5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Piąta edycja imprezy organizowanej w Krakowie od 2014 roku, na zakończenie sezonu biegowego. Niewątpliwą atrakcją jest lokalizacja mety – w TAURON Arenie Kraków. PZU Cracovia Półmaraton Królewski stwarza szansę na zmierzenie się z długą trasą, prowadzącą wśród zabytków i malowniczych uliczek Krakowa.

Start w 5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski miał być z założenia rewanżem za nieudany występ podczas czwartej edycji Półmaratonu Królewskiego. Dlaczego rewanżem? Bo mój debiut w 2017 roku w tej imprezie był niewypałem i kompletną klapą. Mój bieg tak na prawdę zakończył się wówczas w okolicach 4-5 km kiedy zakwasiłem mięśnie narzucając sobie zbyt szybkie, abstrakcyjne tempo. Wtedy dałem się podpuścić znajomym biegaczom z neta, którzy zapowiadali buńczucznie życiówki. „A ja to co? Ja też polecę na życiówkę!” – takie było moje podejście i założenie u podstaw. Niestety, brak odpowiedniego przygotowania, niekorzystne warunki atmosferyczne i brak planu na bieg doprowadziły do katastrofy.

W tym roku nie snułem jakichkolwiek planów związanych z tym biegiem głównie z przyczyn poza sportowych. Niestety, życie prywatne i zawodowe czasem daje tak mocno w kość, że wszelkie inne sprawy schodzą na dalszy plan. I tak to w odróżnieniu od przygotowań do innych startów, tym razem nie było niczego, co chociaż w ułamku procenta można by porównać do celebracji święta biegowego. Moje myśli były daleko, daleko od tras biegowych, od tego zgiełku, od rej cudownej atmosfery. Ja myślami byłem zupełnie gdzie indziej.

Na 5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski zapisałem się dość wcześnie. W sumie jednego dnia poukładałem swój kalendarz biegowy na drugą połowę 2018 roku i opłaciłem wpisowe we wszystkich zaplanowanych imprezach. 5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski nie był dla mnie imprezą docelową, a za takową obrałem sobie 12. PZU Bieg Trzech Kopców. Żeby nie zniekształcić rangi tego biegu w moim kalendarzu, to muszę zaznaczyć, że półmaraton w Krakowie był dla mnie ważnym wydarzeniem, choć inne imprezy miały wyższy priorytet.

Zapisy 5.PZU Półmaraton Królewski

Po ukończeniu 36. PKO Wrocław Maraton oraz 12. PZU Bieg Trzech Kopców zabrałem się za przygotowania do 5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski. Czasu miałem mało, a w planach treningowych widniały głównie wolne dni i odpoczynek. Zastanawiałem się czy taka duża doza relaksu ma sens i jaki będzie to miało wpływ na moją formę na bieg w półmaratonie

Tydzień przed startem w 5. PZU Cracovia Półmaratonie Królewskim przebiegał głównie na nastrajaniu się psychicznie do udźwignięcia ciężaru wyzwania, jakie będzie mi towarzyszyć podczas półmaratonu. Poprzednie starty nie dały mi jednoznacznej odpowiedzi czy jest forma biegowa i nadzieja na dobry rezultat czy też nie. Fizycznie czułem się dobrze, psychicznie nie.

Po pakiet startowy do Tauron Areny w Krakowie udałem się z moimi wspaniałymi dziećmi. Zresztą tego dnia prawie cały czas były ze mną, z czego się bardzo cieszyłem.

5.PZU Półmaraton Królewski

Moje dzieci dodatkowo aktywnie włączyły się w akcję charytatywną. Moja córeczka – najmłodsza uczestniczka akcji namiętnie podskakiwała na trampolinie, a mój wspaniały syn kręcił pedałkami trenażera dokładając tym samym kilkaset metrów do puli.

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Nie obyło się oczywiście bez pozowania na „ściance”:

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

No ale przyszliśmy po pakiet startowy, a jego zawartość wyglądała następująco:

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski5.PZU Półmaraton Królewski

Dodatkowo, pani wydająca mi worek z pakietem, była na tyle uprzejma, że dosypała całą garść pysznych cukierków, co oczywiście nie umknęło uwadze moich czujnych towarzyszy, którzy zgodnie wyciągnęli swoje małe rączki po cukiereczki 🙂

Resztę popołudnia spędziłem z dzieciakami na trampolinach w 300frayda.

