17. PZU Cracovia Maraton 2018

17. PZU Cracovia Maraton logo

17 edycja najważniejszej imprezy biegowej w Krakowie, jednej z największych w Polsce, zaliczanej do Korony Maratonów Polskich, zorganizowana została 22 kwietnia 2018 roku. Po raz kolejny, start i meta usytuowane były na krakowskim Rynku Głównym. Zgodnie z hasłem imprezy: „z historią w tle”, uczestnicy maratonu przebiegli obok wielu wspaniałych zabytków podwawelskiego grodu. Ubiegłoroczny, 16. PZU Cracovia Maraton ukończyła rekordowa liczba 5615 biegaczy z 5757, którzy wystartowali.

Organizowany od 2002 roku Cracovia Maraton to jedna z najpopularniejszych imprez biegowych w Polsce. Jest to też najbardziej międzynarodowy spośród wszystkich polskich maratonów, z najwyższą w kraju frekwencją uczestników z zagranicy. W dotychczasowych edycjach Cracovia Maraton gościliśmy biegaczy z 55 krajów.

Los sprawił, że drugi rok z rzędu pobiegłem w maratonie w Krakowie. Jak do tego doszło? Okoliczności są bardzo zabawne 🙂

Kilka tygodni przed 17.PZU Cracovia Maraton zapisałem się na Bieg Nocny na 10 km, który miał się odbyć dzień przed maratonem czyli w sobotę 21 kwietnia o 21:30. O maratonie nawet nie myślałem głównie dlatego, że moje treningi były ułożone raczej pod biegi na dystansach 10 km oraz półmaratonu. Czas leciał, a termin startu nieuchronnie się zbliżał, a im bliżej maratonu, tym więcej informacji w mediach – szczególnie społecznościowych. Pewnego pięknego wieczoru po kolacji rodzinnej sięgnąłem po telefon, żeby zerknąć na Facebooka, a tam – konkurs organizowany przez jednego ze sponsorów – ANWA Toyota Kraków! Nagrodami w konkursie są:

  • 3 pakiety startowe na #CracoviaMaraton2018,
  • 6 pakietów startowych na #BiegNocnyna10km

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy – zanim jeszcze doczytałem do końca zasady konkursu – to, żeby pod żadnym pozorem nie brać udziału w tym konkursie! Nie to, że miałem jakiś magiczny sposób na wygrywanie tego typu konkursów – po prostu nagrody w konkursie były nie dla mnie – Bieg Nocny już opłaciłem, a w maratonie nie maiłem zamiaru brać udziału.

W chwili, gdy już dobrnąłem do końca regulaminu konkursu mówię do żony:

„Jest konkurs organizowany przez sponsora Cracovia Maraton, ale nagrodą są pakiety startowe na Bieg Nocny, za który już zapłaciłem i na niedzielny maraton.” Żona na to:

Czyli nie bierzesz udziału w konkursie?” Uśmiechnąłem się pod nosem i odłożyłem telefon. Jednak po kilkunastu minutach pomyślałem sobie: „troszkę szaleństwa i dobrego humoru w moim wieku nie zaszkodzi 🙂” po czym zacząłem pisać odpowiedź na pytani konkursowe –

Bieganie to Twoja pasja? Odpowiedz na pytanie konkursowe: ➡ Jakim modelem Toyoty chciałbyś stać się podczas biegu? Wygraj pakiety startowe na Cracovia Maraton oraz Bieg Nocny na 10 km! Weź udział w naszym konkursie – forma dowolna, czekamy na Wasze kreatywne pomysły.

a moja odpowiedź brzmiała tak:

Podczas biegu chciałbym się stać Toyotą Starlet 🚗 Dlaczego? Bo to najskromniejsze (tak jak ja) auto koncernu Toyota, a pomimo to jest sławna na całym świecie (w przeciwieństwie do mnie 😂) z powodu swej niezawodności.
Ponadto:
Zalety Toyoty Starlet i moje 😎

Niespotykana niezawodność 👍
Skromne, ale starannie dopieszczone wnętrze 💚
Łatwa sprzedaż rocznika 💲
Karoseria odporna na korozję (i zmarszczki) 😲
Oszczędny silnik 🔥💨
Nawet lekki tuning potrafi z niepozornego autka zrobić bestię

Wysłałem wiadomość i z szyderczym uśmiechem na ustach zająłem się czymś zupełnie innym. Pomyślałem jedynie, że nie ma szans, żeby mój komentarz cokolwiek zawojował.

Rozstrzygnięcie konkursu nastąpiło po kilku dniach i bym nawet nie wiedział o jego wynikach, gdyby przedstawiciel sponsora nie wysłał mi wiadomości o następującej treści:

 
Chat Conversation Start

Dzień dobry!

