4Rest Run – Niepołomice 20.09.2020

4RestRun – bieg po przepięknych ścieżkach Puszczy Niepołomickiej, blisko natury a zarazem daleko od asfaltu, chodników i przetartych szlaków biegowych miejskiej dżungli.
W tym roku sytuacja epidemiczna wymusiła zmianę formuły rozgrywania zawodów. Zawody rozegrane zostaną w formule indywidualnej na 5 i 10 km, jedynie na dystansie 10 km zostanie zachowana klasyfikacja drużynowa, znana z poprzednich edycji, jednakże bez podziału na drużyny K, M i MIX. 
Epidemia COVID-19 strasznie przetrzebiła kalendarz biegowy, a bliskość Niepołomic, rozsądna opłata startowa i możliwość rywalizacji i sprawdzenia się sprawiły, że zapisałem się na te zawody.

Pewnego dnia wieczorem, gdy dzieci już poszły spać, przeglądałem Facebook’a i wyświetliła mi się informacja o otwarciu zapisów na 4Rest Run w Niepołomicach. Coś mi zaczęło świtać w głowie o formule biegu sprzed roku, gdzie była sztafeta 4 x 10 km i byłem na dobrej drodze do porzucenia tego „projektu”, ale coś mnie tknęło, żeby się jednak zainteresować. Myślę, że pandemiczny brak zawodów, rywalizacji, spotkania z ludźmi podświadomie popychał mnie do zagłębienia się w szczegóły dotyczące biegu. I tak zatopiłem się w lekturze….

Pierwsza istotna dla mnie informacja, to możliwość startu indywidualnie. Przecież nikt raczej by mnie do drużyny nie zapraszał wiedząc, że mam dość słabą życiówkę w granicach 43 minut. Zresztą wcale się na bieganie drużynowe nie nastawiałem. Druga rzecz, co przykuła moją uwagę, to lista sponsorów 🙂 nie dość, że już na początku były to uznane marki, to jeszcze było ich sporo, co mogło być odzwierciedlone w postaci fajnych pakietów startowych. Po trzecie, przystępna opłata startowa. 50 zł za bieg na 10 km to rozsądna cena.

Nie zastanawiałem się za długo, choć rozważałem bieg na 5 km. Jednak jak pomyślałem, że będę spędzał pół dnia w Puszczy Niepołomickiej tylko po to, żeby pobiegać 20 minut, to zdecydowałem się na dłuższe deptanie po ścieżkach. 10 km to fajny dystans i właśnie na niego się zdecydowałem.

O bieganiu w drużynie nie myślałem i byłem zaskoczony, jak mój kolega z #AdamCzerwińskiTeam, Darek poinformował mnie, że on dołączył wraz z Piotrkiem z #ACT i czekają, aż się Ania zapisze. No i po kilku dniach stało się – mieliśmy 4 osobowy team na 4Rest Run!

Do Niepołomic nie wybierałem się sam. To od początku planowany był wyjazd rodzinny i tylko pogoda mogła pokrzyżować te plany. Na szczęście pogoda dopisała, było ciepło, słonecznie i aż grzechem by było nie skorzystać z tej przepięknej aury na zakończenie lata.

Równo o 10:00 rano wyjechaliśmy z domu, aby dotrzeć na miejsce po niespełna 30 minutach. Żonę i dzieciaki wysadziłem nieopodal strefy startowej, a ja pojechałem na odległy o 1 km parking. Gdy wróciłem do strefy zawodów, moje dzieciaki już były zwarte i gotowe na odkrywanie leśnych szlaków rowerkami.

Do startu była jeszcze ponad godzina więc każdy poszedł w swoją stronę: dzieciaki z mamą do lasu, a ja po pakiet startowy i na przygotowania.

źródło: 4Rest Run / Facebook

W kolejce po pakiet spotkałem Darka oraz naszego trenera, Adama Czerwińskiego, który, ku mojemu zaskoczeniu, startował w dzisiejszym biegu. Zapytałem Adama, dlaczego nic nie mówił, że startuje? Przecież byłbym pierwszą osobą, która oddałaby miejsce w drużynie, żeby pozostali mogli osiągnąć lepszy wynik drużynowo. Adam powiedział, że tak zaplanował i że nie miał zamiaru tego zmieniać. On biegnie dla siebie i będzie nam mocno kibicował. Trochę szkoda, bo z Adamem w składzie na pewno szanse na podium byłyby realne. 

