13 PZU Bieg Trzech Kopców

13. PZU Bieg Trzech Kopców odbył się 29 września 2019 roku.

Była to 13 edycja Międzynarodowych Otwartych Mistrzostwa Krakowa w Biegu Górskim. Impreza została zapoczątkowana w 2007 roku. Uczestnicy mają do pokonania 13-kilometrową trasę pomiędzy trzema krakowskimi kopcami – Krakusa, Kościuszki i Piłsudskiego.

Trasa biegu prowadzi ścieżkami o często nieutwardzonej nawierzchni. Różnica poziomów sięga 160 m. Ze względu na zróżnicowanie terenu w klasyfikacji międzynarodowej bieg został zaliczony jako „anglosaski”, w którym trasa prowadzi raz w górę raz w dół, w odróżnieniu od wersji „alpejskiej”, gdzie trasa w przeważającej części tylko się wznosi.

Dla mnie była to już 3 kolejny start w tych zawodach. Zapraszam na krótka relację. 

Tym razem mniej o emocjach związanych z zawodami, a raczej w ogóle. Bieg Trzech Kopców to dla mnie już poniekąd tradycja. Po raz trzeci zmierzyłem się z tym biegiem i po raz trzeci nie udało mi się pobiec poniżej jednej godziny. Najbliżej byłem w roku 2018, kiedy to mój czas na mecie wyniósł 1:01:50. Zarzekałem się w tym roku, że wiem, gdzie wtedy popełniłem błędy i że mam sposób na złamanie magicznej bariery.

Rzeczywistość okazała się bardziej brutalna, ale o tym na końcu wpisu.

13. PZU Bieg Trzech Kopców był dla mnie biegiem docelowym w 2019 roku i od rezultatu tutaj osiągniętego uzależniałem stopień zaangażowania w kolejnej już, szóstej edycji ( a mojej 3) 6. PZU Cracovia Półmaraton Królewski.

Przygotowania szły pełną parą, ale formy ani widu ani słychu. Treningi były dla mnie smutnym obowiązkiem, cierpieniem i czymś do odklepania. Doszły do tego nienajlepsze sprawy związane z życiem zawodowym i nie tylko. Wiedziałem, że nie będzie dobrze, ale po cichu łudziłem się, że jednak forma wystrzeli na zawodach.

Pakiet startowy odebrałem w dniu zawodów. Nie chciało mi się specjalnie po niego jeździć. W pakiecie szału nie było, ale przecież nie po gadżety pojechałem tylko po to aby pobiegać w zawodach.

Podczas przygotowań do zawodów, na korytarzu szkoły, gdzie mieściło się biuro zawodów spotkałem Adama Czerwińskiego – lekkoatletę z Wieliczki i chyba najlepszego obecnie biegacza w regionie.

Przebrałem się w ciuchy startowe, oddałem do depozytu rzeczy i ruszyłem w stronę kopca Kraka. Towarzyszył mi – a jakże! 🙂 – Bartek Girlicki 🙂 Po drodze wymieniliśmy nasze plany na ten bieg i nie tylko. Rozgrzewkę już robiliśmy osobno. Kilka minut po 12:30 wystartował 13 Bieg Trzech Kopców!

Jak pisałem wcześniej, plan na ten bieg brzmiał”: zejść poniżej 1 godziny. Początek więc zaplanowałem dość ostro, szczególnie, że trasa biegła ostro z góry na samym początku a potem na płaskim po Bulwarach.

Na Bulwarach tempo było nawet zadowalające. Na Salwatorze rozpoczął się podbieg i tutaj nie szalałem, mając w pamięci kolkę sprzed roku i marsz zamiast biegu na szczycie wzniesienia. Tym razem biegłem cały czas, prawie 1,5 kilometra ciągle pod górę.

Rozpoczęło się zbieganie i tu niestety nie szalałem z prędkościami ze względu na stan obuwia, a mianowicie starte podeszwy. Bałem się poślizgnąć na stromym odcinku trasy. Na zakończeniu ostrego zbiegu pojawił się… Las Wolski i słynny podbieg, aż do ZOO.

Nie szastałem siłami, bo ich po prostu zaczęło mi brakować. Już byłem niemal pewien, że rekordu dzisiaj nie pobiję więc skupiłem się na osiągnięciu zadowalającego rezultatu. Wdrapałem się na szczyt wzniesienia i pognałem co sił w nogach po bardziej płaskim odcinku. Gdzieś mi umknęło z pamięci, że tuż przed wbiegnięciem pod Kopiec Piłsudskiego jest krótki, ale dość stromy podbieg. Tutaj wypłukałem się z resztek sił. Nawet wspaniały doping Bartka niewiele pomógł – no wystarczył na 100 metrów po czym walczyłem o dotarcie do mety. Nie wiem jakie było tempo tego odcinka, bo go prawie nie pamiętam… Wiem tylko, że błagałem o litość i możliwie jak najszybsze ukończenie tych męczarni.

Zawody ukończyłem w czasie 1:02:42:

Szału nie było, ale biorąc pod uwagę WSZYSTKIE zmienne i okoliczności, uważam ten wynik za bardzo dobry.

Po biegu, tradycyjny obiadek, wymiana wspomnień z biegu z innymi zawodnikami, kawa i powrót do domu. No jeszcze sesja zdjęciowa 🙂

Do zobaczenia za rok!

Może zajrzysz też tutaj