Gratulujemy wygranej! Został Pan wytypowany w pierwszej 3 zwycięzców, dlatego ma Pan pierwszeństwo wyboru nagrody 🙂
Prosimy o jak najszybszą odpowiedź, który z pakietów startowych Pan wybiera:
1. PZU Cracovia Maraton 2018 (start 22.04)
2. Bieg Nocny na 10km w Krakowie (start 21.04)
Po wyborze nagrody podamy informacje dotyczące rejestracji na bieg 🙂

Wyniki konkursu opublikowane zostały tutaj:

17. PZU Cracovia Maraton wyniki konkursu ANWA Toyota Kraków

Ale numer! 🙂 Jak to możliwe, że jestem jednym z laureatów?! No i jak się też nie cieszyć?!! Uśmiech natychmiast zagościł na mojej twarzy. Po chwili ochłonąłem i zapytałem sponsora, czy jak zapłaciłem za Bieg Nocny to czy można „coś” z tym zrobić? Niestety, sponsor nie był w stanie zrobić niczego poza poproszeniem mnie o wybór biegu. To nie było proste… oj nie…

Czasu na zdecydowanie się było mało. Zresztą decyzja do podjęcia była tylko jedna – czy brać udział w maratonie, ewentualnie czy iść tylko po pakiet startowy, czy przyjąć nagrodę na Bieg Nocny i tyle?

Opcja 1. – biorę nagrodę na Bieg Nocny, czyli tak jakbym nie wgrał nic – odpada 🙂

Opcja 2. – biorę nagrodę na Cracovia Maraton, ale odbieram tylko pakiet a startuję w Biegu Nocnym – serce by mi pękło, jakbym poszedł do biura zawodów po odbiór pakietu na maraton wiedząc, że w nim nie wystartuję!

Opcja 3 – biorę nagrodę na Cracovia Maraton, i startuję w maratonie oraz w startuję w Biegu Nocnym – serce by na pewno pękło ale z wycieńczenia – ta opcja była zbyt hardcorowa!

Opcja 4 – biorę nagrodę na Cracovia Maraton, nie startuję w Biegu Nocnym ale startuje w maratonie – i w tej samej chwili, o 22:00 dzwonię do trenera z pytaniem:

Kacper, wygrałem pakiet startowy na maraton – biec czy zostać przy biegu na 10 km?

Wśród kilku mądrych słów od trenera wyłapałem te:

a czy czujesz się na siłach? czasu jest mało ale dasz radę! Zawsze możesz pobiec treningowo, nie zaszkodzi Ci

Nie, żebym od słów trenera uzależniał swoją decyzję. Chodziło mi bardziej o to, czy on uważa, że jest sens biec maraton, czy tego sensu nie ma na tym etapie mojego wytrenowania. Skoro jednak pozytywnie był nastawiony do mojego uczestnictwa w biegu, to nie pozostało mi nic innego jak napisać do sponsora:

Witam, proszę pakiet na maraton, dziękuję

Decyzja o udziale w biegu zapadła dość spontanicznie. Cały czas jednak z tyłu głowy pojawiało się pytanie, czy ja jednak tak na prawdę dobrze robię? Przecież w przeciwieństwie do mojego zeszłorocznego debiutu w maratonie wcale się nie przygotowywałem do tak intensywnego wysiłku. Pytań bez odpowiedzi pojawiło się mnóstwo, jednak czas uciekał i trzeba było działać!

W co ja się ubiorę??!!

Brzmi cynicznie i zlatuje śmiesznością, ale to wcale nie było bezpodstawne pytanie. Biegać podobno można we wszystkim – podobno. Na trening mam „szmat” całe pudełko. Jednak za każdym razem, kiedy przychodzi do zawodów pojawia się ten sam dylemat odnośnie ubioru. Nie mam jakiegoś fajnego startowego zestawu ubrań więc tym razem poszedłem na zakupy. W sumie nie trwały one długo. Najpierw pojechałem do outletów znanych marek sportowych w Futura Park w Modlniczce jednak nie nie znalazłem co by spełniło moje oczekiwania. Obskoczyłem więc sklepy online NIKE i ADIDAS w poszukiwaniu odpowiedniego sprzętu i już po kilkunastu minutach miałem koszulkę w koszyku 🙂 Wybór padł na koszulkę NIKE:

koszulka-m-nk-dry-miler-top

Mogę śmiało powiedzieć, że to była miłość od pierwszego zamówienia. Podobała mi się bardzo w sklepie online, a jeszcze bardziej „na żywo„, kiedy już do mnie dotarła. Co do pozostałych elementów garderoby, to jeszcze zafundowałem sobie opaski kompresyjne na łydki firmy Compressport:

opaski-na-ydki-compressport-v2

I tutaj szaleństwo zakupowe się skończyło niestety…

Co do wyboru obuwia to byłem w 100% pewien, że pobiegnę w Adidas Supernova. Na takim dystansie po asfalcie amortyzacja to podstawa. Po krótkim namyśle również doszedłem do wniosku, że przecież ten maraton to nie walka o życiówkę tylko solidne przetarcie przed październikowym wyzwaniem w postaci 33. SPAR Budapest Marathon.