źródło: 4Rest Run / Facebook

źródło: 4Rest Run / Facebook

Bieg w drużynie trochę mi pokrzyżował plany obijania się na trasie. Indywidualnie można sobie biegać jak się chce, ale w drużynie przecież jest inaczej. Tym bardziej trochę czułem się niekomfortowo, że biegnę jako najsłabszy w teamie. Jedyne co mi pozostało, to walczyć o każdą sekundę, aby właśnie ta sekunda słabości na trasie nie okazała się decydująca.

Do rozpoczęcia zawodów pozostało ze 30 minut, kiedy zaczęliśmy team’ową rozgrzewkę. Potem jeszcze chwila koncentracji, uściski z dzieciakami i poszedłem do strefy startowej.

źródło: 4Rest Run / Facebook

źródło: 4Rest Run / Facebook

Pierwsza grupa zawodników i zawodniczek startujących na 10 km ruszyła z delikatnym poślizgiem po godzinie 12:00. Grupa, w której ja startowałem, ruszała 2 minuty później. Razem ze mną startowała Ania z naszej drużyny. Marne to było pocieszenie dla mnie, bo Ania jest szybsza ode mnie, więc i ona nie mogła na mnie liczyć (czy w ogóle brała to pod uwagę?!), ani ja nie mogłem jej towarzyszyć na dłuższym dystansie.

Stanęliśmy z Anią na samym przodzie, ona, jak sama powiedziała, nie lubi się przepychać na starcie i tracić cenne sekundy; ja dotrzymywałem jej towarzystwa i po cichu liczyłem, że dzisiaj będę miał błysk formy i końskie zdrowie na osiągnięcie dobrego rezultatu. Zapytałem Ani, jaką ma taktykę na bieg: „na maxa, jak szybko się da!” odpowiedziała. Ja aż taki optymistyczny nie byłem, a moja pewność siebie i swoich możliwości raptownie się skurczyła

Sekundy upływały nieubłaganie i zanim się obejrzeliśmy, trzeba było wystartować.

źródło: 4Rest Run / Facebook

I kilka minut po 12:00 ruszyliśmy na trasę! To, że ustawiliśmy się na przedzie stawki dało nam szansę biec swoim tempem i nie być zmuszonymi przebijać się między wolniejszymi biegaczami. Z drugiej strony, ryzyko było takie, że nogi poniosą i tempo początkowe będzie za szybkie. Niestety, opcja nr. 2 się ziściła… Ania popędziła w tempie poniżej 4’/km a ja ambitnie chciałem jej dotrzymać towarzystwa. Zanim się obejrzałem, minęliśmy 1 km a moje tempo wyniosło 4:06/km! „O rety…!” pomyślałem….

Ania zniknęła za zakrętem a ja zwolniłem tempo biegu przeczuwając, czym mogłaby się skończyć taka gonitwa. Tempo spadło do 4:30/km ale i teren zrobił się bardziej pagórkowaty. Do tego trzeba dodać, że warunki do biegania do optymalnych nie należały: duża wilgotność, słońce i dość wysoka temperatura. To wszystko nie sprzyjało bieganiu po rekordy życiowe – przynajmniej w moim przypadku.

Trasa wiodąca leśnymi duktami, choć malownicza, to trochę mi się zaczęła dłużyć, przez co częściej zerkałem na stoper. Tempo na 4 i 5 km było dość wysokie bo w okolicach 4:17, ale też samopoczucie niezłe. 

5 km trasy to koniec pierwszej pętli i punkt z napojami. Byłem tak zgrzany, że nie mogłem doczekać się wodopoju. Złapałem kubeczek i w marszu wypiłem zawartość odpoczywając kilkanaście sekund.

