4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski logo

Czwarta edycja imprezy organizowanej w Krakowie na zakończenie sezonu biegowego. Niewątpliwą atrakcją jest lokalizacja mety – w TAURON Arenie Kraków! Pokonanie dystansu 21 km i 97,5 m w podwawelskim grodzie to znakomite zakończenie sezonu biegowego. Impreza daje szansę na zmierzenie się z długą trasą, prowadzącą wśród zabytków i malowniczych uliczek Krakowa. Wydarzenie spotkało się ze znakomitym odbiorem środowiska biegowego. Pierwsza odsłona PZU Cracovia Półmaratonu Królewskiego została wyróżniona nagrodą Impreza Roku 2014 im. Tomasza Hopfera w kategorii debiut podczas Gali Biegów Masowych w Warszawie. 

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski logo_back

Swój udział w imprezie potwierdziłem rejestracją już 3 maja i był on uwzględniony w terminarzu startów na 2017 rok. Opłatę miałem uiścić w okresie obowiązywania najniższej stawki ale… opłata „uiściła się sama”. Konkretnie mój udział w półmaratonie został opłacony jako nagroda w konkursie, w którym wziąłem udział po ukończeniu 16. PZU Cracovia Maraton.

Konkurs organizowany był na Facebook’u przy okazji celebracji wydarzenia sportowego jakim niewątpliwie był 16. PZU Cracovia Maraton. Skoro jest konkurs, a emocji jeszcze co nie miara to pomyślałem, dlaczego nie spróbować?. Zresztą, tematyka konkursu pozwalała na przelanie emocji, jakie towarzyszyły uczestnikom 16. PZU Cracovia Maraton na papier,

Oto szczegóły konkursu:

16. PZU Cracovia Maraton Pakiet Startowy na Półmaraton

oraz lista laureatów:

16. PZU Cracovia Maraton Pakiet Startowy

W ten o to sposób załatwiłem sobie udział w 4. PZU Cracovia Półmaratonie Królewskim. Oczywiście bardzo się ucieszyłem z faktu otrzymania darmowego pakietu startowego. Zawsze to i grosz w kieszeni i jakaś mała, dodatkowa satysfakcja.

4 Półmaraton Królewski był ostatnim biegiem z cyklu Królewskiej Triady Biegowej – cyklu organizowanego przez Zarząd Infrastruktury Sportowej w Krakowie (ZIS) i był to również ostatni planowany przeze mnie półmaraton w 2017 roku. Dwa tygodnie wcześniej czyli 1 października 2017 po raz pierwszy wziąłem udział w biegu górskim, który również wchodził w skład Królewskiej Triady Biegowej – 11. PZU Bieg Trzech Kopców.

Po niedzielnym 11. PZU Biegu Trzech Kopców przyszedł czas na regenerację. Pierwszy trening zaplanowałem na środę 4 października. We wtorkowy wieczór skrupulatnie poukładałem swoje ubrania biegowe oraz w myślach planowałem sobie jakimi obciążeniami treningowymi się uraczyć. Nagle w środę 4 października żona obudziła mnie o 4:00 nad ranem mówiąc: „ubieraj się, jedziemy do szpitala, wody mi odeszły i będę rodziła„. Z tym budzeniem to trochę przekoloryzowałem ponieważ już od 2:00 nad ranem żona biegała po mieszkaniu pakując swoje rzeczy do walizki i wyprawkę dla nowo narodzonej córeczki co raczej nie pozwalało mi smacznie spać. O 5:00 rano byliśmy już w szpitalu. Niestety nie mogłem zostać z żoną ponieważ w domu został nasz 3,5 letni synek pod opieką teściowej.

