IX Bieg w pogoni za żubrem 18.06.2017

Dnia 18 czerwca odbyła się kolejna, już dziewiąta edycja biegów po ścieżkach prześlicznej Puszczy Niepołomickiej. Tego dnia odbyły się dwa główne biegi: bieg na dystansie 15 km oraz bieg na dystansie 8 km, gdzie oprócz biegaczy startowali także zawodników nordic walking.

Na bieg zapisałem się kilka miesięcy wcześniej, jak tylko uruchomiono rejestrację. Ponieważ jest to bieg dość specyficzny chciałem przede wszystkim sprawdzić jak wypadnę na bardzo zróżnicowanej nawierzchni. Trasa biegu bowiem przebiegała po ulicach miasta Niepołomice oraz po drogach mniej lub bardziej utwardzonych i leśnych ścieżkach. Zapowiadało się ciekawie.

Majowy start w biegu w Swoszowicach sporo mnie nauczył i obiecywałem sobie wyciągnąć wnioski i konsekwencje z przygotowań, aby nie powielać błędów. Dlatego też wyszukałem i dostosowałem do potrzeb biegu plan przygotowań treningowych i powoli zacząłem go realizować. Plan ten wprowadzał w moje bieganie sporo dyscypliny ale nie był jakoś szczególnie wyczerpujący. Nie oszukujmy się – w 4 tygodnie człowiek nie jest w stanie przygotować się na tyle dobrze, aby myśleć o rekordach życiowych czy konkurowaniu z czołówką. Realizacja planu treningowego miała głównie skutkować tym, aby ta czołówka za bardzo się nie oddalała.

Plan treningowy 10km – 4 tygodnie

Do treningów podszedłem z dystansem mając na uwadze fakt, że mają być wsparciem w utrzymaniu dobrej dyspozycji a nie magicznym środkiem do osiągnięcia celu. Na początku mi nie szło za bardzo i trochę mnie te treningi męczyły. Z czasem jednak było trochę lepiej choć nie potrafiłem czerpać pełnej satysfakcji z wykonywanych ćwiczeń.

W ostatnim tygodniu miałem chyba najwięcej frajdy z treningów bo przeniosłem się z Wieliczki na kilka dni do Białki Tatrzańskiej, gdzie wraz z rodziną spędzaliśmy długi weekend.

Po powrocie z gór czułem się naładowany energią ale też trochę zmęczony. Oprócz biegania było jeszcze mnóstwo atrakcji m.in w hotelu Toporów oraz w Termach Bania, gdzie spędziliśmy łącznie ponad 8 godzin w dwa dni. Oprócz sportowej aktywności korzystałem poza granicami rozsądku ze wspaniałej kuchni w hotelu Toporów. Jedzenie było tak dobre, że nie mogłem zapanować nad pokusami i po prostu jadłem co było do zjedzenia. Trochę się przez to „zapuściłem” i parę kilo dorzuciłem do wagi.

Z tego wszystkiego zabrakło całkowicie atmosfery święta w odniesieniu do biegu. W jej miejsce wkradło się zwątpienie i niestety rezygnacja. Czułem, że bieg przegrywam już w głowie zanim jeszcze stanąłem na linii startu i nie potrafiłem nic z tym zrobić.

Dzień startu - niedziela 18 czerwca 2017

Jeszcze mi się dotąd nie zdarzyło, aby przygotowywać sprzęt startowy w dzień zawodów! Fakt ten był tylko potwierdzeniem mojej niezbyt dobrej kondycji psychicznej i narastającego zniechęcenia.

Wszystko co niezbędne spakowałem do plecaka w niecałe 15 minut. Trochę pokręciłem się po mieszkaniu nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca aby przed 10:00 rano pożegnać rodzinkę, wsiąść do auta i ruszyć do oddalonych o ponad 15 km Niepołomic. Podczas jazdy autem próbowałem poukładać sobie w głowie bieg i zmienić nastawienie mentalne. Trochę się udało z chwilą dojechania na parking w okolicach startu biegu.

Wysiadając z auta wreszcie poczułem tą właściwą atmosferę zawodów. Pojawił się lekki stres a poziom adrenaliny systematycznie się podnosił. Z parkingu udałem się do biura zawodów po odbiór pakietu startowego.

Biuro zawodów NIDEC IX Bieg w pogoni za żubrem

Na chwilę jeszcze wrócę do istotnego elementu zawodów jakim jest trasa biegu. Bieg w Niepołomicach rozgrywany jest w dość nietypowej formule ponieważ start biegów głównych czyli na 8 km i na 15 km jest wspólny. Przez pierwszych kilka kilometrów ślad trasy na obu dystansach pokrywa się aby pomiędzy 3 a 4 kilometrem rozłączyć się w dwóch kierunkach.

Trasa biegu na 15 km prezentuje się następująco:

Trasa wygląda bardzo ciekawie. Trochę asfaltu, trochę kamyczków i dużo biegania po lesie. Profil trasy też nie jest za bardzo wymagający i oprócz podbiegu przed 9 kilometrem jest dość płasko i spokojnie.

