3. Bieg Walentynkowy – 11-02-2018

3. Bieg Walentynkowy top

Dnia 11 lutego wziąłem udział w pierwszych w tym roku zawodach biegowych czyli w 3. Biegu Walentynkowym organizowanym przez Stowarzyszenie ITMBW z Krakowa.

Krakowski Bieg Walentynkowy to największa impreza dla wszystkich osób kochających bieganie w Polsce. Jej trzecia edycja odbyła się 11 lutego 2018 roku w Parku im. dr Henryka Jordana. Celem wydarzenia jest uczczenie Święta Zakochanych w aktywny sposób oraz zachęcenie jak największej liczby mieszkańców Małopolski do rozpoczęcia i rozwijania swojej przygody z bieganiem.

Na dwa dni przed startem poziom adrenaliny jest na odpowiednio wysokim poziomie. Rok 2017 był pierwszym rokiem, gdzie tak na prawdę i tak na poważnie zaangażowałem się w bieganie. Nie mówię tu tylko o rekreacji czy zdrowiu. Przeniosłem się w świat zawodów biegowych, gdzie są medale, nagrody i wyniki, gdzie jest rywalizacja ale też sportowa atmosfera.

Pionierski rok startów sporo mnie nauczył, a na naukę nigdy nie jest za późno. Najważniejszą lekcją, jaką otrzymałem jest ta, że jeżeli mam biec po wynik, to nigdy nie można podejść do startu nieprzygotowanym. Co gorsza, bez planu taktycznego na wyścig. W moim przypadku raczej trudno o szczegółowy plan co do sekundy, ale gdybym miał chłodniejszą głowę, na pewno bym miał i lepsze wyniki i więcej satysfakcji z niektórych biegów.

Pierwszy rok zmagań to również rekordy życiowe. Kto nie lubi rekordów? Nawet ci, którzy w zarodku zbijają rozmowy o rekordach mają „z tyłu głowy” zakodowane swoje osiągnięcia i tylko czekają, aż ktoś ich przyciśnie do „śpiewania”. Każdy lubi rekordy, porównania do innych, bo to wyznacza nasze miejsce w szeregu. Te najlepsze wyniki determinują, czy jest sens bardzo ambitnie podejść do tematu biegania, czy po prostu biegać dla satysfakcji. Wygrywać wiadomo – może tylko wąska grupa, ale czasami człowiek nie wie, jakie ma możliwości dopóki tego nie sprawdzi i się dobitnie nie przekona w jakim miejscu jest w tej dyscyplinie i co jeszcze może osiągnąć.

Ten cały powyższy wywód ma swój jeden mianownik – ukierunkowany trening. Pierwszy rok biegałem bez żadnej pomocy z zewnątrz. Plany treningowe brałem z internetu, a że opracowane były w dość profesjonalny sposób to się sprawdziły. Jednak to były plany dla wszystkich, ogólne i aż w oczy bił brak w nich oczywistej personalizacji. Myślałem, rozmawiałem i na bazie doświadczeń sąsiadów biegaczy nawiązać współpracę z trenerem. Co prawda już w grudniu 2017 nawiązałem kontakt z dość znanym sportowcem i trenerem Wojciechem Kopciem, ale nie wypaliło. Tym razem podjąłem współpracę z lokalnym trenerem, z którego coachingu moi sąsiedzi byli bardzo zadowoleni. Postanowiłem więc i ja nie wyważać otwartych drzwi i skontaktowałem się z tym trenerem.

Do 3. Biegu Walentynkowego nie przygotowywałem się specjalnie. Nie było na to zresztą nawet czasu i specjalnego planu treningowego. Owszem, nawet ja jako laik dostrzegłem w planie treningowym dość mocne elementy mające mnie przygotować na te zawody w miarę możliwości, ale w miesiąc nie ma szans na zbudowanie super formy na zawody. Niemniej jednak moim celem jest pobicie rekordu życiowego, który w chwili obecnej wynosi 21:12 i został ustanowiony podczas poprzedniej edycji w Biegu Walentynkowego.  

Dzień Zawodów

Pierwsza rzecz, której w miarę możliwości nie odkładam to odbiór pakietu startowego dzień przed zawodami. Wolę na spokojnie pobrać „gadżety” startowe, niż niepotrzebnie martwić się czy będzie kolejka, czy zdążę etc. Po pakiet startowy wybrałem się z synkiem, który bardzo chętnie mi towarzyszył, ponieważ przy okazji wizyty w biurze zawodów mieliśmy się udać do skate parku w Parku Jordana. Późnym sobotnim popołudniem zawitaliśmy do biura zawodów mieszczącego się w hallu hali sportowej Wisły Kraków. Pakiet startowy bez kolejek i problemów odebraliśmy w kilka minut i udaliśmy się na skate park, gdzie mój synek miał zamiar śmigać na hulajnodze w śniegu po kostki :).