Wróciłem do domu, spojrzałem tylko na przygotowane na poranny trening ubranie i położyłem się obok mojego synka na chwilę. Około 7:00 rano zadzwoniła żona mówiąc, że za chwilę będzie rodziła i czy mogę przyjechać. Niestety, byłem już tylko sam z synkiem a dzieciom nie wolno przebywać w szpitalu położniczym więc powiedziałem żonie, że niestety, nie będzie mnie przy porodzie bo mam synka pod opieką. Troszkę mi było przykro z tego powodu, że żona będzie sama rodziła. Po niedługim czasie wstaliśmy, zjedliśmy z synkiem śniadanie, wyszykowałem go i zawiozłem do przedszkola. Z przedszkola już nie jechałem do pracy tylko udałem się prosto do szpitala. Jechałem już bez stresu z myślą, że czeka na mnie żona z małą kruszynką, która niedawno przyszła na świat.

Wszedłem do sali porodowej, a tu niespodzianka – żona jeszcze nie urodziła. Od mojego wejścia na salę do porodu minęło niespełna 30 minut! Moja córeczka Izabela widocznie poczekała na tatę, żeby był przy jej narodzinach! Oczywiście byłem dumny i szczęśliwy a Izabela od pierwszej chwili przyjścia na świat była prześliczna.

Izabela

Ze szpitala wyjechałem po kilku godzinach zostawiając tam żonę i Izabelę. Wróciłem do domu i przez chwilę patrzyłem na strój biegowy czekający żeby w niego wskoczyć. Machnąłem jednak ręką na bieganie w dniu dzisiejszym i oddaliłem się do innych zajęć domowych.

Dwa dni po narodzinach córeczki wróciłem do biegania pragnąc przygotować się jak najlepiej do nadchodzącego półmaratonu. Z perspektywy czasu już wiem, że popełniłem jeden kardynalny błąd w przygotowaniach, a mianowicie zamiast zwolnić, zmniejszyć liczbę obciążeń i ich intensywność to zrobiłem coś zupełnie odwrotnego – cisnąłem na maxa… Człowiek niestety zbyt często podchodzi do pewnych rzeczy zbyt ambicjonalnie i nie docierają do niego informacje, że droga do sukcesu wiedzie tędy i tędy.

Tydzień przed półmaratonem upłynął więc na intensywnym nabijaniu kilometrów z przekonaniem, że dzięki temu zrobi się dobry wynik. Ponadto spotkałem się z kolegą, którego zapoznałem na Instagramie a mianowicie z @vitoss_biega. Do spotkania doszło w sobotę 14 października w Tauron Arenie w Krakowie tuz po godzinie 19:00. Tego dnia miałem zaplanowany odbiór pakietu startowego z samego rana. O swoich planach poinformowałem wszystkich w rodzinie. Na sobotę również razem z synkiem zaplanowaliśmy wyjazd do Inwałd Park gdyż zapowiadała się bardzo dobra pogoda i taka okazja w tym sezonie mogła się nie powtórzyć.

Zapakowaliśmy się z synem do auta i podczas wyjeżdżania z Wieliczki zapytałem go, czy najpierw jedziemy po odbiór pakietu na wielką halę sportową, czy do „dinozaurów„? Mój syn bez zastanowienia wybrał podróż do „dinozaurów” jako priorytetową. Nie lubię co do zasady zmieniać planów, ale synowi nie mogłem odmówić, szczególnie, że czekała nas jeszcze godzinna podróż.

Z Inwałd Parku wyjechaliśmy na niecałą godzinę przed zamknięciem. Mój syn był tak zmęczony, że zasnął w aucie po przejechaniu zaledwie kilku kilometrów. Dojeżdżając do Krakowa już nie jechałem do Tauron Areny po odbiór pakietu startowego tylko do domu, aby zawieźć syna i położyć go spać w łóżeczku. Zaraz po tym wsiadłem w auto i pojechałem do Tauron Areny. Tam też spotkałem się ze znajomym z Instagrama – @vitoss_biega. Ponieważ od jakiegoś czasu wzajemnie śledziliśmy swoje wyniki, postanowiliśmy wspólnie zawalczyć o „życiówki” podczas 4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski. Tuż przed spotkaniem odebrałem swój pakiet startowy oraz… nagrodę 🙂 a jak – za udział w konkursie organizowanym przez firmę kosmetyczną ZIAJA.

