4. Krakowski Bieg Niepodległości 2017-11-11

Krakowski Bieg Niepodległości

Krakowski Bieg Niepodległości odbył się 11 listopada 2017 roku po raz czwarty. To wydarzenie skierowane jest do wszystkich pasjonatów biegania i aktywności na świeżym powietrzu. Celem tej imprezy jest połączenie aktywności fizycznej ze świętowaniem tak ważnego dla Polski dnia, jakim jest Dzień Niepodległości. Historyczna trasa o długości 11 km, cel charytatywny, rywalizacja ponad 3000 biegaczy przez 3 lata i świetna zabawa!

Czy wezmę udział w czwartej edycji Krakowskiego Biegu Niepodległości czy nie, nie do końca zależało ode mnie. Wydawać by się mogło to dziwne, ale w obliczu faktu, jakim było zaplanowane przyjście na świat mojej córeczki nie mogłem niczego zaplanować w 100 procentach.

W końcu na początku września zarejestrowałem swój udział w biegu i niedługo później opłaciłem swój start. Wyszedłem z założenia, że nawet jeśli nie uda mi się wystartować w tym biegu, to pieniądze i tak pójdą na szczytny cel czyli na fundację Schola Cordis.

Tegoroczny Krakowski Bieg Niepodległości jakoś od początku nie „docierał” do mnie. Może dlatego, że w drugiej połowie roku dużo się działo u mnie w życiu prywatnym i sportowym, a może już trochę byłem zmęczony bieganiem w tym roku, a kolejne zawody tylko wydłużały niekończący się sezon przygotowań – nie wiem.

Po ukończeniu 4. PZU Cracovia Półmaraton Królewski jak to się mówi: „uszło ze mnie powietrze„. Słaby wynik, kiepska dyspozycja, męczarnia i agonia na trasie wyniszczyły mnie głównie psychicznie. Gdy po raz pierwszy od ukończenia półmaratonu poszedłem na trening na bieżni to chciało mi się rzygać i płakać z faktu, że będę znów musiał biegać… Bardzo przykre uczucie, gdy człowiek zamiast się cieszyć bieganiem zmusza się do wysiłku i nie czerpie z tego co kocha żadnej przyjemności. Bieganie ma jednak to do siebie, że uwalnia pozytywne endorfiny, które raz, dwa, trzy wprawiają w bardziej pozytywny nastrój. Po kilku kilometrach poczułem przypływ pozytywnej energii i uśmiech powoli powracał na usta. Z każdym kolejnym treningiem było już tylko lepiej. 

Treningi treningami, a czasu do startu Krakowskiego Biegu Niepodległości zostało bardzo mało. W sumie pomiędzy ostatnią imprezą a Biegiem Niepodległości było tylko 2 tygodnie. Niewiele, ale zawsze coś.

Trasa Krakowskiego Biegu Niepodległości i podstawowe informacje o biegu.

W stosunku do ubiegłorocznej edycji trasa biegu została bardzo zmieniona. Porównując obie trasy widać gołym okiem, że biegaczy „wygoniono” poza ścisłe centrum miasta na bulwary wiślane. Trasę z 3 edycji czyli z 2016 roku można znaleźć TUTAJ.

Nie ma co dramatyzować, bo przecież bieg tego dnia to wcale nie jest główne wydarzenie, a tylko jeden z eventów. Pchanie się na siłę w okolice Rynku Głównego Krakowa raczej nie miało sensu i na pewno było abstrakcyjne w wykonaniu pod względem organizacyjnym. 

W 2017 roku trasa, zgodnie z opisem na stronie organizatora:
(http://biegniepodleglosci.com.pl/trasa-biegu/) ma następujący przebieg:

START – Al. Focha (deptak) – Al. Focha (most na Rudawie, jezdnia) – ul. Emaus – ul. Gryfity – ul. Królowej Jadwigi ( 1/2 jezdni) – ul. Kościuszki (pas jezdni od strony Kościoła) – ul. Flisacka – Bulwary Wiślane (do kładki o. Bernatka) – kładka o. Bernatka – Bulwary Wiślane – ul. Rollego – Most Retmański – Bulwary Wiślane do ullicy Zielińskiego – ul Zielińskiego i Most Zwierzyniecki (chodnikiem) – ul. Malczewskiego – ul. Zaścianek – ul. Malczewskiego – Al. Focha ( lewa strona, most na Rudawie) – Al. Focha (deptak) – META.