3. Bieg Walentynkowy biuro zawodów_1

3. Bieg Walentynkowy biuro zawodów_2

3. Bieg Walentynkowy biuro zawodów_3

3. Bieg Walentynkowy biuro zawodów_4

Byłem podekscytowany startem w 3. Biegu Walentynkowym do tego stopnia, że od samego rana pieczołowicie przygotowywałem wszystkie elementy stroju startowego. Największym „problemem” był wybór butów. Z jednej strony bardzo dobrze biegało mi się szybkie jednostki w New Balance Vazee Rush, ale nigdy nie zabrałem ich na zawody, dlatego postanowiłem zabrać Adidas Supernova z nadzieją, że większa amortyzacja pomoże mi dynamiczniej pokonać dystans 5 kilometrów. Reszta stroju wedle niezbyt okazałego stanu posiadania.

3. Bieg Walentynkowy ubiór

Około godziny 11:00 wyjechałem z domu. Na miejsce dotarłem po niespełna 40 minutach i po krótkich przygotowaniach ruszyłem na rozgrzewkę i rozpoznanie trasy. Odnośnie trasy, była zupełnie inna niż rok wcześniej co mnie cieszyło, bo trochę słabo się czułem kręcąc się po oblodzonych, parkowych alejkach. Trasa tego roku prezentowała się tak

3 Bieg Walentynkowy trasa

Po drodze na „przetarcie trasy” jeszcze kilka fotek z okolic startu i mety zawodów:

3 Bieg Walentynkowy start meta

3 Bieg Walentynkowy start meta_1

Po intensywnej rozgrzewce wróciłem do auta aby przygotować się do startu w 3 Biegu Walentynkowym.

Przebrany i naładowany energią ruszyłem w kierunku strefy startowej. Nauczony doświadczeniem nie wlewałem w siebie hektolitrów izotoników i spokojnie wędrowałem na sam początek strefy startowej. Ustawiłem się tuz za linią startu / mety i cierpliwie czekałem około 15 minut na sygnał startera rozpoczynającego bieg.

3… 2… 1… START !!!

Ruszyłem na trasę. W głowie cały czas kołatał plan na tempo biegu i jego realizacja. Założenie było takie, że biegnę po rekord życiowy w czasie poniżej 21 minut. Oznaczało to tempo lekko powyżej 4:10 na każdym kilometrze. Nic w sumie czego nie byłbym w stanie zrealizować, bo na treningach biegałem dłuższe dystanse (około 1 km) w tempie 3:50 – 3:55. Do tego doszedł fakt, że to są przecież zawody a nie trening i tutaj trzeba mocno przycisnąć, żeby pot wylany na treningach przemienić we łzy szczęścia na mecie. I przycisnąłem. Spojrzałem na stoper w okolicach 1 km trasy i tempo było 3:50. „WOW! – pomyślałem – „super„, ale w tej samej chwili dopadła mnie myśl – „kurde, to jeszcze 4 kilometry, nie ma czego jeszcze świętować„.

Pierwszy kilometr biegu kończył się w okolicach Cichego Kącika. Do tego momentu całkiem nieźle mi szło. Gdy tylko skręciłem za trasą w kierunku Królowej Jadwigi poczułem, że moje tempo „siadło„, mimo, iż mocno pracowałem, żeby dotrzymać kroku biegaczom przede mną. Spojrzałem na stoper: tempo 4:35… „Kur… mać! Co jest ??!! Jeszcze nie ma połowy dystansu a ja już zdycham??!!” – powiedziałem do siebie w myślach i gorączkowo zacząłem szukać w podświadomości bodźca uwalniającego gdzieś głęboko zakonspirowane zasoby energii i siły. Jednak to był jakiś błąd mojego stopera, bo po biegu okazało się, że odcinek od 1 km do 3 km przebiegłem w średnim tempie 4:10. Mimo to udało się złapać motywację a tempo na bulwarze wzdłuż ul. Focha ustabilizowało się w okolicach 4:10 – 4:12.

Ostatni kilometr wiódł przez alejki parkowe Parku Jordana. Tak na prawdę po czwartym kilometrze zawody się dla mnie mogłyby skończyć. Do Parku wbiegałem dość mocno wyeksploatowany. Spojrzałem na stoper: 4 km 100 m. Myślami przeniosłem się na chwilę na bieżnię w Wieliczce aby porównać ten dystans do okrążeń na bieżni Małopolskiej Areny Lekkoatletycznej

Na prostej wzdłuż stadionu Wisły Kraków dzielnie się trzymałem i walczyłem o każdą sekundę. Wiedziałem, że bieg, czy mi się to podoba czy nie, za chwile się skończy a ja nie jestem tutaj, żeby tylko sobie pobiegać, ale po to, żeby pobić rekord życiowy na 5 km.