No a teraz wracam do biura zawodów. Odebrałem swój pakiet startowy i spotyka mnie miłe zaskoczenie. Pakiet oprócz chipa, koszulki, agrafek i numeru startowego zawiera butelkę izotonika i… tylko 3 ulotki reklamowe! Można? MOŻNA !!!

Pakiet startowy NIDEC IX Bieg w pogoni za żubrem

Wszystko zapakowane w praktyczny worek z materiału zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zawartość porozkładałem w bagażniku auta i zacząłem się przygotowywać. Po zakończeniu ubierania ruszyłem na rozgrzewkę – 2,5 kilometra lekkim truchtem po uliczkach Niepołomic. Na pół godziny przed startem uzupełniłem płyny, energię i powoli poszedłem w kierunku Zamku w Niepołomicach, gdzie usytuowane były start i meta zawodów. Niestety w drodze na start spotkała mnie niemiła niespodzianka a mianowicie ułamało się zapięcie do nowego paska z numerem startowym. Troszkę mnie to zdenerwowało, bo nad zakupem tego gadżetu trochę się zastanawiałem.

W strefie startowej skupiłem się wyłącznie na koncentracji. Nerwy związane ze startem oczywiście się pojawiły ale nie robiłbym z tego jakiejś afery z tętnem skaczącym pod sufit. Po prostu dopadł mnie zwykły stres przed rywalizacją.

Na 12:00 wyznaczono start zawodów. 12:00 minęła a spiker cały czas coś jeszcze dopowiadał, ogłaszał, ględził. W końcu zakończył swoje wywody i zaczęło się tradycyjne odliczanie…

3,2,1 START !!!

I wystartowaliśmy!

Na początku trochę dreptania w miejscu i po kilku sekundach już zaczął się bieg.

Strefa startowa była dość szeroka a tu niestety wszyscy ściśnięci jak sardynki przez co nie mogłem złapać jakiegokolwiek rytmu. Co chwilę ktoś przyspieszał, zwalniał, przepychał się i tak przez 100 metrów. Biegłem za plecami dwóch pań i jakoś niefortunnie się układało, że nie mogłem ich wyprzedzić. Na pewno nie robiły tego celowo, ale niestety mnie zablokowały uniemożliwiając wyprzedzenie. Tuż przed pierwszym łukiem byłem na tyle sfrustrowany, że postanowiłem odbić całkiem w lewo i pobiec chodnikiem. Akurat zrobiła się fajna luka po mojej lewej stronie więc w nią szybko wskoczyłem, zrobiłem trzy, cztery kroki i poczułem, jak ktoś mi „sprzedał mega piłkarską, klasyczną kosę” od tyłu. Próbowałem się ratować przed upadkiem ale nie dałem rady i z całym impetem runąłem na bruk Niepołomickiego bruku.

W pierwszej chwili pomyślałem, że już po biegu, bo poczułem ból w kolanie i w nadgarstkach. Śmiechem żartem, miałem nadzieję, że coś mi się stanie i nie będę mógł kontynuować biegu bo miałbym wymówkę, żeby go nie kończyć. Taka myśl szybko odfrunęła z mojej głowy. W mgnieniu oka oceniłem straty i podniosłem swoje cielsko z brukowanej ulicy aby z grymasem na twarzy ruszyć odzyskać stracone sekundy.

Bolało, nie powiem. Kolano na szczęście najmniej ale ręce ucierpiały najbardziej. Spod złamanego paznokcia powoli sączyła się krew a dłonie w okolicach nadgarstków robiły się fioletowe. Dodatkowo lewym nadgarstkiem za bardzo nie mogłem swobodnie operować. Ale czy to było najważniejsze w tamtej chwili? Oczywiście, że nie! Najważniejsze były uciekające sekundy i rywale. Już po kolejnych 300 metrach dogoniłem panie, które tak skutecznie zablokowały mi trasę ale tym razem ominąłem je (choć i teraz wlazły przede mnie) w super szybkim tempie i oddaliłem się na bezpieczną odległość.

Pierwsze kilometry biegu były całkiem spoko. Ciało wchodziło stopniowo na wyższy poziom wysiłku i nie protestowało, że musi się trochę pomęczyć. Głowa też była dość dobrze nastawiona i taka „sielanka” trwała mniej więcej do 4,5 km kiedy trasy obu biegów się rozchodziły. Wtedy właśnie zacząłem żałować, że nie pobiegłem w tym krótszym biegu bo już zacząłem czuć, że moja dyspozycja dnia do najlepszych nie należy.

Do 5 kilometra moja dyspozycja była całkiem niezła. Starałem się nie forsować tempa i trzymać się w towarzystwie biegaczy, którzy podążali moim tempem, a raczej ja ich. W takim towarzystwie przebiegłem chyba ze 2 kilometry kiedy mój kompan osłabł a ja nie zamierzałem zwalniać. Niestety na 7 kilometrze zaczęły się pierwsze problemy. Dopadła mnie kolka przed przepustem pod torami kolejowymi. Na szczęście zaraz za przepustem stali strażacy i rozdawali wodę co mnie trochę uratowało. W tym też miejscu też zaczynał się dość stromy i długi podbieg. 