Najpierw kilka słów o konkursie. Tematyka konkursu to:

Półmaraton to długi, wymagający dystans do pokonania biegiem 🙂 Wielu z Was będzie pokonywać go po raz pierwszy, wielu pragnie osiągnąć wymarzone wyniki. Wasze organizmy to odczują i po wszystkim będą domagały się odwdzięczenia 😉 Napiszcie w komentarzach pod postem, jak najefektywniej zregenerować ciało i zrelaksować się po takim wysiłku.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski Ziaja

I wyniki:

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski Ziaja wyniki

Nagrodą był zestaw wspaniałych kosmetyków dla mężczyzn bardzo wysokiej jakości.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski Ziaja nagroda

Wieczór przed 4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski upłynął mi głównie na odpoczynku po bardzo intensywnym dniu spędzonym z synem oraz na planowaniu biegu, Dodatkowo zapoznałem się z pakietem startowym, który prezentował się bardzo fajnie:

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski pakiet startowy

Oprócz powyżej prezentowanych rzeczy był jeszcze worek, ale gdzieś się zapodział podczas robienia sesji zdjęciowej 🙂

Trasa półmaratonu.

Trasa 4. PZU Cracovia Półmaratonu Królewskiego to była dla mnie trochę niewiadoma, a trochę podróż w czasie i bieg po przetartych już szlakach podczas 14. Krakowskiego Półmaratonu Marzanny czy 16. PZU Cracovia Maratonu. Przebieg trasy opisany przez organizatora w tym miejscu:

Mapa i opis trasy

a sama trasa wyglądała następująco:

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski mapa trasa

Oraz profil trasy:

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski! profil trasy

Co tu dużo pisać. Część tej trasy już przebiegłem i była mi znana, część była dość płaska, że nie było się raczej czym przejmować. W sumie wolę pofałdowane trasy, gdzie za wspinaczkę na szczyt wzniesienia jest nagroda w postaci szybkiego zbiegania ale tutaj raczej na takie „luksusy” liczyć nie mogłem.

Pomimo jednak dość mało skomplikowanego profilu trasy, żałuję, że nie przygotowałem się do niej dostatecznie dobrze i że mnie jednak trochę zaskoczyła – szczególnie w końcówce.

Dzień startu.

Na 4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski początkowo planowałem udać się samochodem jednak gdy wstałem rano, uświadomiłem sobie, że przy liczbie około 10 000 uczestników może być ogromny problem z zaparkowaniem oraz z wyjazdem po zawodach. Do tego reszta mojej rodziny wybierała się na małą wycieczkę do mojej teściowej a bez samochodu nigdzie by się im nie udało ruszyć.

Spakowałem się więc trochę wcześniej i przed 9:00 rano wyszedłem na pociąg. Gdy już siedziałem w pociągu do Krakowa czułem się trochę jak podczas podróży na 16. PZU Cracovia Maraton. W sumie emocje były podobne, ponieważ jechałem na bieg, w którym miałem uczestniczyć po raz pierwszy. Do tego w głowie cały czas świtała myśl o wykręceniu „życiówki„. Wysiadając z pociągu zapoznałem się z innym uczestnikiem półmaratonu i wspólnie z nim ruszyliśmy do Tauron Areny.

Z pociągu przesiedliśmy się na tramwaj, a z tramwaju pieszo udaliśmy się do biura zawodów mieszczącego się w Tauron Arenie. Znalazłem tam skrawek wolnego korytarza, gdzie przebrałem się, a resztę rzeczy spakowałem do worka, który następnie zostawiłem w depozycie.

Wyszedłem z budynku Tauron Areny aby delektować się atmosferą święta biegowego. W samej Tauron Arenie, jak i wszędzie naokoło była masa ludzi. W końcu w biegach miało wystartować ponad 10 000 biegaczy i biegaczek! Mały stresik ściskał mi powoli żołądek, w głowie pojawiły się pierwsze myśli o niezbyt dobrym przygotowaniu do zawodów. Szczególnie żałowałem, że nie usiadłem na pół godziny w spokoju i nie zaplanowałem sobie strategii na bieg. Owszem, plan był taki, żeby pobić rekord życiowy w półmaratonie, ale zupełnie zbagatelizowałem strategię osiągnięcia tego rezultatu.