Na drugą pętlę wbiegałem zmotywowany, żeby przynajmniej zachować dotychczasowe tempo, bo nie biegłem tylko dla siebie, ale też pracowałem na wynik drużyny. Na początku 6 km podczepiłem się pod innych biegaczy i tak „wiozłem się” na ich plecach ponad 2 km. To de facto utrzymało mnie i moje tempo przy życiu, bo zmęczenie, dawało mi się coraz bardziej we znaki. Pomagałem sobie mentalnie, że na mecie czeka na mnie syn i córka, którzy chcieli przebiec ze mną linię mety i nie mogą czekać w nieskończoność 🙂

źródło: 4Rest Run / Facebook

Ostatni km biegłem już na miękkich nogach, mimo, że tempo na kolana nie powalało, bo 4:18 to nie wyścig z rakietą. Ale dzisiejszego dnia to i tak całkiem przyzwoita końcówka.

Na ostatnich metrach nie ścigałem się, choć cały czas pamiętałem, że jedna sekunda może zaważyć o miejscu drużyny w klasyfikacji. Zwolniłem 50 metrów przed metą, wziąłem córkę na ręce, a syn jak rakieta popędził w kierunku mety, myśląc pewnie, że tata ma jeszcze siły i ochotę na ściganie się po przebiegnięciu morderczych, jak dla niego, 10 kilometrów 🙂

źródło: 4Rest Run / Facebook

Dzieciaczki szczęśliwe, choć trochę w szoku, bo po przekroczeniu mety dużo się dla nich działo: spiker non stop coś mówił, ludzie cały czas przebiegali przez linię mety i robili coraz większy tłum, dzieci rozdające medale stanęły przed nami. Widząc to, odebrałem medal za udział w zawodach i opuściłem tą strefę z dzieciakami, które następnie przekazałem ich mamie, a sam powędrowałem po odbiór swoich rzeczy z depozytu.

Po odebraniu swoich rzeczy dołączyłem do reszty biegaczy z #AdamCzerwińskiTeam, którzy już jakiś czas temu przekroczyli linię mety… Zacząłem dopytywać się o wyniki drużynowe, bo indywidualnie wiedziałem, że szału nie było. Zresztą zerknąłem na stoper, który pokazywał czas nieco poniżej 45 minut. W głowie kołatała mi jedna myśl: oby mój wynik nie zdecydował o miejscu poza podium.

O czasach drużynowych dowiedziałem się po kilkunastu minutach, a wiadomość brzmiała, że różnica czasu pomiędzy 3 miejscem na naszą drużyną wyniosła ponad 10 minut! „Masakra jakaś: – pomyślałem. Z drugiej jednak strony poczułem się lepiej wiedząc, że mój najsłabszy rezultat nie miał żadnego wpływu na miejsce drużyny! Mało to pocieszające, ale zawsze lepszy humor. Zresztą humory dopisywały wszystkim z #AdamCzerwińskiTeam szczególnie na „ściance”

Zawody wygrał trener #AdamCzerwińskiTeam  – Adam Czerwiński, a rezultaty pozostałych zawodników były bardzo dobre!

Przed opuszczeniem zawodów jeszcze obowiązkowo musiałem zrobić sobie zdjęcie z bohaterami dzisiejszego dnia: moimi ukochanymi dzieciaczkami!

Wynik zawodów to już tylko i wyłącznie zapis w annałach historii, o której zapewne nikt już tak na prawdę nie pamięta. Czas osiągnięty przeze mnie jest trochę ponad miarę moich możliwości w kontekście wielu aspektów – głównie zdrowotnych, ale zachowam takie rzeczy dla siebie. 

Cieszę się, że udało mi się pobiec poniżej 45 minut bądź co bądź na wymagającej trasie w niezbyt korzystnych warunkach do biegania. Cieszę się, że kibicowały mi moje dzieci i wspólnie przekroczyliśmy linię mety. Cieszę się, że mój wynik dał drużynie 4 miejsce. Cieszę się, że mogłem pobiegać w Niepołomicach.

Do następnych zawodów – kierunek Myślenice i Myślenicki Bieg Uliczny 2020.

Może zajrzysz też tutaj