Kiedy już dylematy związane ze sprzętem poszły w odstawkę, skupiłem się na przygotowaniach, a raczej na odpoczynku i diecie wysoko węglowodanowej. Na dwa tygodnie przed startem w maratonie zrobienie jakiegoś sensownego treningu zakrawa na kpinę 🙂 Ja też się sam do siebie uśmiechałem, że mam 2 tygodnie na porządny trening. Czas leciał jak szalony…

Zanim się obejrzałem przyszła sobota – dzień przed startem.

Od samego rana już miałem „mrówki” w brzuchu na samą myśl, że pojadę odebrać pakiet startowy na maraton. Na wycieczkę do biura zawodów mieszczącego się na Stadionie Miejskim w Krakowie przy ul. Reymonta zabrałem swojego czteroletniego syna Huberta. On był niewątpliwie bardziej podekscytowany wizytą w Parku Jordana, gdzie mógł pojeździć na rampie na hulajnodze.

Około 13:00 zameldowaliśmy się w biurze zawodów. Ludzi było mnóstwo ponieważ oprócz niedzielnego biegu maratońskiego rozgrywanych było wiele imprez towarzyszących – nie tylko biegowych – na różnych dystansach i w różnych kategoriach wiekowych. Były też biegi dla dzieci w wieku mojego syna i chciałem go zapisać, niestety zabrałem się za zapisy za późno i lista była już zamknięta.

Poszedłem odebrać obydwa pakiety startowe: na Bieg Nocny oraz na maraton. Co prawda w Biegu Nocnym nie miałem zamiaru brać udziału, ale też nie mogłem już odzyskać opłaty startowej. Pakiet startowy na Bieg Nocny pozostał na pamiątkę.

Bieg Nocny na 10 km Bieg Nocny na 10 km

17. PZU Cracovia Maraton
17. PZU Cracovia Maraton

17. PZU Cracovia Maraton
17. PZU Cracovia Maraton

Z odbiorem pakietów problemów żadnych nie było. Uwinęliśmy się w niewiele ponad 20 minut wliczając w to odwiedzanie stoisk z różnymi akcesoriami sportowymi i nie tylko oraz pozowanie na ściance:

17. PZU Cracovia Maraton

Zaraz po wyjściu powróciły emocje, jakie towarzyszyły mi rok wcześniej podczas odbierania pakietu na mój pierwszy w życiu maraton16. PZU Cracovia Maraton. Uśmiech zagościł na mojej twarzy, a serducho zaczęło mocniej bić. Resztę popołudnia spędziłem w towarzystwie syna, który kręcił piruety na skateparku w Parku Jordana. Wieczorem zaś szukałem każdej możliwej okazji, żeby odpocząć i nawet odpuściłem oglądanie meczu FC Barcelony, żeby móc się zrelaksować, odprężyć i przede wszystkim wyspać.

Rzeczą oczywistą było również skompletowanie ubioru oraz wszelkich akcesoriów, płynów, żeli etc. w przeddzień imprezy. Około godziny 22:00 powędrowałem do łóżka śniąc sen o kolejnym maratonie 🙂

17. PZU Cracovia Maraton

Trasa maratonu.

W odróżnieniu od ubiegłorocznej edycji Cracovia Maraton, trasa przygotowana w tym roku będzie przebiegała po jednej pętli, a nie po dwóch. Przed biegiem ciężko jest ocenić czy to dobrze, czy źle. Bieganie kilku kółek na treningach jest dość nudne i monotonne, ponieważ człowiek ma wciąż te same widoki, punkty odniesienia. Jedna pętla na tak długim dysonansie zapowiada się więc ciekawie,

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym, że w 2017 roku będzie zupełnie nowa trasa maratonu i że będzie to jedno kółko, to pomyślałem, że zapowiada się ciekawie. Mój entuzjazm nieco ostudziła mapa trasy. Co prawda będzie jedno okrążenie, ale biegacze będą się mijali na większości dystansu po obu stronach ulicy, co może – choć wcale nie musi – być deprymujące.

17. PZU Cracovia Maraton

Moją szczególną uwagę przykuła „wspinaczka” na Nową Hutę rozpoczynająca się od około 22 km. Niby nic wielkiego, ale… No właśnie to ALE, to stan zmęczenia organizmu. Zwykle, na długich wybieganiach okolice 19 – 21 km to czas kiedy organizm jest już mocno zmęczony i balansuje na krawędzi samoregeneracji. W tym przypadku organizatorzy zaaplikowali biegaczom dodatkową porcję zmęczenia w postaci długiego, monotonnego podbiegu. Może nachylenie podbiegu nie jest duże, ale jest długie i na pewno wejdzie w nogi. Późniejsze zbiegi od 25 do 27 km raczej nie zrekompensują poniesionych strat i nie dadzą właściwego odpoczynku.