Atmosfera w każdej chwili była fantastyczna. Organizatorzy na prawdę przyłożyli się, aby uczestnicy półmaratonu mieli zapewniony absolutny komfort przygotowania się do zawodów. Zawsze zwracam uwagę na niedostateczną liczbę toalet na imprezach biegowych, ale tym razem nie było nawet mowy o kolejkach do ubikacji – po prostu ToiToi było dosłownie aż nadto. To samo tyczyło się oznakowania i dostępności istotnych dla biegaczy miejsc jak depozyty, informacja i inne informacje porządkowe ułatwiające poruszanie się w strefie zawodów. Korzystając z wspaniałej atmosfery wmieszałem się w tłum i poszedłem z aparatem pstryknąć kilka zdjęć. Byłem sam, więc w kwestii raportowania mojej obecności zdany byłem sam na siebie… i na innych uczestników zawodów.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski ścianka

Do biegu zostało około jednej godziny więc nadszedł czas na rozgrzewkę. Na rozgrzewkę udałem się już sam. Z kolegą z pociągu rozstaliśmy się właśnie przed moją rozgrzewką. Mniej więcej w tym samym czasie zadzwonił do mnie kolega z Instagrama – @vitoss_biega, który właśnie dotarł na parking. Szybko przekalkulowałem w głowie i stwierdziłem, że czas niezbędny na dotarcie do miejsca, gdzie @vitoss_biega zaparkował auto byłby stracony kosztem rozgrzewki. Postanowiłem więc do półmaratonu przygotować się już samodzielnie. Przez kolejne kilkadziesiąt minut oprócz intensywnego rozbiegania i przygotowywania ciała i umysłu do półmaratonu nie omieszkałem po raz kolejny poświecić kilku chwil na dokumentację swojego uczestnictwa w 4. PZU Cracovia Półmaratonie Królewskim.

3, 2, 1...... START !!!

Sygnał wystrzału pistoletu startera przeszył powietrze i rzeka biegaczy ruszyła na trasę. Nota bene były to dwie kolumny biegnące w przeciwnych kierunkach, ponieważ równolegle do 4. PZU Cracovia Półmaratonu Królewskiego rozgrywany był bieg 5 dla Kościuszki.

Dotarcie do linii startu z miejsca w którym się znajdowałem zabrało mi około 1 minuty. wraz ze mną, z przodu i z tyłu „płynęła” rzeka biegaczy i biegaczek.

Pierwsze kilometry biegło mi się bardzo dobrze, Czasy miałem poniżej 4:30 a narzucone tempo wydawało się być optymalnym. Pięć początkowych kilometrów trasy przebiegało wokół Tauron Areny i był to dość płaski odcinek aż do pierwszego, wydawałoby się lekkiego podbiegu na Al. Pokoju na wysokości centrum handlowego.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski - fotomaraton 5 km4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski - fotomaraton 5 km_1

Był około 6 kilometr kiedy poczułem, że bieg dla mnie się właśnie… kończy. Widać to dobitnie na poniższym obrazku, gdzie już na tym odcinku trasy słaniam się na nogach…

Zatkało mnie, zacząłem się „szarpać” z samym sobą. Nogi z sekundy na sekundę stawały się coraz cięższe i coraz sztywniejsze. Złapała mnie potężna kolka, a raczej skurcz mięśni brzucha całkowicie mnie paraliżujący. Zacząłem szukać w głowie przyczyn takiego stanu rzeczy i pierwsze co mi przyszło na myśl to zażycie nowych żeli energetycznych. Miałem już „wroga” swoich słabości i z tym przekonaniem pokonywałem kolejne kilometry. Cały czas jednak starałem się walczyć, choć już w okolicy 9 kilometra po otrzymaniu kolejnej, potężnej dawki skurczów mięśni brzucha miałem łzy w oczach, a w głowie pojawiły się pierwsze poważniejsze myśli o rezygnacji z dalszego udziału w biegu.