300frayda.pl300frayda.pl

Wieczorem, kiedy dzieci znużone całodzienną aktywnością poszły spać do swoich łóżeczek, mogłem oddać się przygotowaniom przedstartowym. Nie towarzyszyły tej „ceremonii„większe emocje czy ekscytacja. Po prostu wiedziałem, że muszę się spakować dzień wcześniej, aby następnego dnia rano jeszcze raz wszystko sprawdzić 🙂 Co do sprzętu startowego to od dawna nie mam wielkiego wyboru i startuję praktycznie w tym, w czym mam i czuję się komfortowo. Drobną zmianą jest zamiana przylegających spodenek na zwykłe spodenki do biegania. Reszta ja na załączonym obrazku:

Ubiór startowy półmaraton
Przyszedł jeszcze czas na analizę trasy, która była według moich pobieżnych oględzin ciekawsza niż w poprzednim roku.

NA GORĄCO PO BIEGU

Dzień startu.

Po praktycznie nieprzespanej nocy, a dokładniej po niespełna 5 godzinach snu szarpanego karmieniem i utulaniem do snu mojej córeczki zwlokłem się z łóżka około 8:00 rano. Z moich porannych rytuałów pozostało tego poranka jedynie wspomnienie, bo w sumie to wstałem z łóżka dzięki córce, która od kilkunastu minut kręciła się łóżku. Z deszczu pod rynnę można by śmiało powiedzieć. Zamiast porannej kawy – poranna kaszka, zamiast sprawdzania neta – przegląd bajek na youtube. Do naszej dwójki za chwilę dołączył mój synek i trzeba się nim było również zająć.

Nie byłem ani trochę zły na tą sytuację, bo pomimo zmęczenia, wiedziałem, że moja żona ciężko pracowała i potrzebuje odpoczynku. Jej sielanka się skończyła, kiedy oboje dzieci wparowały do sypialni z radosnym powitaniem 🙂 Była prawie 9:00 rano a ja byłem w czarnej d… z przygotowaniami. Szczerze, jak nigdy dotąd nie byłem spakowany! Ba! Nawet nie wiedziałem, czy to co przygotowałem w pośpiechu i po ciemku zeszłej nocy jest kompletne! Totalny chaos… 🙂

O 8:45 zdałem sobie sprawę, że to nie żarty i zmobilizowałem rodzinę, żeby zajęła się sobą. W niecałe pół godziny spakowałem się, ogarnąłem, pożegnałem z rodziną i w pośpiechu wybiegłem z mieszkania na autobus. Po kilku minutach siedziałem już w 304. Naprzeciw mnie usiadła dziewczyna z przypiętym na koszulce numerem startowym, a po chwili dosiadł się do nas chłopak – jak się okazało później – jej mąż. Nawiązaliśmy rozmowę, ale nasza wycieczka nabrała nieoczekiwanego przebiegu.  Centrum Krakowa, ze względu na bieg było częściowo zablokowane więc również autobusy musiały jeździć objazdami. Dojechaliśmy do Dworca Głównego i biegiem dotarliśmy na przystanek tramwajowy w podziemiach Galerii Krakowskiej. Do startu pozostało niespełna 25 minut więc postanowiłem się częściowo przygotować na peronie.

Wsiedliśmy w pierwszy nadjeżdżający tramwaj, aby dostać się do Ronda Mogilskiego, a jak już tam dojechaliśmy, szybko przemiesiliśmy się na przystanek tramwaju jadącego pod Tauron Arenę. Czas upływał nieubłaganie., ale nie było paniki, nie było nerwów, stresu, histerii. Zaakceptowałem fakty takimi jakie są. Coś czułem, że cała ta sytuacja przyniesie mi więcej pożytku niż szkody. 

Wysiedliśmy z tramwaju, a do startu pozostało niespełna… 15 minut. Uśmiechnąłem się do siebie na myśl, że muszę jeszcze się przebrać, „nasmarować”, spakować i dostać się do depozytów po czym wrócić do strefy startu i znaleźć odpowiednie miejsce dla siebie. Kompletne science fiction!!! Moi współtowarzysze mieli ze sobą ubrania, które zamierzali porzucić przed startem, ale zaproponowałem, że wezmę ich ciuchy i po biegu im oddam. Zapakowałem rzeczy do plecaka i pobiegłem do Tauron Areny aby się przebrać i poszukać depozytów. Wszystko działo się błyskawicznie, a czas uciekał nieubłaganie.