Dodatkowym utrudnieniem będzie pogoda. Prognozy zapowiadają słońce, lekki wiatr i temperaturę w czasie biegu oscylującą w okolicach 18 – 25 stopni w cieniu. Biegacze będą wyeksponowani na piękne słoneczko więc odczuwalna temperatura będzie na pewno wyższa.

Nie da się jednak ukryć, że i trasa i pogoda będzie taka sama dla wszystkich więc jedyne co pozostało, to podjąć wyzwanie i przygotować się na te warunki w możliwie najlepszy sposób.

Dzień startu.

22 kwietnia czyli w dzień maratonu wstałem kilkanaście minut po 5 rano. Nie czekałem aż zadzwoni budzik 🙂 tylko wyskoczyłem po cichu z łóżka i poszedłem „ogarnąć się„. Po kilkunastu minutach zajadałem śniadanko. Następnie jak zwykle gorączkowe sprawdzanie, czy wszystko co spakowałem wczoraj jest na miejscu, czy rzeczy które mam jeszcze zabrać z lodówki jeszcze tam są itp. itd. 🙂 Po niecałych 45 minutach od pobudki byłem już w drodze na przystanek autobusowy, którym po kilku kolejnych minutach jechałem do Krakowa. W tej podróży towarzyszyła mi sąsiadka Justyna, dla której udział w 17. PZU Cracovia Maraton miał być debiutem w biegach maratońskich i spełnieniem jej marzeń.

Na Rynku Głównym w Krakowie zameldowaliśmy się kilkanaście minut po godzinie 7:00 rano. Start maratonu zaplanowany był na 9:00 więc pozostało wbrew pozorom sporo czasu na rekonesans.

W stosunku do zeszłorocznej edycji rozmieszczenie wszystkich punktów i udogodnień związanych z maratonem było identyczne. I bardzo dobrze, bo jeżeli coś się już nie raz sprawdziło, to nie należy tego zmieniać.

Po zakończeniu spaceru wszystko zaczęło się toczyć bardzo szybko. Ledwo się zorientowałem, a do startu pozostała niecała godzina. Czy to dużo? Niestety nie 🙂 Przede wszystkim trzeba było zgodnie z planem i w odpowiednim czasie przyjąć wszystkie „wspomagacze” w postaci żeli, batonów i izotoników. Następnie rozgrzewka i ostanie sprawdzenie sprzętu. Na rozgrzewkę nie przeznaczyłem zbyt dużo czasu, może 20 minut włączając w to wizytę w Kościele – tak jakoś spontanicznie wszedłem do Kościoła, żeby na chwilę się zatrzymać, skupić, pomyśleć i zmotywować. Na pewno mi to nie zaszkodziło 🙂

Na 20 minut przed startem prawie byłem przygotowany. Jeszcze szukałem wzrokiem w tłumie kolegi z Zamościa – Jacka, który również brał udział w maratonie, ale niestety nie udało mi się z nim spotkać. Popatrzyłem na zegarek, a ten wskazywał, że do startu pozostało około 5 minut. Ruszyłem więc do swojej strefy czasowej i w skupieniu celebrowałem ostatnią minutę przed strzałem startera.

Dziesięć, dziewięć... trzy, dwa, jeden..... START!!!

Ja biegnę w drugim w życiu maratonie !!!

Dopiero jak tłum biegaczy i biegaczek powolutku zaczął przesuwać się w kierunku bramy startowej dotarło do mnie dobitnie, że żarty się właśnie za tą bramą skończą a rozpocznie się walka z własnymi słabościami, z trasą, z pogodą, z przeciwnościami losu, z bólem, zmęczeniem i Bóg wie z czym jeszcze 🙂

Poziom stresu sięgną granicznych wartości. W głowie panował informacyjny chaos, który starałem się szybko uporządkować, żeby zacząć realizację założonej taktyki na ten bieg. Gdzieś z tyłu głowy cały czas kołatała myśl o braku odpowiedniego przygotowania, która mnie bądź co bądź deprymowała. Jednak ambicja nie pozwalał mi stanąć w strefie czasowej poniżej moich domniemanych w sumie możliwości. Na ręku miałem dwie opaski z kilometrażem – na 3:30:00 i na 3:45:00 i taki był plan na ten bieg – pobiec w tym przedziale czasowym, a jeśli warunki ku temu będą sprzyjające to nawet pokusić się o coś lepszego niż 3:30:00. To ostatnie założenie było u swoich podstaw aż nadto ambitne, aby móc być realne. Ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana!!!