3. Bieg Walentynkowy - na trasie

3. Bieg Walentynkowy - na trasie_1
Fot, Ryszard Kulaga

Za zakrętem czekało mnie ostatnie 500 metrów, czyli przekładając to na nomenklaturę treningową – jedno kółko bieżni po obwodzie. Niestety, sił już brakowało zupełnie. Szarpałem wprawdzie ile mogłem, ale nic nie potrafiłem już wskórać. Ostatnie 150 metrów to walka z bólem i wycieńczeniem.

Wbiegając na ostatnią 50 metrową prostą przed metą spojrzałem na zegar i zrobiło mi się strasznie przykro. Przekraczając linię mety zobaczyłem czas 00:21:14… czyli o 2 sekundy gorzej od rekordu życiowego. „Gdzie ja te 3 sekundy zmarnowałem na trasie??!!” – pytałem sam siebie rozgoryczony bądź co bądź porażką. Wiedziałem, że nie wyszła mi końcówka biegu, ale szkoda, że nie przycisnąłem może ponad swoje możliwości, żeby jednak pobiec szybciej…

Po biegu pozostał niesmak, żal do samego siebie ale też trochę satysfakcji w sercu, że jednak pobiegłem w niezłym czasie wyprzedzając całą masę młodszych ode mnie zawodników!

3. Bieg Walentynkowy meta

3. Bieg Walentynkowy meta

3. Bieg Walentynkowy meta_2

Na mecie nie odmówiłem sobie przyjemności sfotografowania się z… fotoreporterem 🙂

3. Bieg Walentynkowy fotoreporter

A chwilę wcześniej zostałem przyłapany na przygotowaniach do pobiegowej sesji zdjęciowej 🙂

3. Bieg Walentynkowy meta foto

Zmęczony, ale szczęśliwy wędrowałem do biura zawodów po przygotowane przez organizatorów 3. Biegu Walentynkowego ciastko dla jego uczestników. I tutaj spotkała mnie bardzo niemiła niespodzianka… Poprosiłem panią wydającą ciastka o jedno dodatkowe ciastko dla syna, który mi dzielnie kibicował. Na pytanie pani: „czy syn brał udział w zawodach?” uczciwie odpowiedziałem, że nie, ze względu na pogodę i brak możliwości zorganizowania opieki musiał zostać w domu. „Nie wydam Panu dwóch ciastek” – odpowiedziała mało uprzejmie pani podająca słodycze. „Trudno, nie ważne” – powiedziałem i odszedłem z jednym kawałkiem ciastka w kierunku wyjścia.

Zgoda, jeśli tak każdy chciałby ekstra ciastko, to na pewno by ich dla wszystkich zabrakło” – pomyślałem, ale jednocześnie dodałem w myślach: „ciekawe czy wszyscy po te ciastka przyjdą? Na pewno NIE!

Wychodząc z hallu hali sportowej zauważyłem, że o ile mi odmówiono dodatkowego kawałka, to obsłudze nie przeszkadzało absolutnie nic, aby obdarować ciastkami osoby na 100% nie biorące udziału w zawodach i niekoniecznie towarzyszące zawodnikom!!!

Cena za uczciwość” – pomyślałem i wyszedłem jak najszybciej aby nie psuć sobie więcej humoru.

3. Bieg Walentynkowy ciastko

Ciastka nie zjadłem sam. Zapakowałem do auta i ostrożnie dowiozłem do domu, gdzie jego smakiem delektowali się moja żona i oczywiście mój 4-letni syn. Ja w tym czasie na gorąco analizowałem zawody. Dzisiaj, z perspektywy przeszło 3 tygodni od startu ciężko jest przypomnieć sobie wszystkie myśli z tamtego dnia. Wiem jednak, że dokonałem jednego nietrafnego wyboru. Chodzi o buty. Długo jeszcze zadawałem sobie jedno pytanie: „czy w butach New Balance pobiegłbym szybciej?„. Odpowiedzi na to pytanie na pewno nie znajdę. Jedyne co mogę zrobić, to pobiec w kolejnych zawodach na 5 km właśnie w butach New Balance Wazee Rush.

I to już tyle z relacji zawodów pod nazwą 3. Bieg Walentynkowy w Krakowie. Pozostają wspomnienia i pamiątki. Do następnych zawodów!!!

3. Bieg Walentynkowy medal

Może zajrzysz też tutaj