Dotarłem do Tauron Areny, znalazłem miejsce aby się szybko przebrać i „nasmarować” po czym biegiem ruszyłem do depozytów. Po oddaniu worka patrzę na zegarek, a tam 10:56! Pomyślałem z dużą dozą sarkazmu: „jest dobrze!” i ten sarkazm wywoływał najszczerszy z możliwych uśmiechów na mojej twarzy.

Do strefy startowej miałem jakieś 300 metrów i nawet nie patrzyłem, gdzie mam stanąć tylko po szybkim zlokalizowaniu flag z czasami wpakowałem się przez barierki w tłum oczekujących na start biegaczy. Spojrzałem na zegarek: 10:58:45! Coś pięknego! Rozgrzewkę miałem sytuacyjno – rewelacyjną!!! Mało tego! W drodze do strefy startowej udało mi się jeszcze dwa razy regulować wiązanie butów! Wierzcie mi lub nie – to wszystko z najszczerszym uśmiechem na twarzy!!!

Kiedy już ustawiłem stoper w zegarku do startu, słyszę głos pana Zimocha: „odliczmy: 10, 9…. 3,2,1… START”!!!

START!!!

Tłum biegaczy ruszył, a ja wśród niech! Bardzo szybko w głowie układałem sobie taktykę na bieg, choć nie łatwo było się skupić, bo strefa startowa spowita była dymem po petardach i pirotechnice. Śmierdziało, zatykało nos i osłabiało widzenie ale było fajnie! 🙂

4:55 przez pierwsze 4-5 km a potem schodzimy w dół” – tak to sobie zaplanowałem. No i moje plany zweryfikował „asfalt„, który w tym dniu – ku mojemu zaskoczeniu – nadawał się do biegania rewelacyjnie. Co więcej, już po przebiegnięciu 2 km wiedziałem, że mój wybór butów na ten bieg był trafiony. Krok był długi, miarowy i biegło mi się bardzo lekko. Z drugiej strony zastanawiałem się jak długo potrwa ta sielanka?

Tempo 4:55 udało mi się utrzymać przez pierwsze 2 km. Potem nogi zaczęły dyktować warunki. Trudnym odcinkiem był fragment trasy ulicą Ofiar Dąbia i most na Wiśle, gdzie było wąsko i akurat sporo biegaczy „odpadała” na lekkim podbiegu co uniemożliwiało utrzymanie rytmu. Na szczęście to był krótki odcinek i po zbiegnięciu z mostu zrobiło się dość szeroko.

Zerknąłem na zegarek po przebiegnięciu 3 km – 4:25. Myślę sobie: „ho ho! To zdecydowanie za szybko! Chłopie zwolnij!!!” Ale nogi już były rozpędzone i tego „pociągu” w dniu dzisiejszym nie byłem w stanie zatrzymać.

Na 4 km stoper pokazał mi czas 4:32, na 5 km 4:30, na 6 km 4:33 i w sumie na 6 kilometrze podświadomość zdecydowała, że to koniec spoglądania na zegarek. Noga podaje, jest świeżość, jest siła, jest serducho do walki, jest wszystko, czego potrzeba do osiągnięcia dobrego wyniku!! Dlatego nie nękaj mózgu danymi statystycznymi tylko posłuchaj serducha i kontroluj oddech oraz to co się dzieje dookoła!!! Tak sobie pomyślałem i tak zrobiłem!!! Biegło mi się świetnie na tym etapie, w głowie poukładałem sobie elementy trasy na 2-3 km do przodu i po prostu czerpałem przyjemność z biegania!!! 

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Podczas tego biegu czułem się absolutnie fantastycznie od strony mentalnej! Od samego początku nic nie układało się tak jak do tej pory, a ja mimo to kwitowałem każdą negatywną sytuację uśmiechem i szedłem dalej! Wbiegając na Błonia dokładnie wiedziałem czego się spodziewać,  choć miałem chwilę zawahania, czy aby na pewno moje tempo jest właściwe kiedy po przeciwnej stronie w odległości około 600 – 700 metrów mijałem baloniki na 1:40:00. To była tylko chwila, która nie wpłynęła na moje podejście do dalszego biegu.