Krakowski Bieg Niepodległości trasa
źródło: http://biegniepodleglosci.com.pl/trasa-biegu/

Organizator dość ospale informował uczestników o różnych rzeczach związanych z biegiem i tak na przykład, o tym gdzie będzie mieściło się biuro zawodów poinformowano dopiero na 2 lub 3 dni przed zawodami. Koszulki i medale były zaprezentowane wcześniej ale też bez szaleństwa.

Koszulka - Krakowski Bieg Niepodległości 2017 Koszulka - Krakowski Bieg Niepodległości 2017

Dzień Biegu.

11 listopada jest bardzo ważną datą w dziejach Polski – jest to Święto Niepodległości. Sama idea zawodów biegowych tego dnia niesie ze sobą przesłanie, że dzięki wysiłkowi i poświęceniu naszych przodków możemy brać udział w rożnego rodzaju aktywnościach w wolnej ojczyźnie. Celebracja poprzez sport wydaje się być doskonałym uświetnieniem obchodów tego Święta.

Na samą myśl o uczestnictwie w zawodach właśnie tego dnia aż się serce radowało. Dodatkowo odwiedzili mnie moi rodzice więc święto państwowe nabrało również wymiaru święta sportowego ale przede wszystkim rodzinnego. Rodzina jednak nie mogła mi towarzyszyć, ale liczyłem się z tym faktem i wolałem, żeby moje dzieci spędziły ten dzień z dziadkami, a nie na mrozie w imię „idei” bo tato biega 🙂

Po raz pierwszy w mojej króciutkiej karierze biegowej zdarzyło mi się, że pakiet startowy odbierałem w dniu zawodów. Bieg odbywał się w sobotę, a w piątek miałem całą masę rzeczy na głowie, a do tego jazda w kierunku centrum Krakowa w godzinach szczytu i powrót to istnie bezsensowne marnowanie czasu.

Od rana starałem się zebrać myśli, aby nadać temu biegowi jakąś wyższą rangę niż tylko zawody kończące sezon. Przychodziło mi ciężko bo jeszcze nie wylizałem ran na psychice po nieudanej próbie bicia rekordu życiowego w półmaratonie. W tym kontekście raczej nie przewidywałem podejścia do bicia jakichkolwiek rekordów… zaraz zaraz! No właśnie! REKORD!!! To magiczne słowo zakołatało w mojej głowie i wbiło się jak gwóźdź w drzewo. „Skoro już biegnę to przecież bez sensu jest pobiec tylko po to żeby pobiec, muszę jakiś dobry czas wykręcić” – tak sobie pomyślałem i z każdą chwila nakręcałem się na uzyskanie jakiegoś wydumanego rezultatu. Zacząłem od sprawdzenia wyniku z zeszłego roku i już miałem swój „target” – zejść poniżej 50 minut! „Hmm… a może przycisnąć jeszcze mocniej i zaszaleć w okolicach 46 – 48 minut? – dorzuciłem po chwili w myślach. Finalnie, postanowiłem, że pocisnę na maksimum możliwości i niech się dzieje co ma się dziać!

Do biura zawodów dotarłem na około 2 godziny przed zawodami. Oczywiście czas od odebrania pakietu startowego do samego startu miałem już skrupulatnie zaplanowany.

Biuro zawodów mieściło się na parterze stadionu Cracovii. Tam też odebrałem pakiet startowy i pstryknąłem kilka fotek:

Krakowski Bieg Niepodległości biuro zawodów

Krakowski Bieg Niepodległości biuro zawodów Krakowski Bieg Niepodległości biuro zawodów

Po krótkiej sesji zdjęciowej poszedłem się przebrać, a następnie ruszyłem na rozgrzewkę, która trwała około 30 minut. Byłem sam i nikt mi nie przeszkadzał w przygotowaniach więc chciałem powielić rozgrzewkę jaką sobie zafundowałem przed 10 PKO Półmaratonem Rzeszowskim. Przygotowania zakończyłem około 30 minut przed biegiem i poszedłem się schować gdzieś w budynku bo wiał strasznie zimny i mocny wiatr aa co jakiś czas zacinał nieprzyjemny deszcz.