Po przekroczeniu bramy startowej poczułem się jakbym wstępował do innego świata. To było coś w rodzaju „pstryk” i jedynym światem, w którym egzystuję to świat biegu maratońskiego. Pierwsze kilkaset metrów, pierwsze regulowanie tempa biegu, pierwsze spojrzenia na współbiegaczy, na kibiców – wszystko to już niby było ale dzisiaj tak na prawdę działo się znowu… po raz pierwszy. I to było wspaniałe uczucie!!!

17. PZU Cracovia Maraton17. PZU Cracovia Maraton

Biegnąc, starałem się umiejscawiać swoją pozycję na pobieżnie przeanalizowanej mapie, w szczególności w odniesieniu do podbiegów i zbiegów. Wiedziałem, że pierwsze 5 km jest płaskie, i że trzeba pilnować się mocno, żeby już na starcie nie przesadzić z tempem. Postanowiłem trzymać się „baloników” na 3:30:00 jednak ku mojemu zdziwieniu jeden z „baloników” biegł trochę szybszym tempem niż wskazane do osiągnięcia tego finalnego rezultatu, a drugi tak jakby za wolno. Trochę pogubiony pomyślałem, że lepiej będzie trzymać kontakt wzrokowy z pierwszym „balonikiem„, ale jednocześnie monitorować samodzielnie tempo.

17. PZU Cracovia Maraton Konopnickiej

Po cichu liczyłem, że ktoś mi zrobi zdjęcie jak wbiegam pod wiadukt na ul. Konopnickiej 🙂 Na szczycie wiaduktu było tak dużo osób z aparatem 🙂 No i udało się 🙂

2 km za wiaduktem była strefa nawadniania, gdzie po raz pierwszy sięgnąłem po picie, a po kolejnych 2 km wbiegałem już na bulwary wiślane. Był to już 12 km zmagań, a ja nie odczuwałem jeszcze żadnych oznak zmęczenia! Tempo utrzymywałem bez większych problemów w okolicach 5:00 minut na kilometr. Nie spieszyłem się za bardzo, chociaż wydawało mi się na tym etapie biegu, że mogłem o co najmniej 5 do 10 sekund na kilometr pobiec wolniej, aby zachować siły na końcową część trasy.

17. PZU Cracovia Maraton

Z bulwarów wiślanych wbiegaliśmy na zupełnie mi obcy teren ulicą Portową na ul. Ofiar Dąbia i dalej przez most nad Wisłą w kierunku Ronda Dywizjonu 303, gdzie znajdował się 20 kilometr trasy. W tamtym momencie warunki pogodowe nie były zbyt sprzyjające. Słońce zaczęło grzać coraz mocniej, wiał delikatny ale za to chłodny wiatr, który czynił więcej szkody niż pożytku, a temperatura w słońcu już na pewno przekroczyła 25 stopni…

Dodatkową trudnością, z którą przyszło mi się zmierzyć to nieciekawy odcinek trasy prowadzącej od Ronda Dywizjonu 303 obok Tauron Areny przez Plac Centralny, dalej na Nowohuckiej Alei Solidarności i z powrotem drugą stroną jezdni ku bulwarom wiślanym. Dlaczego ten odcinek trasy był nieciekawy? Przede wszystkim miałem złe wspomnienia z 4.PZU.Półmaraton Królewski kiedy właśnie okolice Tauron Areny wykończyły mnie totalnie. Po drugie, na trasie tego odcinka znajdowały się długie monotonne podbiegi po rozgrzanym asfalcie. Dużym minusem tego etapu maratonu było to, że cały czas mijało się pozostałych biegaczy, na początku tych biegnących po medale i stanowiących czołówkę wyścigu, potem wolniejszych, a w drugiej części tych biegnących wolniej. Na początku człowiek się ekscytuje tym, że widzi na żywo tych herosów, maratońskich sprinterów, potem wspaniałych profesjonalistów, biegnących w fantastycznym tempie. Jednak z biegiem czasu mija się po drugiej strony osoby biegnące wolniej i w głowie rodzi się pytanie, kto z tych biegaczy i na którym kilometrze mnie dogoni i wyprzedzi?!

17. PZU Cracovia Maraton

17. PZU Cracovia Maraton

Bardzo fajnym akcentem na wysokości 22 km obok Tauron Areny było minięcie znajomego z Instagrama – Wojciecha Kopcia, który właśnie wbiegał na 35 kilometr. Kurczę, w tym momencie dostrzegłem jaka dzieli mnie przepaść do jego umiejętności. Z drugiej jednak strony zrobiło mi się bardzo miło gdzieś w środku, że znam człowieka z czołówki wyczynowego biegania.

