Maraton przeszedł do historii jako najważniejsze wydarzenie 2017 roku. Rok kalendarzowy się jednak nie kończy, a osobisty sukces zaczął kreować w mojej wyobraźni plany super ambitne czyli zdobycie Korony Maratonów Polskich. Byłem tak podekscytowany, że nie zważałem na nic dookoła. Obrałem ślepo kierunek i już dwa tygodnie po ukończeniu maratonu krakowskiego siedziałem w planach przygotowawczych do 35. PKO Wrocław Maraton.

W tak zwanym międzyczasie wziąłem udział w 5. Bieg Swoszowickim na 10 kilometrów, IX Bieg w pogoni za żubrem na 15 kilometrów oraz w super fajnym V. Summer Run nad Jeziorem Rożnowskim. Te ostatnie 10-cio kilometrowe zawody szczególnie wpisały się w moją historię biegową. Impreza zorganizowana w małej miejscowości była pod każdym względem REWELACYJNA!!!

Okres wakacyjny jest dość „niewdzięczny” wbrew pozorom do budowania formy na zawody docelowe, ale ja trwałem twardo w realizacji swoich planów treningowych do kolejnego maratonu. I gdy już osiągałem optimum formy przyszedł TEN dzień, kiedy pod koniec lipca poszedłem na badania do dr Kolberga. Dr Kolberg postawił sprawę jasno: operacja przegrody nosowej za 2 tygodnie!

Szok!!! Przed oczami falowały mi różne obrazy ale nie omieszkałem dopytać już na miejscu w szpitalu:

co z bieganiem w kontekście operacji?!

Dr Kolberg popatrzył na moje wyniki i powiedział, żebym odpuścił bieganie na wyznaczonym przez siebie poziomie… I to był moment kiedy zwykły człowiek wziąłby flaszkę wódki i w przygnębieniu zaakceptował „wyrok„. Ja w tym czasie do alkoholu nie mogłem się zbliżać więc… postanowiłem: odpuścić udział w 35. PKO Wrocław Maraton, ale swoje wytrenowanie jakoby „przerzucić” na coś krótszego. Padło na 4F Półmaraton Wielicki.

Dwa tygodnie dosłownie kipiałem ze złości, że nie mogę trenować, że Korona Maratonów Polskich się oddaliła ode mnie. Byłem zdeterminowany, żeby przenieść wartość treningu do maratonu na coś równie wartościowego.

Do niemalże ostatniego dnia miałem dylemat czy wziąć udział w imprezie Biegiem na Zakrzówek 2! czy w kolejnej edycji 4F Półmaraton Wielicki. Padło na bieg lokalny czyli półmaraton. Co prawda za uczestnictwo w Biegu na Zakrzówek mógłbym zgarnąć statuetkę za udział w cyklu biegów imprez biegowych organizowanych przez ITMBW, ale stwierdziłem, że „repetapółmaratonu wielickiego będzie jakoś bardziej wartościowa w danej chwili. Nie bez znaczenia był również fakt, że aż do operacji realizowałem wytrwale plan treningowy do maratonu. To ten fakt niejako przeważył na korzyść półmaratonu w Wieliczce.

Z 4F Półmaratonem Wielickim 2017 wiąże się również bardzo ważna data. Tego dnia miał miejsce debiut mojego synka Huberta w zawodach biegowych. Dość niespodziewanie i absolutnie przypadkowo w dniu debiutu w biegach Hubert otrzymał taki sam numer startowy jak ja dokładnie rok wcześniej i to w tym samym biegu!

Podczas 4F Półmaraton Wielickiego poznałem wspaniałą osobę – Pana Stanisława Szarawarę. Pan Stanisław udzielił mi bezcennych porad na trasie biegu i dodał mnóstwo pozytywnej motywacji i energii.

Tydzień po ukończeniu 4F Półmaraton Wielickiego  wziąłem udział w fantastycznej imprezie biegowej pod nazwą 11. PZU Bieg Trzech Kopców. To był mój debiut w biegach górskich i nie ukrywam, bardzo mi się ten rodzaj rywalizacji spodobał.