Po krótkiej chwili, na 10 minut przed rozpoczęciem zawodów udałem się do strefy startowej usytuowanej naprzeciwko szpitala im. Dietla gdzie dogrzewałem się intensywnie. Na 2 minuty przed startem biegacze odśpiewali hymn państwowy po czym zaczęło się odliczanie…

3... 2... 1... START

I ruszyliśmy. Ustawiając się w strefie startowej myślałem, że jestem gdzieś na początku stawki, ale z każdym kolejnym krokiem widać było, że jednak jestem około 100 metrów od linii startu. Co prawda czas biegu liczony jest od chwili przekroczenia linii startu to jednak niestety liczba biegaczy, których trzeba wyprzedzić jest o wiele większa niż w sytuacji, gdybym stanął na początku stawki.

Pierwszy kilometr wyszedł dość szybki, ale sporo energii kosztowało mnie wyprzedzanie wolniejszych biegaczy na wąskich uliczkach. Nie rozumiem ludzi, którzy wiedząc, że biegają wolno ustawiają się na początku stawki by potem blokować szybszych od siebie. Co gorsza, część z tych „maruderówbiegnie obok siebie parami czy trójkami skutecznie blokując trasę. Tak jest niestety na każdych zawodach…

Kiedy już znalazłem się na bulwarach wiślanych zrobiło się szeroko i można było zająć się wyłącznie własnym wyścigiem. Tempo jaki sobie narzuciłem było bardzo wysokie. Dawałem jednak radę! Na szczęście nie dopadła mnie żadna kolka czy skurcz więc mogłem cieszyć się bieganiem. Ponadto, po raz pierwszy mogłem wziąć na zawody swoje nowe startówki Adidas Supernova, buty te wygrałem kilkanaście dni wcześniej w konkursie organizowanym przez treningbiegacza.pl pod nazwą: Chce się biec – test adidas Adizero Boston 6 i adidas Supernova + KONKURS. Buty spisywały się rewelacyjnie i chyba po raz pierwszy czułem co znaczy dynamika, amortyzacja i komfort podczas biegu.

Kładka Bernatka na trasie oznaczała, że do półmetka już niedaleko. Czułem się bardzo dobrze, choć tempo nieznacznie słabło. Trochę wychodził brak ukierunkowanego przygotowania pod ten dystans. Wbiegłem na przeciwległą do Wawelu część bulwarów i kontrolowałem tempo. Fajnie mi się biegło przez ponad kilometr równym, jednostajnym ale szybkim tempem w towarzystwie jakiejś biegaczki. W tamtej chwili czułem się świetnie i nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy.

Około 6-go kilometra ustawiony był punkt z wodą. Nie chcąc marnować czasu i w obawie, że jeden łyk wody może rozregulować mój jak do tej pory świetnie funkcjonujący organizm, nie zatrzymywałem się. I tak mi się fajnie biegło do 7 kilometra. Kiedy mijałem znacznik właśnie 7-go kilometra poczułem jak serce mi w jednej sekundzie zwolniło i wyrzuciło ogromną ilość krwi po czym rytm serca zwalniał, a ilość pompowanej krwi w kolejnych wolnych ale intensywnych rytmach była ogromna. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i zdrętwiały mi ręce, potem nogi a na końcu całe ciało przeszył chłód i ogień zarazem. Najzwyczajniej w świecie się przestraszyłem, zatrzymałem i zrobiłem kilka skłonów aby uspokoić organizm. Nie był to niestety pierwszy raz kiedy dopadła mnie taka akcja sercowa z tą różnicą, że poprzednio udawało się z takiej sytuacji wybrnąć i biec dalej na dotychczasowych obrotach. Tego dnia jednak było inaczej.