Rozpocząłem z animuszem ale z założeniem, że będę utrzymywał równe tempo aż do szczytu wzniesienia. Wyszło całkiem przyzwoicie i po osiągnięciu szczytu wzniesienia mogłem rozpocząć sprint w dół. Na początku zbiegania trochę się asekurowałem, żeby nie „zdechnąć” za szybko. Z czasem się rozkręcałem i machnąłem ręką na założenia taktyczne. Pomyślałem sobie, że i tak już biegnę swój własny bieg i raczej rekordów w nim żadnych nie pobiję więc co mi szkodzi zaszaleć. Przez kilkaset metrów utrzymywałem bardzo wysokie tempo w granicach 3:50 – 4:00 na minutę.

Do punktu z wodą dobiegłem już z bólem pod żebrami. Dopadła mnie potężna kolka i nawet przejście do spaceru i dwa kubki z wodą nie były w stanie jej zniwelować. Ze spaceru przeszedłem do marszu a potem do coraz szybszego truchtu aby po mniej więcej 100 metrach zacząć znowu biec. Niestety, tempo już rewelacyjne być nie mogło. Nogi były w bardzo dobrej kondycji ale niestety reszta organizmu nie dawała rady. Jeszcze jedno przejście do truchtu zaliczyłem około 13,5 km ale jak tylko doszedłem do siebie to postanowiłem wrzucić ostatni szybki bieg bez względu na konsekwencje.

Na 14 kilometrze „pędziłem” w okolicach 4:35 – 4:45. Około 100 metrów przede mną była grupa biegaczy, niestety poza moim zasięgiem. Na szczęście za mną było chyba tylko 2 biegaczy i dzielił mnie od nich dystans ponad 50 metrów. Na ostatni kilometr rzuciłem to co miałem w zanadrzu.

Ten ostatni kilometr prowadził po uliczkach ścisłego centrum Niepołomic w kierunku mety na Zamku w Niepołomicach. Pierwsze 500 metrów utrzymywałem dystans za goniącymi mnie rywalami ale już ostatnia 500-ka to „sprinterski” finisz. Rywale mnie goniący nie dali rady i na ostatnią prostą wbiegałem samotnie. Spiker prze mikrofon powtórzył kilka razy, że „do mety zbliża się Izydor, jeszcze kilka metrów i Izydor Nowakowski z Wieliczki jest na mecie – gratulujemy!”. To było bardzo miłe zakończenie moich zmagań w tym dniu.

Przebiegając przez strefę mety kątem oka spojrzałem na zegar. 1:11:18 – tyle udało mi się dostrzec. Przebiegłem linię mety, złapałem butelkę wody i padłem na bruk…

… ze zmęczenia? Czy ja wiem… Owszem, finisz mnie trochę kosztował zdrowia, ale nie żeby aż przybić mnie do podłoża. W tamtej chwili cieszyłem się z ukończenia biegu, ale byłem całkowicie niezadowolony z czasu i stylu w jakim to osiągnąłem. Było mi po ludzku wstyd samemu przed sobą, wstyd, że nie przyłożyłem się do osiągnięcia lepszego rezultatu mając ku temu możliwości.

Szybki rachunek sumienia miałem już za sobą. Podniosłem się i powędrowałem odebrać medal i pakiet regeneracyjny. I tu kolejna miła niespodzianka. Otwieram reklamówkę a tam: banan, drożdżówka i jabłuszko

Szybko doszedłem do siebie i już po kilku minutach spacerowałem w kierunku auta. Nie maiłem zamiaru jednak od razu wracać do domu tylko chciałem napstrykać trochę zdjęć komórką, żeby była jakaś pamiątka oraz niezbite dowody moich męczarni.

Tak oto zakończył się NIDEC IX Bieg w pogoni za żubrem o Puchar Burmistrza Miasta Niepołomice.

Osobiście nie zaliczę tego biegu do udanych. Nie chodzi to nawet o wynik, bo ten do najgorszych nie należał i gdzieś poniekąd wpisywał się na etap treningowy, na którym się aktualnie znajduję.

W klasyfikacji generalnej uplasowałem się na 101 pozycji z czasem netto 01:11:06.

Cieszę się z uczestnictwa w tym biegu ponieważ atmosfera była rewelacyjna. Limitowana liczba uczestników gwarantowała dość kameralny charakter imprezy. Organizatorzy dołożyli wszelkich starań, żeby uczestnicy mieli to, co potrzeba i w 100% udało im się. Zawiedli kibice, których na trasie biegu można było spotkać tak często jak wiewiórki w lesie. Jedyny wyjątek to grupa dopingowa zlokalizowana na około 300 metrów przed metą – ci dodawali na prawdę „powera” dopingiem na tym ostatnim odcinku przed metą.

Jestem świadomy jak dużo jeszcze mam do zrobienia, żeby w pełni czerpać satysfakcję z biegania. Tymczasem jeszcze na koniec pstryk do archiwum i do następnych zawodów 🙂

Może zajrzysz też tutaj