Po upływie kolejnych dwóch tygodni czyli 15 października wziąłem udział w ostatnim w tym roku długim biegu czyli w 4. PZU Cracovia Półmaratonie Królewskim. Z tym startem wiązałem spore nadzieje w kontekście pobicia rekordu życiowego na dystansie półmaratonu. Nie dane mi było jednak doświadczyć glorii i chwały i w bólu i cierpieniu dowlokłem się do mety. Nie inaczej było podczas 4. Krakowskiego Biegu Niepodległości 11 listopada. Od dawna planowałem pobiec na maksimum swoich możliwości i zakończyć sezon biegowy 2017 rekordem życiowym na 10 kilometrów. Nie udało się, a problemy z sercem, które uniemożliwiły mi osiągnięcie dobrego rezultatu postawiły pod znakiem zapytania moje dalsze uczestnictwo w imprezach biegowych i kontynuacji biegania w ogóle.

Wisienką na torcie, czyli najcenniejszym trofeum, jakie uczciwie wywalczyłem jest statuetka za ukończenie Królewskiej Triady Biegowej.

Królewska Triada Biegowa 2017

Rok 2017 to nie tylko bieganie. Najważniejszym wydarzeniem tego roku były narodziny mojej córeczki Izabeli dnia 4 października. Moja córeczka stała się czwartym członkiem rodziny i została przesympatycznie powitana przez swojego 3,5 letniego braciszka Huberta.

W 2017 roku wziąłem również udział w kilku konkursach organizowanych głównie przy okazji imprez biegowych. Pierwszą nagrodą był darmowy pakiet startowy na 4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski oraz kubek z obrazkami Mleczki wygrany w konkursie organizatora 16. PZU Cracovia Maraton. Później wygrywałem m.in. książkę Jeff’a Gallowaya „Bieganie metodą Gallowaya„, zestaw gadżetów od Dr. Oetker’a przy okazji 11 Biegu Trzech Kopców czy zestaw kosmetyków firmy Ziaja. Jednak najcenniejszą jak do tej pory nagrodą były buty Adidas Supernova, które wygrałem w konkursie serwisu Trening Biegacza.

Adidas Supernova

Mijający rok to nie tylko sukcesy, medale i statuetki. To też porażki, niepowodzenia i rozczarowania. Nikt nie lubi dzielić się tym co złe z innymi, ja też nie, ale chcę być obiektywny w swoim podsumowaniu.

Za największą porażkę muszę niewątpliwie uznać moją nierówną walkę z nałogami. Jakimi? Różnymi i destrukcyjnie wpływającymi na mój organizm i moje życie. Często się zastanawiam jaki wpływ na wynik sportowy miałoby wyzbycie się chociaż w jakimś procencie uzależnień. Z krótkimi przerwami udaje mi się wygrywać z nałogami. Udało mi się w tym roku dwa razy – miesiąc przed 16. PZU Cracovia Maraton oraz przed i po operacji przegrody nosowej. Bieganie pomaga, ale nie na tyle, żebym był w stanie wygrać nie tylko bitwę ale i wojnę z nałogami.

Jest jeszcze kilka rzeczy, które mógłbym uznać za porażki. Są to większe lub mniejsze potknięcia życiowe jednak z perspektywy czasu sądzę, że nie mam potrzeby wylewać swoich żalów w publicznej przestrzeni. Opowiem o nich w chili, gdy każdą rzecz, która kiedyś była porażką uda mi się przekuć w sukces.

W 2017 roku zebrałem cenne doświadczenia, zgromadziłem więcej informacji o swoich możliwościach. Mam w końcu jakieś bardziej zorganizowane plany i realne cele do realizacji. Biegać nie zamierzam przestawać – wręcz przeciwnie, do swojego biegania na pewno wprowadzę więcej organizacji i planowania.

I to by było na tyle w tym podsumowaniu 2017 roku. Działo się niewątpliwie sporo. Cieszy fakt, że pomimo swoich słabości potrafiłem wyznaczać sobie ambitne cele i je realizować. Ze zdrowiem bywało różnie, ale akurat zdrowie w moim przypadku to temat na zupełnie inną opowieść.

Osobiście jestem z siebie dumny i tym optymistycznym akcentem kończę ten wpis życząc wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2018 roku!

Pozdrawiam,

Izydor Nowakowski

Może zajrzysz też tutaj