Od 10 kilometra postanowiłem za wszelką cenę powalczyć jednak o przetrwanie i o ukończenie biegu w najlepszym możliwym do osiągnięcia czasie. O życiówce nie było już dawno mowy. Kwestią otwartą pozostawało jedynie to, czy uda mi się dotruchtać do mety, czy po prostu zejdę z trasy.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Mój bieg od 6 kilometra odbywał się na zasadzie: dobiegam do punktu odświeżenia i tam zobaczymy co dalej. Bieg był coraz częściej przeplatany przystankami na marsz, w szczególności w strefach odświeżania. Miałem wtedy takie małe alibi dlaczego maszeruję a nie biegnę. Marne to jednak było wytłumaczenie w kontekście fatalnej tego dnia dyspozycji.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski by maratonypolskie.pl

Nogi po pokonaniu około 16 kilometrów bardziej przeszkadzały niż pomagały. Ostatni zaaplikowany żel energetyczny niczego ciekawego do mojej kondycji fizycznej nie wniósł, a wręcz przeciwnie – utrwalił mnie w przekonaniu, że to przez żele tak fatalnie się czuję. Najgorsze było jednak dopiero przede mną.

Trasa ku mecie prowadziła Aleją Pokoju obok Tauron Areny z nawrotką na końcu tej ulicy, a następnie już prościutko do samej Tauron Areny. Zbiegając lekko w dół Aleją Pokoju myślałem, że te ostatnie kilka kilometrów przebiegnę w jakimś sensownym tempie, bo do mety rzeczywiście już jest niedaleko. Po dziś dzień jednak pamiętam mordęgę jaką przeżywałem właśnie na tym ostatnim około 4 kilometrowym odcinku. Prosta prowadząca ku nawrotce wydawała się nie mieć końca. Każdy krok, każde uderzenie butami o asfalt powodował niezmierny ból, który paraliżował całe ciało.

Ból, cierpienie i dezorientację potęgował fakt, że po przeciwległej stronie trasy biegli już zawodnicy i zawodniczki do mety. Biegnąc tak w tych męczarniach w końcu dotarłem do nawrotki na trasie i już mniej więcej odzyskałem orientację. Pomyślałem sobie, że na ostatnie 2 kilometry wycisnę z siebie totalne rezerwy sił i powalczę o resztki przyzwoitości na mecie. Do 20 kilometra dobiegłem ze łzami w oczach, bo ból całkowicie sparaliżował mi nogi, które dosłownie pływały. Mięśnie już się nie rozkurczały, a mi trudniej było utrzymać pionową postawę niż biec.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski - fotomaraton

Mój organizm był już tak wycieńczony i zdewastowany, że przez głowę przeszła tylko jedna, szaleńcza myśl: gaz do dechy!!!

Na około 1000 metrów przed metą po prostu biegłem w swoistym amoku nie zważając absolutnie na stan swojego organizmu, na poziom zmęczenia czy dystans do mety. Przebiegając przez strefę startu wiedziałem, że od ukończenia biegu dzielą mnie dosłownie metry, tylko, że tych metrów jakoś powoli ubywało.

Ostatnie kilka zakrętów przed metą biegłem prawie na bezdechu z zaciśniętymi piąstkami i z pianą na ustach. Wbiegając do budynku Tauron Areny wiedziałem, że oto jest kres moich męczarni, że za chwilę przekroczę linię upragnionej mety i odpocznę po fatalnym i dewastującym zarówno fizycznie jak i psychicznie biegu.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski - fotomaraton 1

Linię mety przebiegałem z rękoma uniesionymi ku górze, ale uwierzcie mi, w tamtej chwili nawet ręce miałem tak obolałe, że ledwo je trzymałem uniesione. Trzy paluszki symbolizują ni mniej ni więcej skompletowanie Królewskiej Triady Biegowej!!!

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski - fotomaraton 2

Przebiegnięcie linii mety to nie tylko koniec cierpienia jakie sobie sam zafundowałem na trasie, to również – jak nie przede wszystkim radość z ukończenia 4. PZU Cracovia Półmaratonu Królewskiego i tym samym – jak wspomniałem powyżej skompletowanie Królewskiej Triady Biegowej w 2017 roku. Było to dla mnie szczególnie ważne osiągnięcie, ze względu na fakt, iż był to cykl biegów o zróżnicowanej intensywności, całkiem od siebie inne. Przede wszystkim jednak, za ukończenie wszystkich trzech biegów przewidziana była pamiątkowa statuetka.