22 kilometry za mną, a tempo nadal przyzwoite. „Baloniki” jeszcze nie uciekły, a w nogach jakiś zapas sił pozostał. Kilometry od 23 do 27 to bardzo monotonny bieg pod spore jak na maraton wzniesienie i to niestety w coraz mocniej prażącym słońcu. Na tym odcinku zacząłem odczuwać pierwsze poważne oznaki zmęczenia. Zaaplikował szybko żel energetyczny i mocno się nawodniłem na 25 kilometrze. Pomogło na tyle, aby przez kolejne 2 km utrzymać tempo.

Koszmar zaczął się od 28 kilometra. Miałem nadzieję, że kryzys przyjdzie później. Niestety, na 14 km przed metą moja dyspozycja była niezbyt dobra. Na nawrotce pomiędzy 28 a 29 kilometrem przeżywałem straszne katusze. Nogi mi zesztywniały, szczególnie uda, oddech stał się nieregularny i dopadły mnie dreszcze. „Oho, zaczęło się” – pomyślałem. W sumie na 29 kilometrze walka o wynik zaczęła przeradzać się w walkę o dokończenie biegu i na moje nieszczęście, ta walka jeszcze miała trochę potrwać…

29 km w nogach a nogi już mają dość. Do tego totalne osłabienie organizmu: dreszcze, mroczki przed oczami, zimny pot… „Ale się narobiło” – przeszło mi przez głowę. „I gdzie ja teraz znajdę motywację?!” – dołożyłem cegiełkę do i tak już zachwianego morale. Asfalt, po którym biegłem wydawał się rozpływać i topić zarazem, a buty jakby w nim grzęzły. Co prawda miałem miękko pod stopami bo Adidas Supernova świetnie amortyzują, ale jednak poziom komfortu cały czas spadał.

Spadało też tempo i to drastycznie. Po raz pierwszy musiałem przejść do marszu bo wydawało mi się, że biegnąc stoję w miejscu. Nie pamiętam dokładnie od którego kilometra rozpocząłem maszerowanie, ale nie miałem absolutnie wyjścia. Najlepszym miejscem na taki odpoczynek były punkty z wodą. I tak rozplanowałem sobie w głowie, że będę maszerował w strefach nawodnienia, a odcinki pomiędzy nimi będę biegł bez względu na wszystko.

Powrót z Nowej Huty to prawdziwa Droga Krzyżowa mojego maratonu. Niby trochę z górki, niby płasko i szeroko, ale jednak coraz ciężej, coraz trudniej, coraz… bliżej do mety, która mimo wszystko w mojej głowie się oddalała a nie przybliżała.

Męczyłem się… oj męczyłem, a wszystko dookoła wydawało się być przeciwko mnie. Uda bolały mnie coraz bardziej przez co nogi sztywniały mi uniemożliwiając złapanie jakiegokolwiek rytmu. Od kilkunastu już kilometrów zmagałem się z bólem karku. Tak jakby mnie przewiało z tym, że ból zaczął promieniować na plecy. I taki miałem bolący roller coaster – z jednej strony ból karku mnie prostował, a z drugiej strony ból mięśni brzucha spowodowany wysiłkiem zginał.

W swoim cierpieniu szukałem jakiś towarzyszy niedoli, a właśnie na tym etapie zaczęło się poważne „umieraniemaratońskie. Sprinterów obok mnie już raczej nie dostrzegałem i tylko czasami ktoś wyskoczył na moment z mocniejszym tempem ale za chwilę albo stał na poboczu, albo truchtał dłużej niż biegł.

Po co Ci to było?!” – zacząłem się zastanawiać, kiedy kondycja mojego organizmu była fatalna. „Czy nie lepiej było pobiec dzień wcześniej 10 km w Biegu Nocnym i dzisiaj cieszyć się z wolnego dnia?” – dalej brnąłem w przemyśleniach na temat mojego dość przypadkowego uczestnictwa w maratonie. I około 37 km, kiedy wbiegałem z powrotem na bulwary wiślane dotarło do mnie, że rzeczywiście nie ma sensu walczyć za wszelką cenę o… no przecież, ja już na ten „Mount Everest” biegania raz się skutecznie wspiąłem – mówię o debiucie w maratonie podczas 16.PZU Cracovia Maraton. I w tym samym momencie przeszedłem do truchtu, uśmiechnąłem się do siebie, popatrzyłem na przepiękny horyzont i dodałem sobie otuchy wewnętrznym monologiem: „jedziesz kolego do mety, nie zostało już dużo, dasz radę. Jedziesz sam, nie czeka tam nikt na ciebie i dziś biegniesz sam dla siebie„.

Zrobiło mi się smutno i przykro zarazem, kiedy uzmysłowiłem sobie, że to co właśnie robię nie ma dla nikogo poza mną żadnego znaczenia. Dla mnie również znaczenie ma jakieś takie mgliste. Wszystko co się dzieje wokół mojego startu jest w większości dziełem przypadku, niż celowego działania. „Samotność w biegu” – tak, to idealnie obrazuje bieżącą sytuację w jakiej się znajduję. W mojej głowie zaczęły fruwać fragmenty książki „Samotność w sieci” J. Wiśniewskiego. Bardzo łatwo dopasowałem fabułę powieści do mojego położenia i bezproblemowo znalazłem cały szereg podobieństw sytuacyjnych.