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Kilometry uciekały jak szalone, a moje nogi były cały czas w dobrej dyspozycji, tak samo jak moja głowa. O nierozłącznej współpracy głowy i ciała w kontekście chęci osiągnięcia sukcesu pisałem przy okazji relacji z 36 pko Maraton Wrocław.

Wielkimi krokami zbliżałem się do ścisłego centrum miasta i do Rynku krakowskiego. Z profilu trasy wynikało, że będzie tam prowadził lekki podbieg. Do tego trasa po opuszczeniu alei Trzech Wieszczów z asfaltu zmieniała się na bruk i płyty chodnikowe. Minąłem hotel Sheraton, potem po kilkudziesięciu metrach zakręt w lewo w alejki prowadzące w cieniu drzew do ul. Wiślnej, a na końcu ul. Wiślnej… Rynek Główny! Co prawda trasa nie wiodła dookoła Rynku, ale fragmentem południowym. Nie wiem skąd wzięła się dodatkowa moc w moich nogach, ale po wbiegnięciu na płytę Rynku Głównego moje tempo wzrosło do 4:15/km! Tak wysokie tempo utrzymało się praktycznie do końca ul. Grodzkiej.

Myślę, że wtedy niosły mnie pozytywne emocje, uskrzydliła mnie publiczność, która może nie dopingowała zbyt żywiołowo, ale po prostu tam była. Oklaski, okrzyki, wsparcie – to się bardzo pozytywnie odbiera podczas zawodów i to na pewno dodaje energii! Przynajmniej tak było w moim przypadku 🙂

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

16 km przypadł tuż po wbiegnięciu na bulwary wiślane. Wtedy pojawił się w głowie pierwszy „rachunek sumienia” tzn. analiza, kalkulacja i projekcja zdarzeń. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że tempo, jakie sobie narzuciłem jest na granicy moich możliwości i że może nadejść chwila, kiedy nogi odmówią posłuszeństwa. Głowa była w zupełności w porządku i to głowa wcieliła się w rolę serca i podpowiadała, że warto zaryzykować mimo wszystko. Głowa również zabroniła mi spoglądać na zegarek! Posłuchałem, bo doskonale wiedziałem, że jak zobaczę czas to zacznę zupełnie zbędną analizę bilansu zysków i strat i na mecie będę sobie pluł w brodę, że dałem się podkusić. Nie patrzyłem na zegarek do samej mety.

Bulwary wiślane zawsze mi się kojarzyły z monotonią i nie zawiodłem się… niestety. Bieg pod coraz mocniej operujące słońce po rozgrzanym asfalcie chodnika i to na dość dużym zmęczeniu nie należał już do przyjemnych. W głowie pojawiła się projekcja odcinka 5 km jaki mi pozostał do mety. Był trochę za długi na dokładne osadzenie go w wielickich realiach, ale coś tam mi się udało, także dwóch kolejnych kilometrów praktycznie nie pamiętam.

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Znacznik 18 km praktycznie kończył wycieczkę po bulwarach, ale też rozpoczynał najtrudniejszy odcinek półmaratonu. Wydawać by się mogło, że 2 km to mało. Rzeczywiście, to żaden dystans, żadne wyzwanie, żaden problem o ile w nogach nie ma się już 18 km na najwyższych obrotach a najtrudniejszy odcinek dopiero ma się rozpocząć. Dlaczego najtrudniejszy? Przede wszystkim między 19,5 km a 20 km był wydawało by się lekki podbieg. Podbieg ten widać było już po wbiegnięciu na 19 km i w oczach wycieńczonego biegacza wyglądał jak wspinaczka na Rysy. Mi nie pozostało nic innego, niż zmierzyć się z tą „górą” i spróbować powalczyć na zbiegu wiodącym do mety. Żałuję tylko, że nie wziąłem kubeczka z wodą na 19 km i myślę, że gdybym to zrobił, mój czas na mecie byłby o co najmniej 10 -15 sekund lepszy. Dlaczego? Woda by wypełniła żołądek, a tak był pusty i niestety tuż na początku podbiegu złapała mnie kolka, która bardzo szybko zmieniła się w skurcz mięśni brzucha.

Zatrzymywać się nie miałem zamiaru i jedyne co mi przyszło na myśl, to zmiana nastawienia z cierpiętniczego na pozytywne. Niestety, okres walki ze skurczem miał wpływ na zwiększone zakwaszenie organizmu w tym przede wszystkim nóg co spowolniło moje tempo odpowiednio o 20 sekund na 20 km i o 10 sekund na 21 km.