Każdy z tych medali za ukończenie poszczególnych biegów miał swój ciężar, każdy oblany był potem i łzami, na każdy zapracowałem uczciwie ale dopiero wszystkie razem dają mi ponadczasową satysfakcję i bezcenną wartość wyrażoną w przepięknej statuetce będącą ukoronowaniem moich zmagań startowych w 2017 roku.

META !!!

A po przebiegnięciu mety nastał czas na „umieranie„.

Tuż za linią mety zatrzymałem się na chwile ciesząc się, że jednak dotrwałem do końca wyścigu. Gdy już troszkę doszedłem do siebie powędrowałem do wyjścia ze stadionu, gdzie uhonorowany zostałem medalem. Przechodząc przez strefę, gdzie zawodnicy nagradzani byli medalami za uczestnictwo przypomniałem sobie, że mój synek prosił mnie żebym również dla niego wygrał medal. Podszedłem więc do sympatycznych wolontariuszy i poprosiłem o drugi medal. Otrzymałem go bez żadnego problemu.

Z medalami na szyi, ze zmęczenia usiadłem na chwilę na ziemi na krótki odpoczynek.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski medal

Po kilku chwilach podniosłem się i poszedłem po napoje, a następnie ruszyłem w poszukiwaniu jedzenia 🙂 Firma cateringowa zdała egzamin na „6-tkę„. Punkty odbioru posiłków były w liczbie kilkunastu. Nikt nie pytał o jakieś bony na jedzenie tylko wydawano posiłki z uśmiechem na twarzy. Za stołówkę służył ogromny namiot z rozłożonymi wewnątrz stolikami i ławkami. Ja skusiłem się na dokładkę i teraz nie pamiętam, czy dlatego, że byłem tak głodny, czy dlatego, że mi tak smakowało. Zapewne jedno nie wykluczało drugiego 🙂

Po sowitym posiłku uraczyłem się gorącą kawą i poszedłem trochę pozwiedzać. Ludzi kończących wyścig przybywało z każdą sekundą, a już przecież cała masa wyścig ukończyła. Miejsca jednak wystarczyło dla wszystkich.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski medal2

Na opuszczenie areny dzisiejszych zmagań nadszedł czas. Udałem się powoli do depozytów po odbiór swoich rzeczy, tam przebrałem się i poszedłem jeszcze na chwile zobaczyć jak wygląda meta z perspektywy widza na Tauron Arenie.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski meta inside TA4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski meta inside TA14. PZU Cracovia Półmaraton Królewski meta inside TA2

Tauron Arenę opuszczałem trochę smutny, a to dlatego, że zawiodłem siebie samego i nie zrealizowałem planu. Może bicie rekordu życiowego przy temperaturze ponad 23 stopnie Celsjusza to nie był najlepszy pomysł, ale czas jaki osiągnąłem był sporo poniżej przyzwoitości. „Winowajcą” mojej bądź co bądź porażki nie był jednak tak piętnowany przeze mnie podczas biegu żel energetyczny. Po analizie startu wniosek nasunął się oczywisty: po raz kolejny za szybko wystartowałem i moje zasoby energetyczne wystarczyły mi tylko na 6 kilometrów. 

Jak ważne jest więc kompleksowe przygotowanie do biegu pod każdym aspektem teraz już sobie nie muszę wcale udowadniać. Jest po prostu nieodzowne.

Na koniec gwoli dopełnienia obowiązku informacyjnego zamieszczam mój wynik.

4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski przeszedł do historii!

Był to ostatni półmaraton w tym sezonie. Przede mną jeszcze jeden start w imprezie biegowej w tym roku, a mianowicie już szlifuję formę na Krakowski Bieg Niepodległości, który odbędzie się 11 listopada.

Do zobaczenia!

Może zajrzysz też tutaj