Przemaszerowałem kilkadziesiąt metrów próbując oddechem coś podregulować. Serce nadal biło nieregularnie i chaotycznie, zacząłem odczuwać kłucie w sercu. Mięśnie wiotczały tak jakby zalewał je kwas mlekowy. Kiedy udało mi się już mniej więcej „dogadać się” z serduszkiem, nie mogłem „dogadać się” z nogami. Bieg sprawiał mi ból i cierpienie. Każdy stawiany na asfalcie krok bolał. Bolało mnie serce, cały czas odczuwałem większe lub mniejsze kłucie w okolicach mięśnia sercowego. Nogi były tak ociężałe i słabe, że nawet marsz czy marszobieg były bolesnym doświadczeniem. Wtedy nie było żartów. Postanowiłem, że jeżeli jeszcze raz coś mi się zrobi z sercem to schodzę z trasy i szukam karetki. Z drugiej strony chciałem ukończyć bieg… ale nie za wszelką cenę, nie za cenę zdrowia.

Do mety zostało około 3 kilometrów. Zrobiłem sobie szybką projekcję tego dystansu na warunki treningowe i powoli człapałem. Jakże upokarzającym dla mnie był widok wyprzedzających mnie kolejno biegaczy… Czułem się źle, bardzo źle zarówno fizycznie jak i psychicznie.

Ostatni długi i stromy podbieg jeszcze przed startem miał być dla mnie swoistą „trampoliną” w walce o dobry rezultat. W rzeczywistości była to wspinaczka na Rysy z pełnym obciążeniem. Kiedy dotarłem na szczyt wzniesienia było jeszcze gorzej. Byłem zrozpaczony, że zaraz będzie szybki odcinek trasy a ja nie mam szans z niego skorzystać. Zbiegając w dół stromego odcinka nawet hamowanie sprawiało mi cierpienie – cierpienie, które już za niecały kilometr miało się skończyć.

Wbiegłem na Błonia Krakowskie i w oddali dostrzegłem metę. Byłem poniekąd szczęśliwy, że moja męka zaraz dobiegnie końca. Te ostatnie kilkaset metrów to był na prawdę potężny wysiłek. Biegłem ale nie czułem jakim tempem, nie mogłem przyspieszyć z bólu a marsz na 300 metrów przed metą to trochę słabo wygląda. Powalczyłem do końca i ukończyłem czwartą edycję Krakowskiego Biegu Niepodległości.

Na mecie odebrałem swój medal za uczestnictwo. Byłem zły na cały świat, jednak postanowiłem tej złości nie pokazywać ani nie upamiętniać zdjęciami. Aparat miałem cały czas ze sobą ale nie miałem absolutnie ochoty na robienie pamiątkowych zdjęć. Wyjąłem chip z buta, ale nie mogłem znaleźć miejsca na zwrot chipów więc włożyłem go do kieszeni. Następnie poszedłem po napoje i folię termiczną i tak zapakowany poszedłem do depozytu po odbiór swoich rzeczy. Tam też szybko się przebrałem. Nie korzystałem z posiłku, nie miałem apetytu i chciałem jak najszybciej opuścić miejsce dzisiejszej imprezy.

Droga do domu do najweselszych nie należała. Zrobiłem co mogłem ale organizm tym razem skomplikował moje starania. Do głowy cały czas dobijała się myśl o konieczności zrobienia specjalistycznych badań, które wiem, że zrobić po prostu muszę. Odwlekam jednak te badania jak mogę w czasie ponieważ boję się diagnozy i ewentualnego „wyroku” przekreślającego moje dalsze bieganie. Nie chcę, żeby ktoś odebrał mi pasję, ale też nie chcę, żebym gdzieś na treningu czy na trasie zawodów padł i… nawet nie chcę o tym myśleć.

Krakowski Bieg Niepodległości - medal

Mój podły nastrój niestety towarzyszył mi jeszcze przez długi czas i niestety odbił się trochę na rodzinie. Na szczęście mój synek jest niezawodnym lekarstwem na smutki i zaangażował mnie do zabawy, dzięki której przypomniałem sobie, dla kogo tak właściwie stąpam po tej ziemi.

Krakowski Bieg Niepodległości przeszedł do historii. Gwoli dopełnienia obowiązku sprawozdawczego zamieszczam mój wynik i udaję się na „sen zimowy” czyli trochę roztrenowania, wolnych przebieżek i aranżację planów startowych na 2018 rok.

Krakowski Bieg Niepodległości wyniki

Może zajrzysz też tutaj