Na zbieganiu niewiele nadrobiłem bo zmęczenie było dość spore. Rosnący w oczach budynek Tauron Areny dodawał jednak sił, a raczej wydobywał absolutne zapasy sił, aby powalczyć na końcówce. Na 20 km miałem serdecznie dość biegu, ale uśmiechnąłem się do siebie i dodałem otuchy, że to nie 1 km i 100 metrów tylko 1100 metrów do mety, to jedno kółko w parku w Wieliczce, to 2 kółka po bieżni, to już tak blisko, że szkoda by było cały piękny trud dzisiejszego biegu zniweczyć poddając się w samej końcówce.

Choć w nogach sił było na prawdę niewiele to zacząłem walczyć! Miałem takie dziwne wrażenie, że ja biegnę a dystans do ostatniego zakrętu w kierunku Tauron Areny wcale się nie zmniejsza. Do tego zaczęło mnie sporo biegaczy wyprzedzać. To była cena za ostre tempo biegu…

Zbliżałem się do tunelu prowadzącego do wnętrza Tauron Areny i jeszcze nie wbiegłem do ciemnej hali, a przed oczami już miałem ciemność 🙂 200 metrów dzieliło mnie od mety i na te 200 metrów, no może na 150 „odpaliłem petardę” w czym mi niewątpliwie pomogła uczestniczka półmaratonu finiszująca obok mnie. Gdy zobaczyłem, że ona zaczyna przyspieszać postanowiłem podczepić się pod nią i również wbiec na metę w diabelsko szybkim tempie. Niestety koleżanka odjechała mi troszkę na jakieś 10 metrów i choć GPS tego nie zarejestrował poprawnie to moje tempo na ostatnich 100 metrach wynosiło poniżej 3:50/km! Biegłem jak szalony, do odcięcia i ku mojemu zdziwieniu na dość lekkich nogach 🙂 Żeby jednak nie było tak słodko, tą szaleńczą końcówkę odchorowywałem jeszcze przez kilka minut walcząc o stabilizację oddechu 🙂

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Mijając linię mety spojrzałem na oficjalny zegar umieszczony toż przy linii końcowej. Wskazywał on czas 1:38:40. Pierwsza myśl, to taka, że się nie udało pobić rekordu życiowego. Jakoś nieszczególnie się tym faktem przejąłem i wyłączyłem stoper a ten poinformował mnie, że właśnie pobiłem swój rekord życiowy w półmaratonie. Ok, pomyślałem, że nieoficjalnie mogę bić rekordy co miesiąc, ale czy wynik oficjalny będzie życiówką czy nie, na tą informację musiałem jeszcze poczekać.

Przebiegnięcie mety i wyjście z drugiej strony hali Tauron Areny to była dosłownie chwila i niewiele pamiętam z tego okresu, bo dochodziłem do siebie po sprinterskiej końcówce. Kiedy już wyszedłem, jeszcze raz spojrzałem na stoper i w moich oczach pojawiły się delikatne łezki szczęścia: 1:37:58! Ależ to byłoby piękne, gdyby to był oficjalny czas półmaratonu – pomyślałem i w tej małej euforii poszedłem najpierw odebrać medal, a potem po wodę, izotonik i po jedzenie.

Po spożyciu dość przeciętnego niestety posiłku udałem się szybko do depozytu po swoje rzeczy. Ciekawość mnie zżerała, czy otrzymałem już sms’a z oficjalnym czasem biegu. W hali depozytów jeszcze nie było tłoku i swój worek dostałem do ręki… zanim pojawiłem się w swojej strefie 🙂 Brawo dla wolontariuszy!!! Jak wspomniałem, na hali depozytów tłoku nie było i mógłbym się spokojnie przebrać, jednak postanowiłem wrócić na strefę mety w stroju w jakim biegłem i przebrać się po uwiecznieniu mojego startu w 5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski aparatem fotograficznym.

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski5. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Gdy już się obfotografowałem, zadzwoniłem do dziewczyny poznanej w autobusie, żeby jej i jej mężowi oddać rzeczy. W międzyczasie patrzę na komórkę a tam sms od organizatora biegu a w nim informacja o następującej treści:

5. PZU CRACOVIA, Twoj czas netto 01:37:48, 1076 miejsce Open M, 281 miejsce M40, gratulujemy, wiecej na http://live.sts-timing.pl/cp2018/

JEST !!! JEST !!! JEST !!!