17. PZU Cracovia Maraton17. PZU Cracovia Maraton

Mijając Kazimierz wiedziałem, że już jestem na ostatniej prostej ku mecie i że raczej nic złego mnie nie spotka i ukończę maraton po raz drugi w życiu. Już całkiem błogo zrobiło mi się kiedy zobaczyłem Wawel. „Mam cię draniu” szepnąłem po cichu i zacisnąłem mocnej piąstki.

Doskonale wiedziałem, że ten odcinek trasy to bieg z publicznością i że trzeba obudzić w sobie aktora 🙂 Może wydawać się to śmieszne, ale publika na trasie dopisała, a ta zgromadzona wokół mety najbardziej niesie swoim dopingiem. I tej publice trzeba się odwdzięczyć emocjami wymalowanymi na twarzy, postawą herosa biegnącego niczym po ogień Olimpu. Ci ludzie czekają na igrzyska i tych igrzysk im trzeba dostarczyć za wszelką cenę!

17. PZU Cracovia Maraton

Na 40 km jeszcze pomaszerowałem sobie polewając się wodą i popijając izotoniki, ale w głowie już planowałem jak przebiegnę ostatni odcinek przed upragnioną metą.

Podbieg na końcówce bulwarów również przemaszerowałem. Wyszedłem z jednego słusznego założenia, że szkoda marnować resztki energii na szarpanie się z małą górką skoro do mety pozostało niespełna 2 kilometry. Na szczyt wzniesienia już wbiegłem i może nie było to oszałamiające tempo, to jednak poczułem, że mam trochę mocy i to jest odpowiedni i zarazem ostatni moment, aby tę moc wyzerować.

17. PZU Cracovia Maraton.

Ostatni ostry zakręt i przede mną tylko ostatnia prosta pod tytułem: „ulicą Grodzką do mety„.

W uszach mi już szumiało porządnie, serce otrzymało ostateczny zapas adrenaliny, do nóg powróciła nagle moc na tyle duża, aby zbliżyć się do tempa 5:00 na km. Tłum ludzi rozstawionych po obu stronach ulicy wspierał biegaczy. Tak szczerze, to był najfajniejszy moment biegu, kiedy biegłem już bardziej serduchem niż nogami, kiedy obcy mi ludzie krzyczeli motywując mnie do odrobiny większego wysiłku. Świat wirował wokół mnie. Uczucie niesamowite! W tym momencie wróciły wspomnienia sprzed roku, kiedy po tej samej trasie biegłem w kierunku mety pierwszego w życiu maratonu przepełniony radością, spełnieniem, satysfakcją. Dziś mijając flagę z napisem 42 km nie czułem się tak samo jak wtedy. Dziś po cichu liczyłem na cud, na niespodziankę….

Moje oczy biegały po twarzach stojących w tłumie kibiców błagalnie poszukując twarzy tych, których chciałbym właśnie teraz zobaczyć – moich najbliższych: żony, Huberta i Izabeli. Wbijałem swój wzrok niczym jastrząb pazury w ofiarę, ale z każdym krokiem, z każdą sekundą docierało do mnie, że cud się nie wydarzy… że nic nie dzieje się dwa razy…

Gwoli ścisłości, ustaliliśmy z żoną, że nie będą na mnie czekali na mecie. Zresztą Hubert miał być o 12:00 na urodzinach u koleżanki. Człowiek jednak podświadomie liczył na cud… cudu nie było…

Ostanie 300 – 200 metrów wypatrywania rodziny poszło na marne. Nikogo nie mogłem wziąć na ręce, nikogo uściskać po biegu, z nikim pójść po medal… nikogo.

17. PZU Cracovia Maraton

Na metę wbiegałem potwornie zmęczony. To była katorga dla organizmu. Fizycznie i psychicznie byłem wyeksploatowany do cna! Mimo wszystko uniosłem ręce w geście zwycięstwa ponieważ dzisiaj ukończenie maratonu było moim wielkim prywatnym zwycięstwem. Emocje… starałem się coś z siebie wykrzesać, jakąś łzę szczęścia uronić, heh… oprócz wymuszonego grymasu cierpienia na twarzy nie udało mi się nic więcej.

Na mecie poprosiłem o dwa medale – jeden dla mnie, a drugi dla mojego synka. Mimo, że nieobecny na mecie to cały czas w moim sercu i głowie. Medale zawiesiłem na szyi i pomaszerowałem dalej. Po kilku minutach już zacząłem funkcjonować normalnie i nie marnując czasu poszedłem do depozytu po swoje rzeczy.