Jest życiówka !!! AAAAAAAA !!!!

Uniosłem ręce w górę ze szczęścia i chciałem krzyczeć ale nie dałem rady ze zmęczenia!!! To była piękna chwila!!! Serducho zaczęło mi bić na prawdę mocno i szczęście i pozytywna energia wręcz wylewały się ze mnie hektolitrami!! To była niesamowicie wspaniała wiadomość tego dnia!!! Super, po prostu super!!!

Wyniki 5.PZU Półmaraton Królewski

Mojemu szczęściu nie było w tamtej chwili końca 🙂 No nawet najpiękniejsze chwile nie trwają wiecznie 🙂 Po kilku minutach udało mi się spotkać z parą z autobusu i wspólnie ruszyliśmy na przystanek w kierunku Wieliczki, gdzie dotarliśmy po kilku przesiadkach po ponad godzinie 🙂 Ale w międzyczasie bardzo fajnie nam się rozmawiało, a do konwersacji o bieganiu dołączyły inne osobny, które również startowały w dzisiejszym półmaratonie. Atmosfera święta można by śmiało powiedzieć.

Dom na moje przybycie stał pusty, bo moja żona korzystając z przepięknej pogody zabrała dzieci do parku. Miałem chwilę dla siebie. Miałem chwilę na nacieszenie się swoim sukcesem i oczywiście na analizę biegu 🙂 Na gorąco pojawiły się w mojej głowie opcje, na którym odcinku trasy mogłem pobiec szybciej albo bardziej efektywnie. Szczególnie końcówka biegu spędzała mi sen z powiek. Jednak to wszystko skwitowałem jednym stosownym podsumowaniem – zrobiłem więcej aniżeli spodziewałem się zrobić wychodząc rano na zawody! Jestem z siebie dumny!

Wspomnienia po 5. PZU Cracovia Półmaratonie Królewskim są nadal we mnie żywe, niemalże jak te, po 17. PZU Cracovia Maratonie Królewskim sprzed roku. Pobiegłem sercem, pobiegłem głową i z głową, nie spaliłem się, nie szarżowałem tylko przez całą trasę słuchałem organizmu i pod jego dyktando regulowałem tempo biegu. Co może dobitnie o tym świadczyć to fakt, że praktycznie nie piłem wody, czy izotoników i w sumie jak 200 ml nazbierałoby się podczas całego półmaratonu to max. Dlaczego? Bo organizm wręcz odradzał nadmierne nawadnianie, jedynie co to nawilżenie ust, dwa łyki wody i do przodu! To funkcjonowało świetnie! Czy coś bym zmienił? Nie!

Bieg był wg. mojego odczucia bardzo dobrze przebiegnięty. Chaos na starcie, brak czasu na popraną rozgrzewkę czy brak snu w przeddzień biegu mogłyby być argumentem, dlaczego mi się nie udało pobić rekordu życiowego. W dniu dzisiejszym jednak wszystkie, ale to dosłownie wszystkie negatywne emocje zamieniły się na pozytywne i z podwójną siłą popychały mnie ku mecie. Głowa potrafiła skupić się wyłącznie na bieganiu i współgrać idealnie z resztą ciała, nogi przepięknie podawały i aż miło było mi się wsłuchiwać w muzykę butów uderzających rytmicznie o podłoże. Co jednak najważniejsze, przez niemal cały bieg towarzyszył mi uśmiech na ustach, a z samego biegu podczas zawodów czerpałem dziką, nienasyconą, niekłamaną i szczerą satysfakcję !!!

W tym roku jeszcze dwa starty ale już na krótszych dystansach. Fajnie by było pobiec Królewską Triadę Biegową po raz trzeci z rzędu, ale mam zupełnie inne priorytety biegowe na 2019 i niestety na maraton w Krakowie już zabrakło miejsca. Może, jeśli pozwoli zdrowie, skuszę się Bieg Trzech Kopców, ale o tym zdecyduję dopiero za jakiś czas. Dziś świętuję swój wspaniały sukces!!!

Wisienką na torcie jest skompletowanie Królewskiej Triady Biegowej drugi rok z rzędu 🙂

Królewska Triada Biegowa Królewska Triada BiegowaKrólewska Triada Biegowa

Pozdrawiam!!!

Może zajrzysz też tutaj