17. PZU Cracovia Maraton

Przebieranie już nie było takie szybkie i łatwe. Kończyny miałem obolałe i twarde niczym z kamienia. Schylanie się czy jakiekolwiek zginanie sprawiało mi ogromny ból. Jednak to był w miarę przyjemny ból, bo zrodził się z wielkiego wysiłku.

17. PZU Cracovia Maraton

Przebrany i trochę wypoczęty ruszyłem chwilę pozwiedzać arenę dzisiejszych zawodów, a konkretnie okolice mety. Biegacze wciąż napływali i robiło się coraz ciaśniej. Nagle w tłumie słyszę głośne „cześć!, jak Ci poszło?!„. Jakoś tak dziwnie odruchowo popatrzyłem na numer startowy osoby, która do mnie się zwracała. 3333 – już wiedziałem, że to znajomy z Instagrama – dr_gerard! Wymieniliśmy się informacjami na temat biegu i oczywiście „strzeliliśmy” sobie fotkę 🙂

17. PZU Cracovia Maraton

To było bardzo miłe spotkanie! Gratuluję Bartkowi wspaniałego wyniku!

Pożegnaliśmy się, a ja poszedłem zwiedzać dalej i zrobiłem kilka fotek na pożegnanie:

Spojrzałem jeszcze raz za siebie i wolnym krokiem, na obolałych nogach szedłem w kierunku Hotelu Cracovia na przystanek autobusowy. W autobusie, który nadjechał dosłownie 2-3 minuty po moim przybyciu na przystanek, na gorąco analizowałem dzisiejsze wydarzenia.

Po ponad pół godziny byłem już niemal w domu, kiedy żona zadzwoniła, żebyśmy pojechali odebrać Huberta z zabawy urodzinowej. Jak mogłem się nie zgodzić?! W domu tylko odświeżyłem się szybko i wsiadłem do samochodu. Na miejscu, odbierając syna, wręczyłem mu medal za ukończenie maratonu, ale moje małe dziecko było tak zaaferowane atrakcjami urodzinowymi, że raczej nie celebrował tej chwili za bardzo 🙂

Po powrocie do domu, żona zajęła się dziećmi a ja w końcu mogłem odpocząć… Napuściłem sobie całą wannę wody i relaksowałem się tyle ile mogłem w ciszy i spokoju…

PODSUMOWANIE

17.PZU Cracovia Maraton przeszedł do historii.

To był niewątpliwie najbardziej spontaniczny start w zawodach w mojej dotychczasowej karierze! Po pierwszym maratonie nie brałem w ogóle możliwości startu w Krakowie rok później. Los jednak spłatał mi figla i za sprawą wygranej nagrody w konkursie w postaci pakietu startowego stanąłem na starcie drugiego w życiu maratonu!

17. PZU Cracovia Maraton

Mój oficjalny czas czyli 3:45:32 w zaistniałych okolicznościach to całkiem dobry wynik. Taktyka posypała się na 29 km, kiedy przegrałem ze zmęczeniem. Zawiodły mnie żele energetyczne, które niewiele wniosły do poprawy mojego samopoczucia podczas biegu czy wzmocnienia organizmu. Bardzo dobrze za to spisała się nowa koszulka NIKE. Świetnie odprowadzała wilgoć i była bardzo lekka i przewiewna podczas biegu. Z pozytywów na pewno buty – Adidasy jak zwykle nie zawiodły. Trochę może za ciasno zawiązałem sznurówki i szczególnie w końcówce bolały mnie przez to stopy.

17. PZU Cracovia Maraton meta

W przeciwieństwie do zeszłego roku, 17.PZU Cracovia Maraton nie był naznaczony jakąś wyjątkowością, owszem, w maratonach nie biega się codziennie więc spora dawka emocji towarzyszyła mi od chwili zapisania się na listę startową, podczas biegu i jeszcze kilka dni po jego zakończeniu. Jednak moje odczucia były bardziej sportowe niż emocjonalne. W 17.PZU Cracovia Maraton chciałem się trochę sprawdzić, chciałem dowiedzieć się, czy zeszłoroczny kryzys, który mnie dopadł w okolicach 30 km da się w jakiś sposób przezwyciężyć.

Na pewno jestem bogatszy o nowe doświadczenie, o nową przygodę o nowy sukces. Trochę szkoda tej samotności na mecie, bo człowiek podświadomie w takich momentach pragnie, aby z kimś bliskim podzielić się emocjami tu i teraz i takimi jakie są – autentycznymi, spontanicznymi, najszczerszymi.

Teraz czas na nowe wyzwania i realizację założonych na ten rok celów biegowych. Jest tego całkiem sporo, a ukończenie 17.PZU Cracovia Maraton otworzyło przede mną drzwi do skompletowania rok po roku Królewskiej Triady Biegowej.

Może zajrzysz też tutaj